Wielodzietność wymaga siły, jest pełna wyzwań, a zarazem piękna. Zawsze, kiedy Cię spotykam na
przedszkolnym korytarzu, festynie czy na mieście, jesteś uśmiechnięta, pełna energii i otwarta na
drugiego człowieka. Patrzę na Ciebie z podziwem, bo sama niejednokrotnie czuję, że brakuje mi sił.
Faustyna Scholz, mama 5-tki dzieci, w wywiadzie z Michaelą Fuchs opowiada o zmęczeniu,
organizacyjnym chaosie, dostrzeganiu potrzeb każdego dziecka i chwilach zwątpienia. To rozmowa o
miłości, która się mnoży, rodzinnej bliskości oraz radości płynącej z wielodzietności.
- Michaela Fuchs: Czy zawsze marzyłaś o dużej rodzinie, czy życie napisało dla Ciebie scenariusz, którego wcześniej nie planowałaś?
- Michaela Fuchs: Co jest dla Ciebie i Twojego męża największym wyzwaniem w codziennym życiu z pięciorgiem dzieci?
- Michaela Fuchs: Jak dostrzegasz indywidualne potrzeby każdego dziecka i znajdujesz czas tylko dla niego?
- Michaela Fuchs: Zawsze, kiedy Cię spotykam, jesteś uśmiechnięta i pełna energii. Przyznam szczerze, że od lat podziwiałam Cię na szkolnym korytarzu i jesteś dlamnie dowodem tego, że pomimo wielu wyzwań, można chodzić z uśmiechem na twarzy. Mi brakuje takiej energii, dlatego od kilku miesięcy nad tym pracuję. Skąd bierzesz siłę, by iść z uśmiechem przez życie?
- Michaela Fuchs: Co robisz w dniach, kiedy brakuje Ci energii i masz poczucie, że nie dajesz rady?
- Michaela Fuchs: Kto troszczy się o Ciebie, kiedy Ty każdego dnia troszczysz się o tak wiele osób?
- Michaela Fuchs: Za Twoim uśmiechem kryją się również chwile zmęczenia i zwątpienia? Jak wygląda macierzyństwo, którego inni na co dzień nie widzą?
- Michaela Fuchs: Co jest najpiękniejsze w byciu mamą pięciorga dzieci?
- Michaela Fuchs: Co powiedziałabyś mamie, która patrzy na Ciebie i myśli: Ona daje radę, a ja przy mniejszej liczbie dzieci nie mam już siły?
- Michaela Fuchs: Czy zdecydowałabyś się ponownie na dużą rodzinę, wiedząc już, ile wymaga ona pracy, cierpliwości i siły?
- Michaela Fuchs: Dziękuję za inspirującą rozmowę.
Przeczytaj też:
Rodzina wielodzietna od ilu dzieci?
Michaela Fuchs: Czy zawsze marzyłaś o dużej rodzinie, czy życie napisało dla Ciebie scenariusz, którego wcześniej nie planowałaś?
Faustyna Scholz: Jako dwudziesto-, dwudziestojednolatka w ogóle nie brałam pod uwagę
macierzyństwa. Później trochę mi się odmieniło i pomyślałam, że dwójka dzieci to takie rozsądne
maksimum. A potem poznałam Dawida… i, jak widać, rozsądek poszedł swoją drogą, a my swoją!
Życie napisało nam scenariusz, którego absolutnie nie planowałam, ale dziś nie zamieniłabym go
na żaden inny. Choć przyznam, że czasami sama się zastanawiam, jak z planowanej dwójki zrobiła
nam się piątka!
Przeczytaj też:
Życie na wsi – jak to wygląda u wielodzietnej rodziny?
Michaela Fuchs: Co jest dla Ciebie i Twojego męża największym wyzwaniem w codziennym życiu z pięciorgiem dzieci?
Faustyna Scholz: Z natury jestem dość chaotyczną osobą, więc przy piątce dzieci organizacja to
dla mnie nie lada wyzwanie! Staram się mieć wszystko zaplanowane na cały tydzień.
Treningi, zajęcia dodatkowe, wszystkie ważne sprawy: wszystko jest rozpisane, a nasz rodzinny
plan dowodzenia wisi na lodówce. Największym wyzwaniem są chyba poranki, które nie zawsze
chcą współpracować z moim harmonogramem. Ale muszę przyznać, że z każdym kolejnym
dzieckiem jestem coraz lepiej zorganizowana. Kto by pomyślał, że właśnie piątka dzieci nauczy
mnie planowania!
Przeczytaj też:
Jaki wpływ ma rodzina na wychowanie dziecka? – Twój wpływ na wychowanie
Michaela Fuchs: Jak dostrzegasz indywidualne potrzeby każdego dziecka i znajdujesz czas tylko dla niego?
Faustyna Scholz: Nie będę udawać, że zawsze udaje mi się znaleźć czas na indywidualne chwile z
każdym dzieckiem, bo przy piątce nie jest to takie proste. Staramy się jednak z Dawidem uczyć
dzieci, że z każdą sprawą mogą do nas przyjść. Nieważne, czy to wielki życiowy problem, czy coś,
co nam, dorosłym, wydaje się drobiazgiem. Dla nich w danym momencie może to być przecież
najważniejsza rzecz na świecie.
Mamy też spory rozstrzał wiekowy, więc każde z dzieci jest na zupełnie innym etapie i ma inne
potrzeby. Dziewczyny są bardziej otwarte, często same przychodzą i mówią: „Mamo, chcę
pogadać”. Wtedy zamykamy się gdzieś we własnym gronie i mamy czas tylko dla siebie. Dawid z
kolei angażuje chłopców w różne „męskie sprawy”. Razem majsterkują w garażu, coś budują,
naprawiają rowery. I właśnie przy okazji takich zwyczajnych czynności pojawia się przestrzeń na rozmowy.
A najmłodszy? No cóż, niemowlak na razie sam skutecznie pilnuje, żeby poświęcać mu
odpowiednio dużo uwagi!
Myślę, że nie zawsze chodzi o ilość wspólnie spędzonego czasu, ale o to, żeby każde z naszych
dzieci wiedziało, że kiedy nas potrzebuje, jesteśmy dla niego.
Przeczytaj też:
Na czym polega rodzicielstwo?
Michaela Fuchs: Zawsze, kiedy Cię spotykam, jesteś uśmiechnięta i pełna energii. Przyznam szczerze, że od lat podziwiałam Cię na szkolnym korytarzu i jesteś dla
mnie dowodem tego, że pomimo wielu wyzwań, można chodzić z uśmiechem na twarzy. Mi brakuje takiej energii, dlatego od kilku miesięcy nad tym pracuję. Skąd bierzesz siłę, by iść z uśmiechem przez życie?
Faustyna Scholz: Wbrew pozorom to dla mnie bardzo trudne pytanie, bo sama do końca nie wiem,
skąd biorę tę energię. Myślę, że to po prostu kwestia mojego charakteru. Lubię, kiedy dużo się
dzieje, kiedy jestem w ciągłym ruchu. Im więcej zamieszania wokół mnie, tym bardziej jestem
nakręcona na działanie. Choć oczywiście bywają dni, kiedy tej energii zwyczajnie brakuje.
A uśmiech? No cóż, wychodzę z założenia, że przyjemniej spotkać kogoś uśmiechniętego niż
wiecznie wkurzonego!
Ale wiesz, Michaela, zabawne jest to, że Ty patrzysz na mnie i widzisz uśmiechniętą, pełną energii
mamę, a ja patrzę na Ciebie i myślę: „Jejku, jak ona to robi?”. Jesteś dla mnie przykładem mamy
zorganizowanej, poukładanej, która przy dużej rodzinie potrafi mieć wszystko pod kontrolą. Bardzo
Cię za to podziwiam, bo ja mam czasami wrażenie, że moje życie to jeden wielki, niekończący się
chaos!
I może właśnie o to chodzi, że patrząc na innych, często widzimy ich mocne strony, a u siebie
przede wszystkim niedociągnięcia. Każda z nas radzi sobie na swój sposób i wcale nie musimy
robić wszystkiego idealnie, żeby robić to dobrze.
Przeczytaj też:
Co daje Karta Dużej Rodziny?
Michaela Fuchs: Co robisz w dniach, kiedy brakuje Ci energii i masz poczucie, że nie dajesz rady?
Faustyna Scholz: Bardzo często mam poczucie, że nie daję rady. I chyba jeszcze częściej
towarzyszy mi strach, czy podołam. Czy dobrze wychowamy nasze dzieci? Czy przekażemy im
właściwe wartości? Czy nie popełnimy błędów, które kiedyś odbiją się na ich życiu? Myślę, że takie
obawy zna wiele mam, niezależnie od tego, ile mają dzieci.
Nie wiem, jak odbiorą to Twoi czytelnicy, ale mnie w takich chwilach bardzo pomaga modlitwa.
Różaniec, krótki akt strzelisty, a czasami po prostu wypowiedziane gdzieś w biegu: „Panie Boże,
dopomóż”. Nie zawsze mam siłę czy czas na długą modlitwę, ale te kilka prostych słów potrafi
przynieść mi spokój.
Nie oznacza to, że nagle wszystkie problemy znikają, a ja odzyskuję nad wszystkim kontrolę. Po
prostu łatwiej mi wtedy poukładać myśli, uspokoić emocje i iść dalej. Wiara daje mi poczucie, że
nie ze wszystkim muszę radzić sobie sama. Bo prawda jest taka, że za tym uśmiechem, który ludzie widzą na co dzień, kryje się też mnóstwo obaw, zmęczenia i zwyczajnej ludzkiej niepewności.
Przeczytaj też:
Dodatek do emerytury za urodzenie dzieci — komu przysługuje?
Michaela Fuchs: Kto troszczy się o Ciebie, kiedy Ty każdego dnia troszczysz się o tak wiele osób?
Faustyna Scholz: Mam ogromne szczęście, bo otaczają mnie ludzie, na których naprawdę mogę
liczyć. Przede wszystkim Dawid. Jesteśmy w tym wszystkim razem, wspólnie wychowujemy dzieci,
dzielimy obowiązki, radości, ale też trudniejsze chwile. Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być
inaczej. To właśnie on wielokrotnie podnosił mnie na duchu, kiedy sama nie miałam już na to siły.
Jest też moja mama. Mama to po prostu mama. Nieważne, ile mam lat i ile sama mam dzieci, są
takie momenty, kiedy zwyczajnie potrzebuję do niej zadzwonić, usłyszeć jej głos, porozmawiać. I to
naprawdę wiele zmienia.
Mam też cztery cudowne przyjaciółki. Znajomych mam sporo, ale te cztery kobiety to taki mój
bezpieczny port. Wiem, że mogę do nich zadzwonić w gorszy dzień, wygadać się, a kiedy
naprawdę nie będę sobie z czymś radziła, po prostu poprosić o pomoc. I wiem, że będą.
Myślę, że ogromnym szczęściem jest mieć wokół siebie ludzi, przy których nie trzeba udawać, że
zawsze jest się silnym, uśmiechniętym i że ze wszystkim daje się radę. Czasami można po prostu
powiedzieć: „Dzisiaj jest mi ciężko”. I wiedzieć, że po drugiej stronie jest ktoś, kto to zrozumie.
Przeczytaj też:
Tata na emigracji: zapewniam byt, ale tracę dzieciństwo swoich dzieci
Michaela Fuchs: Za Twoim uśmiechem kryją się również chwile zmęczenia i zwątpienia? Jak wygląda macierzyństwo, którego inni na co dzień nie widzą?
Faustyna Scholz: Oj, oczywiście, że tak! I to chyba częściej, niż mogłoby się wydawać. Tak jak już
wspominałam, bardzo często boję się, czy dobrze wychowujemy nasze dzieci, czy czegoś nie
zaniedbujemy, czy poświęcamy im wystarczająco dużo czasu. Do tego dochodzi codzienność. W domu wieczny nieogar, pranie chyba nigdy się nie kończy, a ja czasami patrzę na inne mamy i myślę sobie: „Jejku, jak one to robią, że mają wszystko tak pięknie ogarnięte, a ja ciągle jestem w lesie?”.
Ale chyba najbardziej boję się tego, że nie zdążę. Że czas tak szybko leci, dzieci rosną, a ja ciągle
mam wrażenie, że tego czasu jest za mało. Że coś mi umknie, że nie zauważę czegoś ważnego.
Po przedostatnim porodzie zdiagnozowano u mnie umiarkowaną depresję. Nie ukrywam tego, bo
uważam, że nie ma się czego wstydzić. I chociaż na co dzień jestem raczej pogodną osobą, to
zdarzają się momenty, kiedy dopada mnie takie poczucie beznadziei. Kiedy wszystko wydaje się za
trudne, a ja sama mam wrażenie, że nie daję rady.
Więc tak, za tym uśmiechem jest też sporo zmęczenia, strachu i wątpliwości. Kocham naszą
rodzinę i nie zamieniłabym tego życia na inne, ale nie będę udawać, że zawsze jest kolorowo. Bo
nie jest. I chyba nie musi być.
Przeczytaj też:
Jak być liderem dla swoich dzieci? – Wywiad z Maciejem Zieglerem
Michaela Fuchs: Co jest najpiękniejsze w byciu mamą pięciorga dzieci?
Faustyna Scholz: Ja jestem jedynaczką, więc chyba najbardziej zachwyca mnie to, że moje dzieci
mają siebie nawzajem. Że mają z kim spędzać czas, wygłupiać się, rozmawiać. Oczywiście, potrafią
się też nieźle pokłócić, a czasami nawet pobić, żeby nie było tak kolorowo! Ale mimo wszystko są
razem.
Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem i nie mogłam iść do koleżanki, to właściwie zostawała mi
nuda. A oni zawsze mają kogoś obok. I uwielbiam obserwować te ich relacje. Jak jedno ma
problem, to drugie próbuje pomóc. Jak komuś jest smutno, to zawsze znajdzie się ktoś, kto go
pocieszy. Oczywiście pod warunkiem, że akurat nie są ze sobą pokłóceni!
Ale tak zupełnie poważnie, chyba najpiękniejsza jest dla mnie świadomość, że oni mają siebie. Że
nie są sami. I bardzo bym chciała, żeby tak zostało również w dorosłym życiu. Żeby nawet kiedy
nas, rodziców, już kiedyś zabraknie, oni nadal byli dla siebie wsparciem, mogli do siebie zadzwonić,
spotkać się, pomóc sobie w trudnej chwili.
Nie wiem, jak potoczy się ich życie, ale mam ogromną nadzieję, że ta więź między nimi zostanie na
zawsze. I chyba właśnie to jest dla mnie najpiękniejsze w byciu mamą piątki dzieci.
Przeczytaj też:
Misja niemożliwa czy najlepsza decyzja życia? – Historia ojca, który zaryzykował
Michaela Fuchs: Co powiedziałabyś mamie, która patrzy na Ciebie i myśli: Ona daje radę, a ja przy mniejszej liczbie dzieci nie mam już siły?
Faustyna Scholz: Przede wszystkim powiedziałabym jej, żeby w ogóle tak o sobie nie myślała!
Każda z nas jest inna, każde dziecko jest inne i każda rodzina funkcjonuje inaczej. Czasami jedno
czy dwoje dzieci potrafi być bardziej absorbujące niż cała piątka. Naprawdę nie ma sensu
porównywać się z innymi.
Zresztą ja sama często patrzę na inne mamy i zastanawiam się, jak one to wszystko ogarniają. A
przecież widzimy tylko kawałek czyjegoś życia. Nie wiemy, jak wygląda jego codzienność za
zamkniętymi drzwiami.
I chyba najważniejsze: nie trzeba być perfekcyjną, żeby być dobrą, kochającą mamą. Można mieć
bałagan w domu, gorszy dzień, czasami stracić cierpliwość i nadal być wspaniałą mamą. Liczba
dzieci naprawdę nie jest żadnym wyznacznikiem tego, ile mamy siły ani jak dobrze sobie radzimy.
Przeczytaj też:
Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur
Michaela Fuchs: Czy zdecydowałabyś się ponownie na dużą rodzinę, wiedząc już, ile wymaga ona pracy, cierpliwości i siły?
Faustyna Scholz: Zdecydowanie tak! Nie zmieniłabym absolutnie nic. Gdybym mogła cofnąć czas,
wszystko zostawiłabym dokładnie tak, jak jest. Całą naszą piątkę, ten dom pełen ludzi, śmiechu,
hałasu i wiecznego zamieszania. Uwielbiam to nasze życie i nie wyobrażam sobie, żeby mogło
wyglądać inaczej. A pomyśleć, że kiedyś w ogóle nie chciałam mieć dzieci! No cóż, życie ma
naprawdę niezłe poczucie humoru!
Przeczytaj też:
Jak łączyć macierzyństwo z pracą na własnych zasadach?
Michaela Fuchs: Dziękuję za inspirującą rozmowę.
Faustyna Scholz: To ja dziękuję za zaproszenie do rozmowy. Mam nadzieję, że nikogo nie
wystraszyłam tą naszą wielodzietnością!









