Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Tata na emigracji: zapewniam byt, ale tracę dzieciństwo swoich dzieci - e-dzieciaki.pl

Tata na emigracji: zapewniam byt, ale tracę dzieciństwo swoich dzieci

tata na emigracji

Tata na emigracji to rzeczywistość wielu rodzin. Darek wyjechał do pracy za granicę, by zapewnić rodzinie dom i bezpieczeństwo finansowe. Wie, że zapłacił za to wysoką cenę. W szczerej rozmowie z Michaelą Fuchs opowiada o życiu ojca czwórki dzieci, który codziennie łączy się z rodziną przez telefon i wraca co 10 dni, by budować więzi.

Tata na emigracji to nie bohater. To mężczyzna, który kocha, tęskni i robi, co może, by jego rodzina czuła się szczęśliwa, czasem kosztem samego siebie. To historia, która zostawia ślad. Doskonale wiem o czym mówię, bo sama tego doświadczyłam. Mój tata podobnie jak Ty wyjeżdżał za granicę, by zapewnić nam życie na odpowiednim poziomie.

Michaela Fuchs: Jak godzisz pracę zawodową z odpowiedzialnością za utrzymanie tak dużej rodziny?

Darek: Od kilki lat pracuję w Niemczech, żeby zapewnić rodzinie lepszy byt. Głównym powodem dla którego zdecydowaliśmy się z żoną na wyjazd jest chęć rozbudowy domu. Nie jest to łatwe, bo tracę wiele chwil, które mógłbym spędzić z dziećmi.

Poza tym 3 lata temu musiałem zamknąć firmę ze względu na brak zleceń w budownictwie. Stało się tak z powodu wojny z Ukrainą. To był dla mnie bodziec, by zacząć działać.

Pieniądze, które zarabiam wystarczają nam na utrzymanie i rozwój dzieci. Systematycznie odkładamy na budowę domu. Nie narzekamy na naszą sytuację finansową. Cieszę się mimo trudnych chwil związanych z rozłąką, że wszystko się układa.

M.F.: Co sprawia Ci w tym największą trudność jako tacie na emigracji, a co daje największą satysfakcję?

D.: Najbardziej męczy mnie rozłąka z żoną i dziećmi. Wiem, że uciekają mi najlepsze lata moich dzieci. Mam świadomość, że to nigdy nie wróci. Dbam o kontakt z rodziną, często łączymy się na What’s Appie.

Rozmawiałem o tym z kolegą, który od 30 lat pracuje w Niemczech. Ma trzy dorosłe córki. Przyznał się, że nie zna ich dzieciństwa. To go boli i mnie też.

Kolejna trudność jest związana z wyjazdami. Śpię w różnych miejscach, nie mam jednej stałej grupy, w której pracuję. Ciągle wszystko się zmienia. W mojej pracy patrzą na jakość i ilość. To presja, której wiele osób nie wytrzymuje.

Mimo wyzwań cieszę się, że mogę zapewnić bezpieczeństwo finansowe rodzinie. Cieszy mnie to, że praca w Niemczech, pozwala mi zwiedzić różne miejsca. Dzięki temu byłem np. we Francji. Łączę przyjemne z pożytecznym. Korzystam z wolnego czasu, by się zresetować.

tata na emigracji

M.F.: Jak doszło do tego, że żona zajmuje się domem, a Ty chodzisz do pracy? Czy była to Wasza wspólna decyzja?

D: Na początku żona pracowała w projektach unijnych. Potem podjęliśmy decyzję, że żona przerwie pracę na czas moich wyjazdów na około 5 lat. Wychowanie dzieci i zadbanie o wszystko pochłania sporo energii oraz czasu. 

Dzięki temu jest czas na prowadzenie domu, pomoc pociechom, udział w różnych projektach. Nasze dzieci czują się zaopiekowane.

Za tym, żeby żona została w domu przemówiły też względy ekonomiczne. Poznaliśmy przepisy, przeliczyliśmy wszystko i wybraliśmy najbardziej korzystną opcję.

M.F.: Czy wykonujesz obowiązki domowe i opiekujesz się dziećmi?

Powiem szczerze, że jest mi ciężki. Cała odpowiedzialność za wychowanie i edukację spadły na żonę. Na ile mi czas pozwala, rozmawiam z dziećmi. 

Wyjeżdżam na 10 dni i wracam na 4 dni. Gdy jestem w domu staram się jak najwięcej czasu spędzić z dziećmi. Towarzyszę im, jadę na trening. 

W tym czasie buduję dom i wykonuję prace, które są tradycyjnie przypisane dla mężczyzny. Syna zabieram do majsterkowania. W ten sposób buduję więź. Jeśli jest potrzeba, biorę się za sprzątanie w domu. Nie jest to dla mnie problem.

Zapisz się do newslettera

Newsletter dla rodziców, którzy chcą żyć bez presji

Please wait...

Dziękuję za zapis.

M.F.: Czy macie czas na wspólne chwile, które pozwalają Wam oderwać się od codziennych obowiązków?

D: Różnie z tym bywa przy czwórce dzieci. Nie da się ich położyć spać i zająć się sobą. Gdy dzieci są w szkole spędzamy trochę czasu razem, zajmując się codziennymi sprawami. Czasem jedziemy na zakupy bez dzieci. Zostawiamy je na 2-3 godziny. Nasze pociechy są w takim wieku, że możemy sobie na to pozwolić.

Pilnujemy, by nasze dzieci były o 21:00 w łóżku. Wieczorem mamy z żoną czas tylko dla siebie. Możemy zrobić coś razem: porozmawiać, obejrzeć film, czasem napić się wina. 

M.F.: Jak radzicie sobie z planowaniem finansów?

D.: Nie mamy stałego systemu oszczędzania. W miarę możliwości planujemy wydatki. Gdy pojawiają się większe zakupy, mamy je na uwadze. Zaciskamy pasa, a ja szukam dodatkowych opcji, by zarobić.

M.F.: Czy korzystacie ze jakichś sposobów na oszczędzanie?

Nasze dochody wynoszą niecałe 18 000 zł. Żona bierze 5 550 zł na utrzymanie i zajęcia dzieci. Do tego ja tankuję auto i robię czasem zakupy.

Nie jesteśmy rozrzutni, bo wiemy, że potrzebujemy środków finansowych na budowę domu. Planujemy ewentualne wyjście do restauracji. Jesteśmy świadomi tego, że czasem zdarza się coś niespodziewanego, np. naprawa samochodu. Chcemy być na to przygotowani.

M.F.: Czy czujesz na sobie presję, że to na Tobie spoczywa obowiązek utrzymania rodziny? Jak radzisz sobie w trudnych chwilach?

D.F.: Nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Zawsze miałem pracę, choć zarobki były różne. Czuję obciążenie psychiczne, żeby zapewnić byt rodzinie. Chcę zapewnić coś więcej niż minimum socjalne. Na ten moment to robię.

Trudne są dla mnie wyjazdy. Dzielę się tym z żoną. Gdy rozmawiamy online, żałuję, że mnie nie ma. Wiele rzeczy skrywam w sobie. 

Pomocą w trudnych chwilach jest dla mnie wiara w Bogu. Od ponad 20 lat mam w sobie wypracowany mechanizm: oddaję to Bogu i ufam, że On to rozwiązuje. Wierzę, że On ma dla mnie plan. Gdybym nie miał wiary, wydaje mi się, że czułbym się w tym wszystkim sam. 

tata na emigracji

M.F.: Co jest dla Ciebie najważniejsze w wychowywaniu dzieci? Jakie wartości im przekazujesz?

D.: Wiele rzeczy jest ważnych. Trudno mi powiedzieć, co jest najważniejsze. Bardzo ważna dla mnie i mojej żony jest edukacja. Nie robimy nic na siłę. Wspieramy je.

Istotne jest dla nas życie w prawdzie. Uczymy je, by były dobrymi ludźmi, nie kłamały i nie manipulowały. Ufamy, że wyrosną na prawych ludzi. Pokazujemy im w prawdzie to, co jest złe we współczesnym świecie.Uczymy je prostych rzeczy, np. przepraszania. Pokazujemy, jak żyć w zgodzie i wychodzić z trudnych sytuacji. 

Bardzo ważna jest dla nas wiara rzymsko-katolicka i w niej wychowujemy nasze dzieci. Uczymy ich tych wartości swoim przykładem. Nasze dzieci należą do wspólnoty parafialnej Skauci Króla. Tam uczą się różnych umiejętności, również życiowych. Pragniemy, by nasze pociechy miały silną, niezachwianą wiarę Boga. Nie zmuszamy ich do praktyk religijnych, żeby ich nie zniechęcić. Rozmawiamy w domu o wierze. Co ciekawe, nasze latorośle same co jakiś czas proszą mnie, żebym im opowiedział historię biblijną.

Pozwalamy im rozwijać talenty, które rozwijają. Najstarsza córka uczy się prywatnej szkole gry na gitarze. Dwie kolejne córki uczęszczają do szkoły tańca i razem z bratem należą do szkółki piłkarskiej. Dopingujemy nasze dzieci. Nasze córki wielokrotnie zajmowały miejsca na podium w zawodach tanecznych.

M.F.: Czy masz wokół siebie ludzi, którzy Cię wspierają? 

D.: Osobą, która zawsze mnie wspiera jest moja żona. Doświadczam tego w różnych obszarach: zawodowym, religijnym i osobistym. Widzę, że jestem dla niej ważny.

Wspierają mnie też moi znajomi z kręgu religijnego. Są to ludzie, którzy mają różne problemy i trudności. Pomagamy sobie w różnych sytuacjach, np. pożyczanie pieniędzy. Pewnego razu pożyczyłem od nich sporą sumę. To pokazuje, że sobie ufamy i potrafimy wyciągnąć do siebie rękę. Mam grono osób, do których mogę się zwrócić.

M.F.: Gdybyś mógł zmienić jedną rzecz w systemie wsparcia dla rodzin wielodzietnych, co by to było?

D.: Trudne pytanie. Nie zastanawiałem się nigdy nad tym. Chciałbym, żeby był lepszy start, np. dofinansowanie to mieszkania. Każda forma pomocy rodzinie ze strony jest dobra. Dla nas dużą pomocą jest Karta Dużej Rodziny i dofinansowanie 800+. Dzięki temu jest nam łatwiej zarządzać budżetem.

M.F.: Jak pielęgnujesz więzi z dziećmi i żoną, mimo nawału obowiązków?

D.: Od 3 lat jak jeżdżę do pracy, każdego dnia w wolnej chwili, dzwonię do domu. Łączymy się od 15 minut do nawet 1,5h na video. Nie zawsze udaje mi się porozmawiać z każdym dzieckiem. Do żony dzwonię codziennie. W ten sposób budujemy więź i jesteśmy na bieżąco z różnymi sprawami. 

Jeśli chodzi o więzi z dziećmi, staram się, by nie miały weekendów wyjazdowych, gdy jestem. Przerywam prace domowe, by spędzić czas z nimi. Angażuję syna w warsztacie, gram w piłkę z dziećmi. 

Gdy przyjeżdżam do domu, żona układa swoje obowiązki tak, by była w weekendy w domu. Brakuje mi codziennego kontaktu fizycznego i bycia w domu. Staram się pogodzić z tym, że aktualne ograniczenia są czasowe.

M.F.: Czy macie jakieś tradycje rodzinne, które pomagają Wam spędzać czas razem?

D.: Wypracowaliśmy swoje tradycje. Nie zawsze nam to wychodzi, ale staramy się jeść razem przy stole: śniadanie, obiad.

Gdy ktoś ma urodziny, jedziemy do pobliskiej cukierni na ciasto, lody, kawę. Spędzamy tam miło czas. Planujemy ten wyjazd wcześniej. Raz na jakiś czas jedziemy do restauracji. Dla dzieci jest to fajna atrakcja. Gdy mówimy, że jedziemy na kebaba, dzieci wpadają w ekscytację. 

Święta spędzamy w domu. Wygospodarowuję ten czas w pracy. Na Boże Narodzenie mam ok. 17-18 dni. W tamtym roku byłem 25 dni w domu. W Polsce nie miałbym takiej możliwości. W Wielkanoc jestem ok. 10 dni w domu.

Nigdy nie kombinujemy z żoną, by mieć czas dla siebie. Nie wysyłamy dzieci do babci lub znajomych, by mieć święty spokój. Chcemy, by były z nami. Jadą do dziadków, dlatego, że chcą u nich spędzić czas, a nie dlatego, że chcemy się ich pozbyć.

M.F.: Co daje Ci siłę, by każdego dnia iść do przodu?

D.: Pierwszą cechą, która przychodzi mi do głowy jest pracowitość. Nie trzeba mnie zmuszać do pracy. Wstaję rano i działam. Mam to po dziadku. Dużo pracował nawet w starzym wieku. Mam wewnętrzną motywację. Nie muszę się zmuszać. Dzięki temu moja praca daje mi satysfakcję. 

Na co dzień napędza mnie obowiązek wychowania. Poważnie do tego podchodzę. Wykonuję go najlepiej, jak potrafię.

Do przodu pcha mnie wiara. W pracy mogę korzystać z słuchawek. Dzięki temu słucham różnych wykładów. Rozwijam się duchowo oraz intelektualnie. 

M.F.: Czy masz jakieś marzenia lub cele, które chciałbyś zrealizować, zarówno te związane z rodziną, jak i osobiste?

D.: Moim największym celem i marzeniem jest to, żeby moje dzieci i żona zostali zbawieni. To jest mój cel nadrzędny. Chciałbym, żeby moje dzieci były szczęśliwe i dobrze ułożyło im się życie. Marzę, by oglądać szczęście oraz rozwój moich pociech, a potem wnuków.

Chciałbym, by moja żona mogła się rozwijać w różnych obszarach. Kibicuję jej i ją wspieram. Nie stawiam jej granic ani barier. Chcę zaspokoić mojej rodzinie spokojny byt. Chciałbym zwiedzać świat. Lubię kosztować lokalną kuchnię oraz zwiedzać zabytki.

Nie tak dawno chciałem kupić sobie motor. Długo chodziłem z tą myślą. Swego czasu byliśmy z żoną na kursie o finansach. Tam usłyszeliśmy zdanie, które we mnie zostało: Zadaj sobie pytanie, czy jest to potrzeba, czy zachcianka? W końcu stwierdziłem, że to zachcianka i zrezygnowałem z zakupu.

M.F.: Jakiej rady dałbyś innym ojcom, którzy są w podobnej sytuacji?

D.: Jeśli chodzi o ojców, którzy mają wielodzietną rodzinę, powiedziałbym im, że niezależnie od relacji z żoną, czy jest dobra, czy napięta, starajcie się być dobrzy. Nie chcę tu nikogo oceniać. Zapewnijcie czas swojej rodzinie. Miejcie czas dla dzieci. Dziecko inaczej postrzega rodzica, niż on sam siebie. Dziecko widzi w Tobie tatę.

Jeżeli jesteś uwikłany w nałóg (alkohol, narkotyki), podejmij terapię. To bardzo ważne. Widzę, że alkohol niszczy myślenie człowieka. Takiej osobie wydaje się, że nie jest źle, wszystko jest w porządku. Sam miałem tatę, który pił. Wiem, jakie jest to destrukcyjne dla rodziny. 

Każdy ojciec ma swoje problemy. Mimo to, my jako ojcowie musimy się nauczyć kochać swoje rodziny: żonę i dzieci niezależnie od wszystkich zawirowań. Spróbuj przebaczyć. Na pierwszym miejscu postaw miłość. Dzięki temu trudności finansowe będzie łatwiej przetrwać. Metodą małych kroków zobaczysz efekty.

Jeśli jesteś zrezygnowany i nie widzisz nadziei, powiedz Bogu, że nie radzisz sobie z tym. Oddaj mu to. Bóg jest Ojcem i to rozumie. Ma moc, by to wszystko poukładać. 

M.F.: Dziękuję za inspirującą rozmowę i poświęcony czas. Bardzo doceniam to, że go dla mnie znalazłeś.

D.: Dziękuję.

Zdjęcia: Archiwum prywatne mojego rozmówcy

Przeczytaj też:

Misja niemożliwa czy najlepsza decyzja życia? – Historia ojca, który zaryzykował

Rola ojca w wychowaniu dziecka — Tato, jesteś ważny

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły