Kolonie, obóz harcerski, tygodniowy wyjazd z dziadkami nad morze – lato to dla dzieci czas wymarzonych przygód. Dla rodziców bywa to jednak również sezon drobnych zmartwień, a jednym z nich jest wszawica. Wbrew obiegowej opinii nie jest to wyłącznie problem roku szkolnego – pasożyty „łapią się” równie chętnie tam, gdzie wiele dzieci śpi, bawi się i spędza czas blisko siebie. Dobra wiadomość jest taka, że odrobina przygotowania przed wyjazdem znacząco zmniejsza ryzyko, że pociecha przywiezie do domu coś więcej niż pamiątki.
Dlaczego kolonie i obozy sprzyjają wszawicy?
Wesz głowowa nie skacze ani nie lata – przenosi się przede wszystkim drogą „głowa do głowy” oraz przez wspólne przedmioty. A trudno o lepsze warunki do takiego kontaktu niż wspólna sypialnia, wieczorne pogaduszki, pamiątkowe zdjęcia z głowami zetkniętymi w jednym kadrze czy pożyczanie sobie czapki albo grzebienia. Do tego dochodzi fakt, że dorosła wesz potrafi przetrwać poza głową człowieka nawet do około 48 godzin, więc pasożyt może przeczekać na poduszce w ośrodku czy na oparciu fotela w autokarze. Warto też pamiętać, że wszawica nie ma nic wspólnego z higieną – zarazić może się każde dziecko, niezależnie od tego, jak zadbany jest jego dom. Skala zjawiska bywa zaskakująca: szacuje się, że nawet co drugie dziecko w Polsce choć raz w życiu zetknie się z tymi pasożytami. Problem szybko się też rozrasta – samica wszy w ciągu około czterdziestodniowego życia składa nawet do 300 jaj, dlatego pojedynczy kontakt na obozie potrafi w kilkanaście dni zamienić się w pełnoobjawową wszawicę. To właśnie dlatego na koloniach zarażenia często mają charakter masowy, obejmując sporą część grupy.
Co spakować i czego nauczyć dziecko przed wyjazdem?
Najskuteczniejsza jest profilaktyka, którą przygotujesz spokojnie jeszcze w domu. Podstawą jest preparat ochronny w sprayu, który pokrywa włosy niewidoczną powłoką i wydziela zapach przyjemny dla człowieka, lecz nieznośny dla pasożytów. Wystarczy spryskać nim włosy – jego działanie utrzymuje się aż do kolejnego mycia głowy. Pakując kosmetyczkę, warto pomyśleć o kilku rzeczach:
- spray ochronny na wszy – w rozmiarze podróżnym, który zmieści się w plecaku;
- gęsty grzebień do kontroli i ewentualnego wyczesywania;
- własne nakrycie głowy, czapkę lub kask – tak, by nie trzeba było ich pożyczać;
- dla dziewczynek i chłopców z dłuższymi włosami – nasączone gumki ochronne ułatwiające upinanie zwartych fryzur.
Równie ważne jak zawartość walizki są nawyki. Naucz dziecko samodzielnej aplikacji sprayu i uczul je, by nie pożyczało czapek, opasek czy grzebieni i – jeśli nosi dłuższe włosy – miało je związane. Jeśli chcesz przejść przez całe przygotowania krok po kroku, sprawdź, jak przygotować dziecko na kolonie i obóz pod kątem wszawicy, zanim spakujesz ostatnią parę skarpetek.
Po powrocie do domu – przegląd głowy bez paniki?
Powrót z wyjazdu to najlepszy moment na rutynowy przegląd głowy. Przy dobrym, najlepiej dziennym świetle przeczesz włosy dziecka gęstym grzebieniem nad jasną kartką i sprawdź, czy nie opadają drobne owady oraz gnidy – perłowe jajeczka przyklejone u nasady włosa, których, w odróżnieniu od łupieżu, nie da się strzepnąć. Szczególną uwagę zwróć na okolice za uszami i na potylicy. Ważne: świąd skóry głowy pojawia się zwykle dopiero po 7-10 dniach od zarażenia, więc brak swędzenia tuż po powrocie nie oznacza jeszcze, że wszystko jest w porządku. Przez kilka kolejnych dni warto powtórzyć kontrolę. Pamiętajmy też, że pasożyty łatwo przenoszą się między domownikami – wystarczy, że zmęczone podróżą dziecko zaśnie w łóżku rodziców albo skorzysta ze wspólnego ręcznika, by problem dotknął całą rodzinę. Dlatego ewentualną kuracją obejmujemy wszystkich, u których pojawią się objawy, a profilaktyką – resztę bliskich.
Gdyby jednak doszło do zarażenia wszawicą?
Jeśli przegląd potwierdzi obecność pasożytów – przede wszystkim bez nerwów. Wszawica to dziś łatwa i szybka w leczeniu choroba. Zapomnij o babcinych metodach z octem czy majonezem – znacznie skuteczniejsze i delikatniejsze są dedykowane preparaty na wszy, którymi spryskuje się włosy, a po około pół godziny wyczesuje martwe pasożyty dołączonym grzebieniem. Wybieraj środek bez substancji owadobójczych, działający już po jednej aplikacji. Pamiętaj też, że kuracją trzeba objąć wszystkich domowników z objawami, a po niej zrobić porządki: pranie pościeli i ubrań w temperaturze powyżej 60°C oraz odkurzenie tapicerki i wymrożenie grzebieni czy spinek.
Spokojnie – to nie psuje wakacji
Wszawica po wyjeździe nie przekreśla udanych kolonii ani nie świadczy o niczyim zaniedbaniu. To codzienna, rozwiązywalna sprawa, która wymaga jedynie odrobiny czujności: profilaktyki spakowanej przed wyjazdem, przeglądu głowy po powrocie i szybkiej reakcji, gdyby pasożyty się pojawiły. Dzięki temu dziecko może w pełni cieszyć się latem, a rodzic – spokojem. Jeśli wszawica wyjdzie na jaw jeszcze w trakcie turnusu, warto bez skrępowania zgłosić to wychowawcy – dobrze prowadzony ośrodek wie, jak zareagować, by ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby w grupie. A ponieważ wszawica ma skłonność do nawrotów, przez kilka tygodni po powrocie dobrze jest jeszcze profilaktycznie sięgać po spray ochronny, zwłaszcza jeśli dziecko od razu wraca do wakacyjnej grupy rówieśników.
To jest wyrób medyczny. Używaj go zgodnie z instrukcją używania lub etykietą.
Producent/Podmiot prowadzący reklamę ICB Pharma sp. z o.o.








