Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Wychowanie bez porażek jest niemożliwe - wywiad z Maciejem Zieglerem - e-dzieciaki.pl

Wychowanie bez porażek jest niemożliwe – wywiad z Maciejem Zieglerem

wychowanie bez porażek wywiad z Maciej Zieglerem

Wychowanie bez porażek jest niemożliwe. Błędy, utrata cierpliwości i poczucie, że można było zrobić coś lepiej, to doświadczenia znane wielu rodzicom. Maciej Ziegler, ojciec czwórki dzieci, otwarcie mówi o własnych potknięciach: porównywaniu dzieci, zbyt sztywnych zasadach i wspólnym czasie, którego nie wykorzystał tak, jak chciał. W rozmowie z Marzeną Ciupek-Tarnawską opowiada, czego nauczyło go ojcostwo, jak zmieniało się jego podejście do wychowania i dlaczego dzieciom trzeba pozwolić popełniać błędy.

Przeczytaj też:
Jak być liderem dla swoich dzieci? – Wywiad z Maciejem Zieglerem
Rodzina wielodzietna od ilu dzieci?

Marzena Ciupek- Tarnawska: Czy czwórka dzieci nauczyła Cię bardziej cierpliwości, czy raczej tego, gdzie są granice Twojej cierpliwości?

Maciek Ziegler: Nauczysz się i jednego, i drugiego. Z perspektywy czasu uważam, że najbardziej przerąbane mają zawsze najstarsze dzieci. Rodzice są wtedy całkowicie niedouczeni. Nie wiemy, jak do wszystkiego podchodzić, dopiero uczymy się roli rodzica, popełniając przy tym sporo błędów. Z czasem łagodzimy wiele zasad. Moje starsze dzieci niemal do końca podstawówki szły spać o 19:00–20:00. Najmłodsza córka kładzie się czasem o wiele później i rano ma spore problemy ze wstaniem. W konsekwencji mamy niemal codzienne starcia.

Co do samej cierpliwości, śmieję się, że przy wielodzietności osiąga się poziom mnicha buddyjskiego. Czasami kultowe „liczenie do 10” zupełnie nie wystarcza, nawet liczenie do 1000 to za mało. Ale to normalna konsekwencja wychowywania młodego człowieka, szczególnie gdy jest inteligentny i trudno go bezrefleksyjnie przekonać do robienia tego, co należy. Cierpliwość to po prostu ciężka praca nad samym sobą. Wychowywałem się w czasach, w których klaps czy pasek potrafiły szybko przywrócić ustawienia fabryczne. Dziś wiem, że użycie siły czy utrata panowania nad sobą to porażka rodzica. To sygnał, że skończyły się nam argumenty. Jedynym wyjątkiem są sytuacje wyższej konieczności, np. gdy trzeba natychmiast wyciągnąć dziecko spod kół samochodu, bo jego zdrowie i życie są bezwzględnym priorytetem.

Błędy w pierwszym etapie rodzicielstwa wynikają z tego, że nikt z nas nie rodzi się z gotową instrukcją obsługi drugiego człowieka. Przy pierwszym dziecku testujemy wszystkie teorie przeczytane w książkach lub przekazane przez naszych własnych rodziców. Dopiero przy kolejnych dzieciach zaczynamy rozumieć, że kluczem nie jest sztywne trzymanie się reguł, ale elastyczność i obserwacja indywidualnych potrzeb małego człowieka. Niestety, zanim do tego dojdziemy, najstarsza latorośl zdąży odczuć na własnej skórze wszystkie nasze próby, błędy i niepotrzebne spięcia. Na szczęście z wiekiem rodzice mądrzeją, a kolejne dzieci mają już nieco łatwiejszą ścieżkę, bo w domu panuje większy spokój i większa dojrzałość.

Trzeba też pamiętać, że wychowanie to proces ciągłej nauki i adaptacji do dynamicznie zmieniającego się świata. To, co sprawdzało się kilkanaście lat temu przy pierwszym dziecku, dzisiaj może być całkowicie bezużyteczne. Relacja z najstarszym dziecku bywa najtrudniejsza, ale też najbardziej transformująca dla nas samych. To ono przetarło szlaki i uczyniło z nas prawdziwych rodziców, a nie tylko ludzi próbujących pełnić tę rolę.

Przeczytaj też:
Jaki wpływ ma rodzina na wychowanie dziecka? – Twój wpływ na wychowanie
W jakim wieku najtrudniej jest być rodzicem?
Rodzicielstwo helikopterowe i inne style rodzicielstwa 
Rodzicielstwo bliskości – jak budować więź, która wzmacnia na całe życie?
Jak budować świadome relacje z dziećmi? – Macierzyństwo i ojcostwo w nowym świetle

Jak być liderem dla swoich dzieci? - Wywiad z Maciejem Zieglerem

Marzena Ciupek-Tarnawska: Czy ojciec ma prawo powiedzieć: Mam dziś dość swoich dzieci?

Maciek Ziegler: Uważam, że jak najbardziej ma do tego prawo. Nie jesteśmy mnichami buddyjskimi, a zresztą mnisi w odosobnieniu nie są narażeni na taki poziom stresu, jaki funduje nam współczesny świat. Jako rodzice jesteśmy dociskani przez własne dzieci. Dochodzi do tego presja zawodowa, finansowa, wyzwania w firmie, a przede wszystkim codzienne przebodźcowanie. Złe wiadomości płynące z mediów przyciągają uwagę i potęgują lęk. Dziecięcy trudny moment bywa po prostu tą ostatnią kroplą, która przelewa czarę.

Mamy swoje emocje, ograniczenia i granice możliwości fizycznych do znoszenia wycieńczenia. Kiedy przez kilka tygodni śpi się po 3–4 godziny na dobę, człowiek przestaje być sobą. Sam wielokrotnie doprowadzałem się do stanu, w którym zasypiałem na stojąco. W takim wyczerpaniu włącza się mózg gadzi, czyli część odpowiedzialna wyłącznie za przetrwanie. Oferuje nam trzy proste mechanizmy: uciekaj, atakuj albo zamroź się. W trybie odruchu przetrwania nie da się budować dojrzałej relacji. Trzeba mieć dla siebie i dla innych wyrozumiałość. Są momenty, w których po prostu po ludzku mówi się: mam dziś dość.

Współczesna kultura próbuje narzucić nam obraz idealnego rodzica idealnego: kogoś, kto zawsze się uśmiecha, z cierpliwością przyjmuje każdy wybryk i każdą trudną sytuację. To niebezpieczna iluzja, która prowadzi wprost do wypalenia rodzicielskiego i poczucia głębokiej winy. Zrozumienie, że jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo do wyczerpania, jest pierwszym krokiem do stworzenia zdrowego domu. Dzieci również potrzebują widzieć w rodzicach prawdziwych ludzi, a nie niewrażliwe roboty bez własnych potrzeb.

Kiedy tata otwarcie przyznaje, że potrzebuje chwili spokoju i resztki sił przeznacza na regenerację, daje dzieciom lekcję o szanowaniu granic innych ludzi. Uczy je, że każdy ma prawo do zmęczenia i gorszego dnia. Pokazuje, że dbanie o własny stan psychiczny nie jest objawem słabości czy braku miłości, ale dowodem dojrzałości. Zamiast udawać superbohatera, lepiej wycofać się na chwilę, odpocząć i wrócić do dzieci z nową energią, gotowym do prawdziwego wsparcia.

Trzeba rozdzielić miłość do swoich dzieci od naturalnego zmęczenia rolą rodzica. Można kochać swoje dzieci ponad wszystko na świecie i jednocześnie mieć w konkretnym momencie absolutnie dosyć hałasu, bałaganu oraz ciągłych wymagań. Przyznanie się do tego przed samym sobą nie oznacza zdrady. To dojrzałe dbanie o własne zdrowie psychiczne i bezpieczeństwo całej rodziny.

Przeczytaj też:

Mental load — jak mentalne obciążenie wypala rodziców?

Obciążenie mentalne – jak się uwolnić i znaleźć odwagę do zmiany zawodowej?

Zespół Münchhausena u matek — Przeniesiony zespół Münchhausena krzywdzi dzieci

Czym jest syndrom wyczerpanej matki? – Objawy, przyczyny i sposoby radzenia sobie 

Z czym mają trudności rodzice, którzy po raz pierwszy mają dziecko?

Marzena Ciupek-Tarnawska: Czy zdarzyło Ci się porównywać dzieci — nawet jeśli wiedziałeś, że nie powinieneś?

Maciek Ziegler: Kiedyś nie wiedziałem, że nie powinienem. Wychowywano mnie w czasach, w których porównywanie do innych było standardem, równało się do lepszych pod hasłem: zobacz, tamten potrafi, a ty nie. Skoro rodzina, nauczyciele i całe otoczenie wbijały mi do głowy taki wzorzec, to skąd miałem wziąć inną wiedzę? Kiedy na świat przychodziło moje pierwsze dziecko, internet w Polsce raczkował. Dziś jest mnóstwo poradników i szkoleń. Denerwuje mnie jednak dzisiejsze stygmatyzowanie rodziców: Powinieneś to wiedzieć! Tylko skąd? W szkole tego nie uczą.

Kto dziś najgłośniej poucza rodziców? To przypomina sytuację, w której wykłady z wychowania dzieci dają osoby, które same ich nie mają i nigdy nie doświadczyły tego na własnej skórze: nie dojeżdżały godzinami do pracy, nie prowadziły firmy i nie wstawały w nocy do płaczącego malucha. Łatwo moralizować w sterylnym otoczeniu. Tak, popełniłem wiele błędów i zdarzało mi się porównywać. Ale moja świadomość jest już inna. Niedawno usłyszałem od wychowawczyni mojej córki skargę, że mała zadaje na lekcjach tak kłopotliwe pytania, że nauczycielka musi odwracać się do tablicy, by skryć uśmiech, bo nie zna odpowiedzi. Czy mam za to ganić dziecko? Absolutnie nie. Uczę ją, by potrafiła z klasą zadawać pytania. Karanie jej za to zabiłoby jej indywidualność.

Najłatwiej formułuje się uniwersalne recepty na wychowanie wtedy, gdy nie ponosi się bezpośredniej odpowiedzialności za żywego człowieka. W teorii każdy problem wychowawczy można rozwiązać sprytnym schematem z poradnika psychologicznego. W praktyce, gdy dochodzi do zmęczenia, presji czasu i trudnych emocji, książkowe metody bezwzględnie weryfikuje brutalne życie. Dlatego tak sceptycznie podchodzę do oceniania innych rodziców przez osoby bez praktycznego doświadczenia.

Każde dziecko rodzi się z unikalnym zestawem cech, talentów i trudności. Porównywanie go z rodzeństwem lub rówieśnikami niszczy poczucie własnej wartości oraz buduje niepotrzebną rywalizację. Zadaniem rodzica jest pomoc w odkryciu indywidualnej ścieżki i rozwijaniu własnych mocnych stron, zamiast wciskania malucha w ciasne ramy cudzych oczekiwań. Oduczenie się porównywania wymaga czasu. Jest on niezbędny, by stworzyć dziecku przestrzeń do bycia w pełni sobą.

Przeczytaj też:

Życie na wsi – jak to wygląda u wielodzietnej rodziny?

Na czym polega rodzicielstwo?

Jak rozmawiać z dzieckiem? – Jak budować więź, zaufanie i regulować emocje?

Wsparcie dla rodziców dzieci z niepełnosprawnościami i kobiet po wielkich zmianach

5 nawyków, które wzmocnią twoją więź z dzieckiem

Marzena Ciupek-Tarnawska: Czy zdarzyło Ci się udawać przed dziećmi, że wszystko jest pod kontrolą, choć kompletnie nie było?

Maciek Ziegler: Ja robię to cały czas. Dzieci mają mieć szczęśliwe dzieciństwo i nie powinny martwić się tym, że rodzice mają w danym momencie kłopoty finansowe, trudności biznesowe czy inne kryzysowe sytuacje. Oczywiście w zależności od wieku pewne sprawy należy dzieciom tłumaczyć. Uwielbiam nasze wspólne posiłki przy stole. Rozmawiamy wtedy o życiu i dzielę się z nimi konkretnymi sytuacjami z biznesu. Poziom tych rozmów zawsze dopasowuję do ich dojrzałości. Z najstarszym synem rozmawiam po męsku o konkretnych wyzwaniach biznesowych. Z nastoletnią córką rozmawiam o tym, jak mądrze dysponować własnym kieszonkowym.

Robić dobrą minę do złej gry? W rodzicielstwie to standard. Priorytetem jest to, aby dziecko czuło się przy mnie bezpiecznie. Musi wiedzieć, że tata czuwa, rozwiąże trudne problemy i nie obciąży go czymś, co przekracza jego możliwości emocjonalne czy intelektualne. Ochrona swojej rodziny to dla mnie podstawa ojcostwa. Wychodząc z tego założenia, jest całkowicie naturalne, że dzieci nie muszą o wszystkim wiedzieć. O wielu trudnych sytuacjach zapewne nigdy się nie dowiedzą i tak powinno być.

Dzieci potrzebują stabilnego fundamentu, na którym mogą budować swoje poczucie wartości i poznawać świat. Zrzucanie na nie ciężaru dorosłych problemów, lęków o finansową przyszłość firmy czy stresów biznesowych jest ogromną niesprawiedliwością. Rolą dorosłego jest stworzenie szczelnej tarczy, która chroni najmłodszych przed dorosłymi sztormami. To chodzi tutaj o okłamywanie dzieci tylko o świadomą ochronę ich rozwoju emocjonalnego oraz przestrzeni do bycia beztroskimi dziećmi.

Nie powinniśmy udawać idealnego świata bez żadnych trudności. Udawanie, że porażki nie istnieją nie jest dobrym rozwiązaniem. Dzieci muszą wiedzieć, że w życiu pojawiają się wyzwania, ale najważniejszy jest komunikat: Jest problem, ale dorośli nad nim pracują i na pewno sobie poradzimy.  Taka postawa buduje w dzieciach głębokie przekonanie, że każdy kryzys jest do przejścia. Daje im to ogromną siłę na przyszłość, kiedy same staną w obliczu własnych dorosłych wyzwań i trudnych momentów. Ojcostwo wymaga brania na własne barki odpowiedzialności i radzenia sobie ze stresem bez szukania ulgi w obciążaniu nim własnych dzieci. Dbanie o spokój psychiczny rodziny to najwspanialszy prezent, jaki ojciec może dać swojemu domowi.

Przeczytaj też:

Rutyny, które dodadzą lekkości nowemu rokowi szkolnemu

Jak budować świadome relacje z dziećmi? – Macierzyństwo i ojcostwo w nowym świetle

wychowanie bez porażek nie istnieje

Marzena Ciupek-Tarnawska: Czy zdarzyło Ci się wymagać od dziecka więcej, niż było go stać?

Maciek Ziegler: Tak. Pokazywanie dzieciom, że mogą więcej, niż same myślą, to jedna z najważniejszych lekcji. Nie chodzi o wyręczanie, ale o postawę: Nie zrobię tego za ciebie. Pomogę ci i wesprę słowem, ale to ty musisz podjąć wysiłek. Próba całkowitego zaoszczędzenia dziecku trudu oraz bólu robi mu ogromną krzywdę. Dziś panuje modny trend na bezstresowe wychowanie i trzymanie dzieci pod kloszem. A stres i zmiana są naturalną częścią życia. Najlepiej pokazuje to wykres EKG: żyjemy wtedy, gdy linia idzie w górę i w dół. Ciągła prosta linia oznacza śmierć. Jak mówił Jacek Walkiewicz: Stabilizacja motylka to szpilka, która przebija go na ścianie.

Trzymanie dziecka pod kloszem porównałbym do wypchnięcia z gniazda ptaka, któremu nigdy nie pozwolono spróbować lotu. Znam wychowywane w ten sposób dzieci. Wyrosła z tego życiowa ameba, która stając przed twardą rzeczywistością, okazuje się całkowicie bezradna. Stal hartuje się w ogniu i zimnej wodzie poprzez wysoką temperaturę oraz gwałtowny szok. Z charakterem człowieka jest dokładnie tak samo. Próby lotu muszą pojawiać się od małego. Zadaniem rodzica jest dbanie o to, by ten szok nie był niszczący.

Kiedy zdejmujemy z barków dziecka każdy obowiązek i chronimy je przed jakąkolwiek porażką, wysyłamy mu podświadomy sygnał: Nie wierzę, że sobie poradzisz. To tworzy ludzi bezradnych, bez poczucia sprawczości i bez odporności psychicznej. Prawdziwa pewność siebie nie bierze się z pustych pochwał oraz bezstresowego środowiska, ale ze świadomości przebytych trudności i pokonanych własnych słabości.

Mądry rodzic pozwala dziecku upaść, poparzyć się lekko i odczuć naturalne konsekwencje własnych decyzji. Jest obok, by podać rękę i pomóc wstać, ale nie wykonuje pracy za dziecko. Tylko poprzez mierzenie się z wyzwaniami młody człowiek buduje wewnętrzną siłę, uczy się rozwiązywać problemy i zyskuje przekonanie, że poradzi sobie w dorosłym życiu, nawet gdy rodziców zabraknie u jego boku.

Przeczytaj też:

Pozytywna dyscyplina i ty w roli ojca – jak odzyskać autorytet i wychować silne dzieci bez kar?

Ojcostwo to ciągła praca nad sobą do końca życia — jak odzyskać autorytet, sens i spokój jako ojciec

Tata Świnka i kryzys autorytetu ojca – co bajka mówi dzieciom, a co my musimy powiedzieć głośno?

Marzena Ciupek-Tarnawska: Czego najbardziej nie lubisz w byciu ojcem, choć kochasz swoje dzieci?

Maciek Ziegler: Najbardziej nie lubię ciągłego powtarzania z dziećmi tych samych lekcji. Nuży mnie to, nudzi i potrafi wyprowadzić z równowagi, kiedy po raz kolejny widzę te same błędy i te same sytuacje, z których moje dzieci nie potrafią wyciągnąć wniosków. I dotyczy to absolutnie każdego z nich. To, że syn jest już dorosły i wyższy ode mnie o głowę, wcale nie oznacza, że nie utknął w kółko na tej samej lekcji. Brak wyciągania wniosków z własnych porażek mnie irytuje. Chciałbym, żebym szły do przodu, ale nie pójdą dalej, jeśli nie przerobią pewnych tematów w swoim życiu. Patrzenie na ten brak progresu po prostu mnie męczy.

Z drugiej strony rozumiem, że do pewnych spraw dzieci muszą po prostu dojrzeć. Kiedyś w jednym z podcastów usłyszałem genialne zdanie: nam wydaje się, że nasz ojciec nie ma racji. Dopiero gdy sami dorastamy i mamy własne dzieci, zaczynamy rozumieć, jak bardzo miał rację,  ale wtedy mamy już własne dzieci, które z kolei twierdzą, że my nie mamy racji. Staram się zarazić moje dzieci chęcią rozwoju. Ale jeśli mam powiedzieć szczerze, czego w byciu ojcem najbardziej nie znoszę, to właśnie konieczności robienia za zdartą płytę i patrzenia, jak wciąż potykają się o te same kamienie.

Jako rodzice musimy pogodzić się z faktem, że nasze doświadczenie nie da się łatwo przelać do głowy dziecka. Choćbyśmy powtórzyli najmądrzejszą radę tysiąc razy, większość ludzi musi po prostu przeżyć własną porażkę na własnej skórze, by naprawdę zrozumieć mechanizmy rządzące światem. Powtarzanie w nieskończoność tych samych komunikatów jest wyczerpujące, ale to właśnie jest istota cierpliwego rodzicielstwa. Frustracja rodzica często wynika z tego, że mierzysz dziecko własną, dorosłą miarą i dojrzałością. Zapominamy, jak sami byliśmy głupsi w ich wieku i jak wiele błędów popełniliśmy, zanim pewne prawdy dotarły do naszej świadomości. Akceptacja faktu, że dorastanie to proces powolny i pełen nawrotów, pozwala nieco zmniejszyć ten wewnętrzny opór i z większym spokojem pełnić funkcję życiowego drogowskazu. Bycie ojcem to praca na bardzo długim dystansie, w której efekty naszej nauki widoczne są często dopiero po wielu latach. Kiedy po dekadzie słyszysz z ust dorosłego dziecka dokładnie te słowa, które powtarzałeś mu do znudzenia, rozumiesz, że ta zdarta płyta miała jednak głęboki sens.

Przeczytaj też:

Tata na emigracji: zapewniam byt, ale tracę dzieciństwo swoich dzieci

Misja niemożliwa czy najlepsza decyzja życia? – Historia ojca, który zaryzykował

Pytanie 7: Gdybyś mógł cofnąć czas do pierwszego dziecka, co zrobiłbyś inaczej?

Maciek Ziegler: Niedawno ktoś uświadomił mi jedną rzecz: dziecko do 12. roku życia spędza z rodzicami aż 70% całego czasu, jaki w ogóle spędzi z nimi w ciągu swojego życia. To jest moment, który trzeba wykorzystać na maksa. Widzę to teraz po mojej 11-letniej córce. Tata nie jest już dla niej absolutnym centrum świata, jak był, gdy miała kilka lat. Owszem, jestem jej potrzebny, ale to już inny etap. I przyznaję szczerze: to po ludzku boli. Dzisiaj młodszym kolegom powtarzam: Wykorzystajcie ten czas na sto procent, póki dzieci są małe. Ja nie mam poczucia, że wykorzystałem go tak, jak mogłem.

Z drugiej strony nie będę biczował się za przeszłość. Nasze życie jest jakie jest. Ja też miałem do przerobienia własne lekcje i podjąłem decyzje, jedne lepsze, inne gorsze. Bardzo lubię cytat ze starym żółwiem, mistrzem Oogwayem z bajki Kung Fu Panda: Przeszłość to historia, przyszłość to tajemnica, ale dzisiejszy dzień to dar od Boga — dlatego nazywa się go czasem teraźniejszym. Nie ma sensu bez końca rozpamiętywać przeszłości. Dochodzę do etapu, w którym po prostu trzeba cieszyć się dawanym nam dniem i tą konkretną chwilą.

Kiedy dzieci są małe, wydaje nam się, że ten etap będzie trwał wiecznie. Odkładamy wspólny czas na później, tłumacząc się budowaniem firmy, pracą, finansami czy ważnymi projektami. Przekonujemy samych siebie, że nadrobimy relacje, gdy uporządkujemy sprawy zawodowe. Rzeczywistość jest jednak bezwzględna, kiedy wreszcie znajdujemy czas, nasze dzieci są już dorosłymi ludźmi, którzy mają własne życie i własne sprawy.

Świadomość nieubłaganie uciekającego czasu powinna zmienić nasze codzienne priorytety. Żaden sukces zawodowy, żaden zarobiony pieniądz ani żaden dokończony projekt biznesowy nie zastąpią chwytających za serce wspólnych chwil, rozmów i budowania relacji w kluczowych latach dzieciństwa. To właśnie te wczesne lata tworzą najsilniejsze więzi, które zostają na całe życie. Zamiast rozpamiętywać to, czego nie zrobiliśmy w przeszłości, skupmy się na tym, co możemy dać naszym dzieciom tu i teraz. Nawet jeśli etap wczesnego dzieciństwa minął, każdy kolejny dzień jest szansą na budowanie głębokiej, wartościowej relacji opartej na obecności, uważności i szczerym zainteresowaniu.

Przeczytaj też:
Kiedy mama pracuje z domu – blaski i cienie freelancingu z dziećmi w tle

Jak przygotować się na „puste gniazdo” i zbudować nowe życie?

Strona główna » Wychowanie bez porażek jest niemożliwe – wywiad z Maciejem Zieglerem

Polecane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *