Macierzyństwo i praca są wyzwaniem dla wielu kobiet, szczególnie wtedy, gdy pojawia się choroba dziecka oraz brak wsparcia w związku. Justyna Dąbska w rozmowie z Michaelą Fuchs pokazuje, że macierzyństwo nie odbiera kobiecie sprawczości. Czasem życie wystawia nas na próby, które budują w nas siłę. Przeczytaj ten wywiad. Zainspiruj się i zacznij budować swoją drogę w zgodzie ze sobą.
- Michaela Fuchs: Jesteś mamą dwójki wspaniałych synów i budujesz swoją markę jako wirtualna asystentka. Jak wyglądał początek twojej drogi zawodowej? Jak znalazłaś w sobie siłę, żeby mimo choroby dziecka pogodzić macierzyństwo z pracą?
- Michaela Fuchs: Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki zawodowe?
- Michaela Fuchs: Czy macierzyństwo cię ograniczyło, czy paradoksalnie pokazało ci, ile potrafisz udźwignąć?
- Michaela Fuchs: Czy na swojej drodze znalazłaś przedsiębiorców, która pomogli ci w twojej ścieżce zawodowej? Czy twoim zdanie istnieje coś takiego jak siostrzeństwa w biznesie?
- Michaela Fuchs: Jak twoim zdaniem należy współpracować w biznesie, by nie czuć się wykorzystywaną? Wiele kobiet daje dużo i nic nie otrzymuje w zamian. Czy też tego doświadczyłaś? Czy poczułaś się doceniona za to, że dużo pomogłaś zawodowo?
- Michaela Fuchs: Wiele kobiet ciągle się szkoli i boi się wykorzystać to, co już umie. Czy ty też miałaś poczucie, że jeszcze za mało wiesz i umiesz?
- Michaela Fuchs: Kiedy zrozumiałaś, że twoja praca jest wartościowa i nie musisz już przepraszać za swoje stawki?
- Michaela Fuchs: Czy mogłabyś opowiedzieć trochę więcej o swojej pracy? Czy się zajmujesz, z kim najchętniej współpracujesz i co jest dla ciebie najważniejsze we współpracy?
- Michaela Fuchs: Co powiedziałabyś kobietom, które są w trudnym miejscu: między dziećmi, obowiązkami, brakiem wsparcia i pragnieniem, żeby zrobić coś dla siebie?
- Michaela Fuchs: Czy chciałabyś coś jeszcze powiedzieć kobietom na koniec?
- Justyna Dąbska
Michaela Fuchs: Jesteś mamą dwójki wspaniałych synów i budujesz swoją markę jako wirtualna asystentka. Jak wyglądał początek twojej drogi zawodowej? Jak znalazłaś w sobie siłę, żeby mimo choroby dziecka pogodzić macierzyństwo z pracą?
Justyna Dąbska: Na początku miałam w głowie piękny sen. Razem z ówczesnym mężem ustaliliśmy, że nie chcemy, aby nasze dzieci wychowywały nianie czy babcie. Chciałam oddać im 100% swojej uwagi i planowałam nie pracować zawodowo, dopóki chłopcy nie pójdą do przedszkola czy szkoły. Życie napisało jednak zupełnie inny scenariusz.
Mój starszy syn choruje od urodzenia. Pobyty w szpitalach i nieustanne wizyty u lekarzy były naszą codziennością od samego początku. Gdy chłopcy mieli cztery i pięć lat, podjęłam decyzję, że chcę spróbować czegoś nowego. W moje ręce wpadł e-book, a potem zaawansowany kurs na temat pracy jako Wirtualna Asystentka. To było dziewięć lat temu. I choć od tamtego czasu moja rola zawodowa ogromnie ewoluowała. Dziś nie działam już jako typowa WA. Zarządzam procesami i wdrożeniami systemów jako Project Manager.
Od tamtego e-booka wszystko się zaczęło. Skąd wzięłam siłę, by to wszystko pogodzić? Myślę, że z ogromnej, zakorzenionej we mnie od dzieciństwa samodzielności, ale też z wewnętrznej potrzeby zrobienia czegoś dla siebie. Potrzebowałam odskoczni, która chociaż na chwilę oderwałaby moją głowę od trudnej, szpitalnej rzeczywistości. Ten intensywny kurs, pełen wymagających zadań, przerabiałam… na szpitalnej podłodze, tuż obok łóżeczka mojego syna. Odsłuchiwałam lekcje po nocach, po kilkanaście razy. Nie było wtedy sztucznej inteligencji, której można było zadać proste pytanie, więc godzinami przekopywałam Google w poszukiwaniu rozwiązań. Byłam zdeterminowana. Po prostu wiedziałam, że muszę działać.
Michaela Fuchs: Jak wyglądały Twoje pierwsze kroki zawodowe?
Justyna Dąbska: Moje pierwsze kroki to była logistyka na najwyższym poziomie, ale też bolesna lekcja biznesu. Złapałam pierwszego klienta na spory wymiar godzin, ale szybko wpadłam w pułapkę łapania absolutnie każdego zlecenia. Nie miałam żadnej specjalizacji. Robiłam wszystko, o co mnie poproszono: od zadań administracyjnych, przez copywriting, pozycjonowanie stron, aż po budowanie witryn od zera. Bałam się, że jeśli wybiorę jedną działkę, to nie znajdę klientów. Rynek był pełen doświadczonych ekspertów. Jestem z natury skromna. Zawsze wolałam chować się w czyimś cieniu, więc potwornie trudno było mi się przebić. Wtedy popełniłam też swój największy błąd myślowy: panicznie bałam się tego, co pomyślą o mnie znajomi. Przez to wszystko kompletnie nie potrafiłam stawiać granic. Pracowałam głównie po nocach i w tak zwanym wolnym czasie. Całkowicie dostosowywałam się do innych.
Dzisiaj w swojej pracy stawiam na relacje ściśle partnerskie, ale wtedy robiłam po prostu wszystko, co mi kazano. Rzeczywistość poza komputerem tylko potęgowała ten chaos. Mieszkaliśmy wtedy z teściami na wsi. Na moje głowy spadły obowiązki domowe przy dwójce małych dzieci, wizyty u lekarzy, pobyty w szpitalu, praca w ogrodzie, a początkowo nawet praca w polu. Otoczenie kompletnie nie rozumiało pracy zdalnej. Słyszałam zewsząd: „Tak sobie tylko dorobisz, ale na tym się nie dorobisz”. Byłam rozstrzelona między skrajnie różnymi zleceniami, przemęczona i potwornie samotna w środowisku, do którego zupełnie nie pasowałam. To musiało skończyć się wypaleniem. To dlatego moja ścieżka była taka rwana. Zaliczyłam po drodze kilka poważnych przerw i powrotów, zanim zrozumiałam, w którym kierunku naprawdę chcę iść.
Michaela Fuchs: Czy macierzyństwo cię ograniczyło, czy paradoksalnie pokazało ci, ile potrafisz udźwignąć?
Justyna Dąbska: Absolutnie mnie nie ograniczyło. Moje dzieci były i są moją największą motywacją, moją bezpieczną kotwicą. Myślę, że to właśnie dzięki nim wtedy się nie poddałam. To doświadczenie pokazało mi, jak niewyobrażalnie wiele potrafią udźwignąć kobiety, gdy w grę wchodzi dobro ich dzieci. Potrafimy wtedy postawić wszystko na jedną szalę, zmotywować się do granic możliwości i tak poukładać dzień, jakby doba była z gumy i miała się nigdy nie skończyć.
Oczywiście, nie byłam ze stali. To nie była droga bez kosztów emocjonalnych. Niejednokrotnie płakałam wieczorami czy w nocy, ukrywając twarz w poduszce z bezsilności i zmęczenia. Ale potem po prostu się otrząsałam, brałam w garść i robiłam swoje. Dlaczego? Bo doskonale wiedziałam, czego chcę. Chciałam dać moim synom cudowne, stabilne życie. Zrozumiałam też coś bardzo ważnego: aby dać im szczęście, sama musiałam być spełnioną i szczęśliwą mamą. A to spełnienie dawał mi właśnie mój własny rozwój zawodowy.
Michaela Fuchs: Czy na swojej drodze znalazłaś przedsiębiorców, która pomogli ci w twojej ścieżce zawodowej? Czy twoim zdanie istnieje coś takiego jak siostrzeństwa w biznesie?
Justyna Dąbska: Tak, miałam to szczęście, choć ta pomoc miała różne etapy. Na samym początku współpracowałam z osobą, od której nauczyłam się bardzo wiele. Cierpliwie znosiła moje rwane tempo i życiowe powroty. Choć ostatecznie nasze zawodowe drogi się rozeszły, to dzięki niej zdobyłam bezcenne fundamenty.
Prawdziwy przełom nastąpił pod koniec zeszłego roku, gdy trafiła do mnie nowa klientka – Monika. To nie było na początku wielkie zlecenie, ale Monika dostrzegła we mnie coś, czego ja sama u siebie nie widziałam. Zobaczyła we mnie ekspertkę. Zrozumiałam wtedy, że moja potężna, wręcz techniczna zajawka i umiejętności wdrożeniowe to wcale nie jest codzienność wśród kobiet pracujących jako wirtualne asystentki czy Project Managerowie. Na co dzień współpracuję głównie z kobietami, bo doskonale potrafię tłumaczyć im ten skomplikowany, techniczny świat na ludzki język.
Monika bez przerwy motywowała mnie do pójścia krok dalej, dmuchała w moje skrzydła i popychała do przodu. Dzięki niej dopracowałam swoją ofertę oraz komunikację. Nasza relacja rozwinęła się tak pięknie, że dołączyłam do Moniki jako członek zarządu w Fundacji Krajowe Centrum Przedsiębiorczości, której ona jest Prezeską. Genialnie się uzupełniamy: ja odpowiadam za zaplecze techniczne i procesowe, a Monika za strategię i relacje z ludźmi. Dlatego odpowiadając na Twoje pytanie: tak, siostrzeństwo w biznesie absolutnie istnieje. Sama jestem też częścią małej, kameralnej grupy freelancerek, a moje najbliższe przyjaciółki to również przedsiębiorczynie. Trzeba po prostu trafić na odpowiednie osoby. Takie, które zamiast traktować Cię jak konkurencję lub pukać się w czoło na widok Twoich szalonych planów, złapią Cię za rękę, popchną do góry i powiedzą z pełnym przekonaniem: „Go girl, dasz radę!”.
Michaela Fuchs: Jak twoim zdaniem należy współpracować w biznesie, by nie czuć się wykorzystywaną? Wiele kobiet daje dużo i nic nie otrzymuje w zamian. Czy też tego doświadczyłaś? Czy poczułaś się doceniona za to, że dużo pomogłaś zawodowo?
Justyna Dąbska: Oczywiście, że tego doświadczyłam. Na początku mojej drogi nieustannie gasiłam pożary po nocach, a pracując w modelu godzinowym, nagminnie nie włączałam licznika czasu. Machałam ręką: „A, to tylko kilka minut, nie będę za to liczyć”. Tylko że te minuty w skali miesiąca czy roku zamieniały się w dziesiątki darmowych godzin. Jako osoba, która uwielbia dzielić się wiedzą, regularnie robiłam też przysługi wykraczające poza mój pakiet obowiązków.
Niedawno przeżyłam bardzo bolesną sytuację. Dogrywałam szczegóły nowego zlecenia. Zaangażowałam się, rozpisałam klientowi cały plan działania krok po kroku oraz wdrożenie, które miało usprawnić jego biznes. W odpowiedzi dostałam krótkie: „Super, dzięki, ale zrobi mi to ktoś inny”. Poczułam się potwornie wykorzystana. To była twarda lekcja asertywności. Od tamtej pory, zanim nie podpiszę umowy lub nie otrzymam płatności, nigdy nie zdradzam dokładnego, technicznego know-how.
Uważam, że kobiety mają naturalną tendencję do dawania zbyt wiele za darmo. Wychodzimy z założenia, że „przecież tylko podpowiadamy”. W każdej branży znajdzie się ktoś, kto spróbuje to wykorzystać. Czy da się tego całkowicie uniknąć? Nie sądzę. Ja z natury ufam ludziom i wierzę w ich dobre intencje. Być może bywam przez to naiwna, ale uważam, że w dzisiejszych czasach to bardzo potrzebne, by dostrzegać w innych dobro.
Na szczęście dzisiaj, pracuję z cudownymi ludźmi. Nauczyłam się ufać swojej intuicji. Już po pierwszej rozmowie wiem, czy nadajemy na tych samych falach. I przy moich obecnych klientkach czuję się w 100% doceniana.
Nigdy nie zapomnę sytuacji, gdy popełniłam błąd w projekcie. Źle zrozumiałam intencje klientki. Gdy prawda wyszła na jaw, od razu napisałam, że oczywiście wszystko poprawię i nie policzę za to ani grosza, bo to moja pomyłka. Moja klientka odpisała wtedy: „Justyna, absolutnie się nie zgadzam. Masz policzyć ten czas. To, że się nie zrozumiałyśmy, to nie jest tylko Twoja wina. Szanuję Twój wysiłek”. To było niesamowite. Takie sytuacje przywracają wiarę w to, że w biznesie partnerskie relacje i wzajemny szacunek są możliwe.
Michaela Fuchs: Wiele kobiet ciągle się szkoli i boi się wykorzystać to, co już umie. Czy ty też miałaś poczucie, że jeszcze za mało wiesz i umiesz?
Justyna Dąbska: O rany, tak! Zanim poznałam Monikę, byłam dokładnie w tym samym miejscu. Wpadłam w pętlę ciągłego doszkalania się: kolejne kursy, kolejne certyfikaty, z poczuciem, że to wciąż za mało. Dopiero Monika otworzyła mi oczy i uświadomiła mi coś kluczowego: ja już wtedy wiedziałam na tyle dużo, że moim obowiązkiem było zacząć się tym dzielić, a nie chować w cień.
Pomogła mi dostrzec, że od dawna nie jestem na etapie osoby, która po prostu wyklikuje polecenia. Ja proponuję strategiczne rozwiązania, doradzam i pokazuję klientom lepsze, efektywniejsze ścieżki. Ale będę z Tobą szczera: nadal czasami łapię się na tym myśleniu. Wciąż zdarzają się momenty, gdy z tyłu głowy pojawia się podszept, że przecież są osoby, które wiedzą więcej.
Tylko czy to oznacza, że ja wiem mało? Oczywiście, że nie! To paraliżująca pułapka, z którą staram się walczyć każdego dnia. Patrząc na fakty – działam w tej branży od dziewięciu lat. To po prostu fizycznie nierealne, żebym po tylu latach intensywnej pracy, mnóstwu projektów i nieustannym rozwoju, nadal wiedziała za mało. Dlatego każdego dnia uczę się doceniać swoje doświadczenie. A kiedy zaczynam w nie wątpić… cóż, tu znowu kłaniam się Monice, która metaforycznie stoi nade mną z kijem i natychmiast sprowadza mnie do pionu.
Michaela Fuchs: Kiedy zrozumiałaś, że twoja praca jest wartościowa i nie musisz już przepraszać za swoje stawki?
Justyna Dąbska: Będę szczera, to bardzo świeża zmiana. Walczyć z tym zaczęłam tak naprawdę na początku tego roku. Wcześniej nieustannie ulegałam lękom. Przygotowując wyceny projektowe, dorzucałam klientom darmowe bonusy, zupełnie tak, jakbym przepraszała za to, że moja praca w ogóle coś kosztuje. Zaniżałam stawki, byle tylko zdobyć zlecenie. To straszna, paraliżująca pułapka, w której tkwi się z obawy przed utratą klienta na rzecz kogoś tańszego.
Ten rok jest jednak dla mnie przełomowy. Czuję po sobie ogromny, wewnętrzny glow-up. Zaczęłam z odwagą mówić o tym, czym się zajmuję i śmiało wychodzić do ludzi ze swoją ofertą, wiedzą i umiejętnościami. Zrozumiałam, że taniej niemal nigdy nie znaczy lepiej.
Ostatecznie przekonał mnie do tego pewien research rynku. Analizowałam ofertę początkującej dziewczyny, która wyceniła jedno z zadań na 10 godzin pracy po 80 złotych za godzinę, czyli 800 złotych. Spojrzałam na to i dotarło do mnie, że dzięki mojemu 9-letniemu doświadczeniu, ja to samo zadanie wykonuję w 2, maksymalnie 3 godziny! Pracując na niskiej stawce godzinowej, zarobiłabym ułamek tego, co osoba początkująca, tylko dlatego, że robię coś sprawniej i lepiej. To był moment zwrotny. Przestałam przepraszać za swoje stawki. Nadal jestem tą samą osobą – responsywną, pomocną, która z sercem wspiera i doradza swoim klientom. Różnica polega na tym, że dzisiaj w końcu znam swoją wartość. I nie boję się o niej mówić.
Michaela Fuchs: Czy mogłabyś opowiedzieć trochę więcej o swojej pracy? Czy się zajmujesz, z kim najchętniej współpracujesz i co jest dla ciebie najważniejsze we współpracy?
Justyna Dąbska: Często słysząc to pytanie, odpowiadam najprościej: wdrażam systemy i integracje. Ale wiem, że to suche hasło niewiele nikomu mówi (śmiech). Jako zodiakalny Wodnik zawsze miałam ogromną zajawkę na punkcie nowinek i technologii. Dzisiaj, jako Project Manager z bardzo dużym zapleczem technicznym, dbam o to, aby biznesy moich klientek działały jak dobrze naoliwiona maszyna. Działam bardzo kompleksowo, a moją pracę można podzielić na kilka mocnych filarów:
- Strategia i obsługa newsletterów: To nie jest tylko pisanie maili. Pomagam projektować i wdrażać całe systemy sprzedażowe. Doradzam, jaki przygotować lead magnet i dlaczego zwykły formularz „zapisz się” już nie działa. Buduję landing page’e i konfiguruję zaawansowane sekwencje maili (np. pod webinary).
- Podcasty i recykling treści: Otrzymuję surowy plik audio lub wideo, oczyszczam go, obrabiam i publikuję na Spotify, Apple Podcasts czy YouTube. Ale na tym nie koniec- wyciągam z tego nagrania maksimum potencjału, tnąc je na rolki, shortsy, tworząc nakładki wideo oraz pisząc na ich podstawie angażujące wpisy blogowe.
- Opieka i bezpieczeństwo stron www: Podpinam platformy kursowe i sklepy online. Przede wszystkim jednak dbam o zaplecze techniczne – aktualizacje, kopie zapasowe i bezpieczeństwo. Wiem, że o błędzie na stronie właściciel rzadko kiedy dowiaduje się od klienta. Klient, który nie może dokonać zakupu, po prostu po cichu odchodzi. Ja robię wszystko, by do tego nie dopuścić.
- Automatyzacje i integracje: Łączę światy różnych aplikacji, które z pozoru do siebie nie pasują. Konfiguruję m.in. automatyzacje na Instagramie (ManyChat), dbając o to, by boty brzmiały dla odbiorcy maksymalnie naturalnie i ludzko.
Z kim współpracuję? Dziś działam niemal wyłącznie z kobietami – głównie są to coachini, mentorki i ekspertki pomagające innym w zmianie mindsetu. To osoby, które w swojej pracy często kierują się Human Designem czy Talentami Gallupa. Sama doskonale ten świat rozumiem. W Gallupie moim numerem jeden jest Osiąganie, a w Human Design jestem Projektorem. To idealna mieszanka do zarządzania procesami.
W przeszłości, pracując głównie z mężczyznami, zdarzało mi się, że mimo moich wysokich kompetencji technicznych, byłam sprowadzana do roli typowej sekretarki: pilnowania kalendarza i spotkań. Nie znoszę tego. Uważam, że nie ma sensu robić w biznesie rzeczy, których się po prostu nie lubi.
We współpracy najważniejsze jest dla mnie obustronne zaufanie i partnerska relacja. Ze swojej strony gwarantuję absolutną responsywność i dotrzymywanie deadline’ów. Chcę nadawać z klientką na tych samych falach. Praca musi sprawiać przyjemność obu stronom, bez frustracji, ale z poczuciem wzajemnego docenienia.
Michaela Fuchs: Co powiedziałabyś kobietom, które są w trudnym miejscu: między dziećmi, obowiązkami, brakiem wsparcia i pragnieniem, żeby zrobić coś dla siebie?
Justyna Dąbska: Kiedyś usłyszałam hasło „siła jest kobietą” i dzisiaj podpisuję się pod nim obiema rękami. Jeśli ktoś jest w stanie połączyć opiekę nad chorym dzieckiem, domowe obowiązki, szpitale, lekarzy, gotowanie, sprzątanie, zarwane noce, a do tego znajduje przestrzeń na kursy, rozwój i pracę intelektualną – to może być tylko kobieta. Mężczyźni mogą się oburzyć, ale to na nasze barki najczęściej spada ta szalona żonglerka. Same też zresztą strasznie dużo od siebie wymagamy.
Chciałam Wam powiedzieć jedno: w tym całym biegu nie wolno Wam zapomnieć o sobie. Jeśli chcemy, by nasze dzieci były szczęśliwe, same musimy być szczęśliwe. Dzieci natychmiast wyczuwają nasze emocje i zarażają się naszym uśmiechem.
Brak wsparcia ze strony partnera jest potwornie trudny. Przerabiałam to…
Natomiast dla mnie obecny rok jest totalną życiową wywrotką – w pozytywnym sensie – i dopiero teraz, po dziewięciu latach, uczę się odpoczywać bez wyrzutów sumienia. Wcześniej, gdy siadałam z książką lub przed telewizorem, potrafiłam biczować się w myślach, że powinnam ten czas spędzić produktywniej. To było straszne.
Dziewczyny, świat się nie zawali, jeśli podarujecie sobie pół godziny lub godzinę dziennie na absolutny reset. Żadna tragedia się nie wydarzy, jeśli posiedzicie w samotności w wannie albo po prostu wyjdziecie na ławkę przed domem popatrzeć w niebo. Wiem, jak jest cholernie ciężko, gdy dzieci są małe, a w domu panuje patriarchalne przekonanie, że mężczyzna po powrocie z pracy ma prawo być zmęczony, a kobieta nie. Nasza praca, praca umysłowa, też potwornie wycieńcza głowę. Znajdźcie te pół godziny dziennie lub dwie godziny w tygodniu tylko dla siebie. Zasługujecie na to.
Michaela Fuchs: Czy chciałabyś coś jeszcze powiedzieć kobietom na koniec?
Justyna Dąbska: Rozmawiajcie ze swoimi partnerami. Mówcie głośno o tym, że jesteście zmęczone. Oni nie czytają w naszych myślach, zwłaszcza gdy na co dzień zaciskamy zęby i udajemy, że wszystko jest w porządku. Rozmowa nie zawsze wszystko rozwiąże, u mnie akurat nie pomogła, ale jest pierwszym, koniecznym krokiem. Teraz mam wspaniałego Partnera i jego wsparcie znaczy dla mnie bardzo dużo. Ale tamte lata, moje początki nie były sielskie…
I przede wszystkim: nigdy, ale to nigdy się nie poddawajcie. Ktoś może pomyśleć: „Łatwo jej mówić, bo jest już w innym miejscu”. Nie, nie było mi łatwo. Niedawno rozmawiałam ze swoją fizjoterapeutką. Opowiadałam jej trochę o swoim życiu, a ona w pewnym momencie spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zapytała: „Mój Boże, pani Justyno, jak pani dała radę?”.
Odpowiedziałam krótko: Dawałam. Bo musiałam, ale też dlatego, że potrafiłam w tym wszystkim pomyśleć o sobie. Zamiast patrzeć tylko na bieżące trudności, skupiałam się na tym, w jakim miejscu chcę być za rok, za dwa, czy za pięć lat. Miałam jasny cel i robiłam wszystko, by go osiągnąć. Dzisiaj mogę z dumą powiedzieć, że mi się udało. Czy się zatrzymałam? Absolutnie nie, ten rok pokazał mi, że idę po znacznie więcej. Życzę Wam z całego serca, abyście znalazły w sobie tę samą odwagę. Dbajcie o swoje marzenia, bo nikt inny za Was tego nie zrobi.
Michaela Fuchs: Dziękuję za inspirującą rozmowę.
Justyna Dąbska: Bardzo dziękuję, Michaelo. Rozmowa z Tobą była dla mnie ogromną przyjemnością, ale też okazją do spojrzenia wstecz na drogę, którą przeszłam. Mam nadzieję, że moja historia da chociaż jednej kobiecie, jednej mamie, wiarę w to, że z każdego, nawet najtrudniejszego życiowego zakrętu, da się wyjść na prostą i zbudować życie na własnych warunkach. Dziękuję!
Justyna Dąbska
Justyna Dąbska – Manager ds. wdrożeń z 9-letnim doświadczeniem w branży online oraz Członkini Zarządu Fundacji Krajowe Centrum Przedsiębiorczości. Specjalizuje się w zaawansowanych wdrożeniach technicznych, automatyzacjach systemów, budowaniu zintegrowanych lejków newsletterowych oraz platform kursowych i sklepów. Jej supermocą jest łączenie świata skomplikowanych technologii z empatią – przekłada trudne technikalia na prosty, ludzki język. Na co dzień jako strategiczna partnerka wspiera coachinie, mentorki i ekspertki, dbając o to, by zaplecze procesowe ich biznesów działało niezawodnie i bezpiecznie. Prywatnie dumna mama dwóch synów, zodiakalny Wodnik i pasjonatka rozwoju osobistego, która własną drogą udowadnia, że z każdego życiowego zakrętu można wyjść na prostą i zaliczyć spektakularny, osobisty oraz biznesowy „glow-up”.
Zajrzyj:
www.eassistify.com
https://www.instagram.com/justyna_dabska
https://www.facebook.com/dabska.justyna
https://www.linkedin.com/in/justynadabska/
Przeczytaj też:
Wirtualna asystentka pomoże ci ogarnąć technikalia i rozwinąć biznes
Czy praca wirtualnej asystentki to dobra opcja dla mam?
Obciążenie mentalne – jak się uwolnić i znaleźć odwagę do zmiany zawodowej?
Rodzina, natura i pasja jako droga do szczęścia – jak odkryć w sobie kobiecą siłę?
Siła mam w biznesie. Jak rodzicielstwo kształtuje liderki, przedsiębiorczynie i pracownice?
Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur









