Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Rozpoczęcie roku szkolnego - jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły? - e-dzieciaki.pl

Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły?

Magadelena Borkowska - psycholożka i psychoterapeytka w nurcie integracyjnym

Pierwszy dzwonek to dla wielu rodzin moment, który zostaje w pamięci na całe życie. Małe plecaki większe od dzieci, łzy wzruszenia w oczach rodziców i drżące rączki, które nie chcą puścić dłoni mamy lub taty. Dla uczniów to początek nowej przygody oraz próba oswojenia się z nieznanym światem szkoły. Jak sprawić, by te pierwsze dni nie były pełne lęku, lecz stały się okazją do budowania poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie? O tym, jak ważna w tym czasie jest obecność i wrażliwość rodzica, rozmawia Michaela Fuchs z Magdaleną Borkowską, która jest psycholożką i psychoterapeutką pracującą w nurcie integracyjnym.

M.F.: Jak rozmawiać z dzieckiem, które idzie do pierwszej klasy i ma dużo lęków związanych z nowym miejscem, klasą, nauczycielami?

M.B.: Zastanówmy się najpierw, skąd te lęki się wzięły. Bo to wcale nie jest takie oczywiste, że dziecko idzie do szkoły przepełnione lękiem. Często przygotowanie przedszkolne i budowanie pozytywnych skojarzeń czy relacji jest ochronne, wspierające, ale widać wspomniane dziecko z jakiegoś powodu jednak się bardzo boi. Możemy z nim porozmawiać otwarcie i szczerze. Nie oczekujmy, że nie może się bać. Wspierajmy go w tym, że doświadczając swojego strachu, może sobie poradzić z tą emocją. 

Czasami rodzice oczekują, że dziecko przestanie czuć jakąś emocję, najczęściej złość i strach. W ten sposób chcą się uchronić się przed trudem widzenia tego, że dziecko się boi czy złości. Powszechne jest podważanie dziecięcych lęków. Dzieci tak samo jak my dorośli, mają prawo bać się i mówić o tym bliskim osobom, szukać zrozumienia, wsparcia i otrzymywać je. Bądźmy obecni, szczerzy, nie zalewajmy dziecka swoimi lękami czy oczekiwaniami. Po prostu je wysłuchajmy. Najczęściej to wystarcza i to właśnie takie czułe towarzyszenie jest dzieciom potrzebne. 

Jeśli jednak lęk jest bardzo mocny, zastanówmy się, dlaczego tak się dzieje. Może dziecko ma jakieś trudne doświadczenia w przeszłości, na przykład trudną adaptację w poprzedniej placówce, albo jako jedyne z zerówki zmienia szkołę, idąc do pierwszej klasy. Spróbujmy odnaleźć ten powód, porozmawiać z dzieckiem i pokazać mu, jak działa nasz mózg. Możemy tu nawet podeprzeć się dwoma filmami „W głowie się nie mieści”, lekko rozszerzając gamę emocji tam pokazanych. Wszystkie emocje są nam potrzebne, a nasz strach ma nas chronić przed trudnymi doświadczeniami. 

Jeśli jednak strach zacznie rządzić, nie dopuści radości, nadziei, ciekawości, będzie „wyświetlał” nam przed oczami same trudne doświadczenia z przeszłości, tak jakby całe nasze doświadczenie składało się z porażek i strasznych momentów. Strach tak już ma i chwała mu za to, bo dzięki niemu wiemy, że lepiej być ostrożnym, jadąc na rowerze, czy przechodząc przez ulicę na przejściu dla pieszych. I pewnie ten strach nadchodzącą szkołę traktuje tak samo: jak wyzwanie, w którym chce pomóc jak umie. Tyle że… sam nie umie i w sumie to jak przesadzi, to trochę nam przeszkadza. 😉 

Strachowi może pomóc nadzieja, ciekawość oraz radość i duma. I my jako rodzice w ich imieniu możemy przywołać z pamięci dziecka doświadczenia, kiedy poradziło sobie, było sprawcze, odważne, śmiałe, zaradne, kiedy potrafiło zbudować przyjazną relacje, zostało docenione, czegoś się nauczyło. 

Nie zakazujmy dzieciom się bać. Nauczmy je, jak sobie radzić, jak rozumieć i korzystać z całej gamy emocji, a jak pomagać sobie gdy je przytłaczają, jak używać swoich wewnętrznych danych w postaci informacji z ciała (emocji) do radzenia sobie z różnymi wyzwaniami, których przecież na drodze naszych dzieci nie będzie w życiu brakować. 

M.F.: Jak możemy jako rodzice budować w dziecku poczucie bezpieczeństwa i sprawczości w nowej szkolnej rzeczywistości?

M.B.: Myślę, że to pytanie sięga dużo głębiej. Niestety nie sądzę, aby dało się zadbać o poczucie bezpieczeństwa w mgnieniu oka, nie dbając o to wcześniej. Nigdy jednak nie jest za późno, aby zacząć od to dbać, jednak biorąc pod uwagę że zajmie nam to jakiś czas. Poczucie bezpieczeństwa dziecko czerpie od dorosłych. Potrzebuje czuć się widziane, podmiotowo traktowane i szanowane. Powinno być zaopiekowanie oraz znać granice wytyczane sprawiedliwe, życzliwie i jasno przez opiekunów: stabilne, ale nie „betonowe” i ślepo wyznawane. Takie warunki dobrze byłoby, aby były tworzone także przez nauczycieli. To sprzyja nauce i rozwojowi dzieci. Z tego, co obserwuję z radością coraz więcej pedagogów zwraca na to uwagę. 

Jeśli dziecko czuje się bezpiecznie, będzie próbować i ryzykować, a więc ponosić porażki i zwycięstwa. Dobrze, aby miało możliwość stopniowego zwiększania stopnia trudności zadań jakich się podejmuje tak, aby zadania nie były zbyt łatwe ani zbyt trudne. Łatwizna dziecko nudzi i nie sprawia, że czuje iż odnosi sukces. Z kolei zbyt trudne  zadania sprawiają, że dziecko zderzy się od razu z nierozwiązywalnym dla niego problemem i poniesie porażkę. W konsekwencji się zniechęci i nie  będzie chciało podejmować kolejnych takich wyzwań. 

Adekwatnie doceniajmy pracę dziecka. Adekwatnie to znaczy, że możemy na wieki zamilknąć z naszym „ale super!” rzucanym niczym z karabinu maszynowego niezależnie od okazji. Adekwatnie to znaczy, że można zapytać, zwrócić uwagę na to, co dziecku podoba się w jego pracy, co sprawiło, że czuł, że mu dobrze poszło, co było dla niego ważne, czy przyjemne i uznać to, docenić, cieszyć się radością swojego dziecka. Czasami jako rodzice może trochę idąc za przykładem tego jak wychowywano dzieci, kiedy byliśmy mali, możemy nie zauważać, że sprawczość to również możliwość nie zgodzenia się na coś, uznania, że czegoś nie wiemy, czy zrobienie czegoś w sposób inny niż zadany. Trudno jest mieć sprawcze dzieci, będąc dorosłym niewyleczonym z bycia „grzeczną dziewczynką”, czy chłopcem. 

Zastanówmy się, czy umiemy docenić (jednocześnie pokazując dziecku zasadność stosowania się do różnych, chociaż może nie wszystkich zasad społecznych, a szczególnie do zasad prawa) taką sprawczość, kiedy dzieci opowiadają nam, że najważniejszą dla nich sprawą jaką dziś przeżyły i są z siebie dumne, to na przykład mocna wymiana zdań z nauczycielką (broniąc ważniej dla dziecka wartości), która skończyła się uwagą w Librusie. Jeśli tak, brawo, to właśnie buduje prawdziwe poczucie bezpieczeństwa i sprawczości. Jest to nie lada wyzwanie i wymaga od rodzica otwartego serca i umysłu, oraz duuuużo dojrzałości oraz siły.

Rozpoczęcie roku szkolnego - jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły?

M.F.: Co powiedzieć dziecku, które mówi: „Nie chcę chodzić do szkoły, boję się”?

M.B.: Nie sądzę, aby była taka jedna zawsze poprawna odpowiedź. Mam poczucie, że zawsze warto rozmawiać z dzieckiem i dbać od samego początku jego życia o to, aby mogło nam powiedzieć, co się wydarza w jego życiu, nie bojąc się naszej reakcji. Nasza pociecha powinna wiedzieć, że znajdzie w nas adekwatne wsparcie. Jeśli nie mamy takiej relacji, postawmy to jako priorytet dla siebie samych, aby ją zbudować. To zależy od nas, dorosłych, a nie od dziecka. 

Istnieje taka świetna seria książek „Self reg dla dzieci” i część tej serii o nazwie “Szkolne wyzwania”. Bardzo polecam zajrzenie do niej, do poczytania podrozdziałów dotyczących wiedzy dla rodziców, do poczytania z dzieckiem historii przeznaczonych dla dzieci. Wszystkie emocje dziecka potrzebują czułego wysłuchania, uznania, a dziecko wsparcia i pewności, że cokolwiek by się nie działo, ma w nas swoich sojuszników i bliskie osoby. 

Emocje ze swojej natury zawsze są prawdziwe, zasadne. Są reakcjami naszego ciała na to, co się z nami dzieje i wpływa na nas zarówno z zewnątrz jak i z naszego wnętrza. Chodzi o to, aby je zrozumieć. Czasem lęk dziecka będzie spowodowany czymś, co dzieje się w szkole. Niestety stopień rozprzestrzenienia przemocy rówieśniczej we współczesności jest duży i przybiera na prawdę okropne formy. Czasem lęk jest tylko wyprojektowany na szkołę, a tak naprawdę pochodzi z nadmiernych oczekiwań nas, rodziców. Czasem są to trudne przekonania dziecka (które skądś musiało wziąć) np: „nie jestem dobry z wf-u, to znaczy że jestem niemęski” itp. Cokolwiek by to nie było, Twoje dziecko potrzebuje przytomnego, obecnego i czułego rodzica, który będzie uważnym przewodnikiem i który mu zaufa. 

To nie jest tak, że Ty masz rozwiązać wszelkie problemy dziecka. Czasem bardziej chodzi o to, aby być wiatrem dmuchającym w żagle, które to dziecko jeszcze niepewnie rozpościera, obawiając się tego, że je w ogóle ma.  Są oczywiście sytuacje, kiedy nie chodzi tylko o wsparcie, a o bardzo stanowcze działanie. Na szczęście mamy już standardy ochrony małoletnich w szkołach i innych miejscach przebywania dzieci. 

Jeśli Twoje dziecko boi się ze względu na przemoc fizyczną, psychiczną lub seksualną, której doświadcza lub którą jest zagrożone, działaj. Samo może i sobie jakoś poradzi, ponosząc ogromne koszty tego radzenia sobie, ale nikt nie powinien być zostawiony sam, będąc osobą doświadczającą przemocy. To Ty jesteś odpowiedzialny za stanowcze postawienie granicy i zadbanie o to, aby Twoje dziecko było bezpieczne. 

M.F.: Jak rozpoznawać, że stres szkolny zaczyna przekraczać normę i wpływa na zdrowie psychiczne dziecka?

M.B.: Uważnie towarzysząc swojemu dziecku. Mam duży szacunek do intuicji i wiedzy zarówno dzieci jak i dorosłych, którzy pozwalają sobie czuć i być blisko innych, w tym blisko swoich dzieci. Słuchaj uważnie, rozmawiaj, poznaj swoje dziecko i to jak myśli, co czuje, czym się zajmuje i staraj się rozumieć dlaczego. Dzieci często mówią, pokazują, wołają, kiedy coś jest nie tak. 

Wiem, że czasami bardzo trudno to usłyszeć, bo sami chronimy siebie przed bólem wiedzy, że nasze dzieci cierpią. Nie pozwalamy sobie na zobaczenie tego, udając czy żyjąc w iluzji. Skazujemy je na ogrom cierpienia i samotność, a siebie na bezsilność. W efekcie i my i one cierpimy jeszcze bardziej. Nie uciekajmy przed dziećmi i ich światami, tym co w ich życiach cudowne i tym co w ich życiach nie do zniesienia. 

Niestety ilość wypalonych ilością nauki i wymagań, presją osiągnięć dzieci, nastolatków i młodych dorosłych jest ogromna. I ta presja nie bierze się znikąd. Zaczyna się często już w przedszkolu. Można zapytać – czasem to robię w gabinecie – takiego młodego dorosłego jak to się stało, że urodził się, jak zupełnie nie wymagający od siebie niczego nadzwyczajnego noworodek, chwilę tak pewnie w jego życiu było i nagle po kilku – kilkunastu latach nie może wytrzymać presji, którą już nakłada sam na siebie, czując ją ciągle, czasem nawet w snach. I gwarantuję, że to nie dlatego że jest jakkolwiek wybrakowany (chociaż dzieci poddane presji bardzo często tak zaczynają o sobie myśleć)… to zazwyczaj dlatego że coś trudnego wydarzyło się w życiu i doprowadziło do takiego stanu rzeczy. 

Czasem wydarzało się od pierwszego dnia życia, bo niektóre dzieci od początku są uznawane za „nie takie jak nic powinny” i obarczane presją bycia kimś innym, a czasem presja przyszła wraz z początkiem przedszkola, szkoły, widma ocen czy egzaminów, wymagań rodziny czy społecznej, rówieśniczej. A może i my jako rodzice mamy w tym jakiś udział? Może sami narzucamy na siebie ogrom presji, więc dziecko dorasta w takiej atmosferze? Nie szukajmy w sobie winy, a weźmy odpowiedzialność za udział, może całą rodzina włącznie z nami na tym skorzysta?

Jeśli widzimy, że nasze dziecko nie radzi sobie z presją, niezależnie od tego czy znamy tego przyczyny, czy nie, skorzystajmy z pomocy specjalistów: nauczycieli, psychologów, psychoterapeutów. My nie gryziemy, nie oceniamy – wspieramy, pomagamy rozumieć. Nie czekajmy, aż dziecko zupełnie się wypali. Łatwiej pomóc wcześniej, niż kiedy już jest bardzo źle. Czasem nawet niewielka zmiana w naszym patrzeniu na dziecko lub podpowiedź w zakresie wspierania go może bardzo dużo zmienić. 

Rozpoczęcie roku szkolnego - jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły?

M.F.: Czasem stres objawia się przez złość, płacz, wycofanie lub bóle brzucha. Jak na to reagować?

M.B.: „Stres” to taka nazwa – worek, do którego ludzie głównie dorośli wrzucają wiele emocji. Dobrze byłoby móc je wyciągnąć z tego worka i zobaczyć, co tam tak naprawdę jest. Czyli „co przeżywa moje zestresowane dziecko?”. Może lęk, może złość, może wstyd, może tremę, może przestymulowanie… 

Na taki „stres” możemy reagować tak, jak na każdą tą emocję. Spróbujmy nazwać to, co widzimy, np: „Widzę synku, że się złościsz, może nawet ten ból głowy jest z tą złością związany, jak myślisz?” Powiedzmy i pokażmy, że rozumiemy, jesteśmy przy nim i możemy pomóc. Dostosujmy się tonem głosu i postawą ciała, wykażmy się empatią. 

Sami nie chcielibyśmy w momencie, gdy jesteśmy zezłoszczeni, usłyszeć przesłodzonym głosem mówionego zdania: „oooooo mój słodziutki zezłoszczony dzieciaczku, no chodź się przytul do mamusi no”, ani groźnie wykrzyczanego: „Masz przestać się złościć, co Ty sobie wyobrażasz – nie masz powodu do takiego zachowania!”. Powiedzmy to co, wydaje nam się adekwatne. Np.: „O! Coś potężnie musiało naruszyć Twoje granice, że aż tak się złościsz! Słuchaj, czy ja mogę Ci jakoś w tym pomóc? Jestem przy Tobie.” Możemy razem to obgadać, możemy zaproponować, że skoro złość zwykle czuć jak energię rozpierającą ciało, to możemy razem ją wytupać czy wytrząsnąć. 

Jeśli złość sprawia, że dziecko czuje nieprzyjemne uczucie jakby zaraz miało eksplodować, złapmy je i mocno przytulmy (oczywiście za jego zgodą i jeśli to lubi!). Niech poczuje, gdzie są jego bezpieczne granice. Możemy też wyrysować ten wybuch bazgrząc po papierze. Dziecko może jednak tego nie chcieć, a my powinniśmy to uszanować. Wtedy możemy po prostu posiedzieć obok, będąc uważnym na jego potrzeby. 

Tak na prawdę (nie dlatego, że tutaj to przeczytaliście, ale z głębi serca) próbujmy zrozumieć, że dziecko czuje, co czuje z jakiegoś na pewno ważnego dla niego powodu. Może chcieć iść na rower, albo wspólnie poleżeć i pogadać o tym co się stało swoimi słowami (w tym mało cenzuralnymi), czy pobawić się, tak jak dziecko chce. Po prostu mamy z nim być (co oznacza również, że jeśli chce pobyć samo to należy dać mu tę przestrzeń samotności, zapewniając o tym, że rozumiecie i że gdyby jednak chciało pogadać czy pobyć razem to jesteście zaraz obok, będąc w zasięgu). Naszym zadaniem jest być i pytać, czego potrzebuje oraz podsuwać możliwości, ale nienachalnie, nie z celem „usunąć ten strach czy złość”. Róbmy to z nastawieniem, że możemy być blisko swojego dziecka, które się boi, które się wścieka, aby nie było z tym strachem, czy złością samo.

Niech widzi, że czując i przeżywając, jest widziane i kochane. Kiedy już dziecko się uspokoi, nawet jeśli nadal będzie zezłoszczone, ale poczuje się z nami bezpiecznie, zechce być w kontakcie, możemy zapytać, czy chce porozmawiać o tym, co sprawiło, że tak się czuje/czuło, jak to rozumie i czy możemy razem próbować zrozumieć, jak ta złość pojawiła się w jego ciałku i co pomogło. To może być ważne, żeby móc coś zrobić ze źródłem tego samopoczucia, ale też zapamiętać, co mu pomogło sobie poradzić. 

Warto poznać, jakie są sposoby poradzenia sobie z tym uczuciem i wrażenia go w sposób akceptowalny i słyszalny przez innych. Wszystko to, aby zauważyć, przyjąć i zrozumieć czym złość lub inna emocja była i co pomogło ją przeżyć. I dziecko ma prawo nie chcieć takiej rozmowy. 

Tutaj znów wracamy do wagi własnego dbania o siebie i swoje emocje będąc rodzicami. Trudno pomóc dziecku, gdy sami nie jesteśmy zaopiekowani, czy nie rozumiemy swoich emocji. Plus jest taki, że nigdy nie jest zbyt późno aby się tego nauczyć. Mała ściąga: Złość to zazwyczaj efekt naruszenia granic. Smutek straty, lęk, strach – zagrożenia. 

M.F.: Jak rozmawiać z nauczycielem, gdy widzimy, że nasze dziecko ma trudności adaptacyjne, ale szkoła tego nie zauważa?

M.B.: To bardzo trudne pytanie. Myślę, że są różni nauczyciele i rodzice. Ważne jest dla mnie z jakiego powodu „nie zauważa” i co znaczy dla danego rodzica „problemy”. Czy to szkoła, w której po prostu nie ma miejsca na bardziej wrażliwe dziecko, bo klasy są zbyt duże, a nauczyciele zbyt wypaleni zawodowo, a nasze dziecko potrzebuje innej opieki? Czy może relacja z nauczycielem jest powodem trudności adaptacyjnych i nauczyciel nie chce tego widzieć, lub widzi, ale nie ma siły czy chęci, aby coś zmienić? Czy może, co nie jest tak rzadkie, a mało się o tym mówi w świecie parentingowych blogów, to rodzic żyje w rodzaju iluzji i marzy o tym, aby w grupowym systemie opieki nad dziećmi, jego dziecko było traktowane szczególnie, bez zwracania uwagi na całą grupę i wspólne relacje. Na przykład: aby agresywne okazywanie złości było tolerowane, a nie korygowane przez stabilnie stawiającego granicę nauczyciela. 

Nie odpowiem, jak rozmawiać z nauczycielem, ale może podpowiem: jak dorosła, dojrzała do roli rodzica osoba z drugą dojrzałą i wykształconą do roli nauczyciela dorosłą osobą. Osoby te z założenia mogą być sprzymierzeńcami. Warto się widzieć jako wspólników.

Pamiętamy na wstępie, że nas i nasze dzieci obowiązują prawa i obowiązki np. wynikające ze statutu danej szkoły. Współpracujemy z nauczycielem w opiece nad naszymi dziećmi, a nauczyciel to osoba, która ma wiedzę, doświadczenie i tak jak my – zarówno prawa jak i obowiązki. I tak jak my i jak jak każdy człowiek zmaga się z trudnościami. Możemy się dogadać, bo mamy przynajmniej częściowo wspólne cele. Jego zawodowym zadaniem i zazwyczaj osobistą chęcią jest wspieranie dziecka w rozwoju i edukacji, dbając o nie. Może uda nam się nawiązać taką relację opartą na współpracy dwójki dojrzałych osób, dla dobra naszego dziecka… i własnej przyjemności kontaktu z kolejną osobą, która ma jakiś, często dobry wpływ na życie naszych dzieci. 

Pamiętajmy jednak, że ostatecznie to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje dzieci i gdyby były znacząco zaniedbywane (np. będąc ofiarą przemocy rówieśniczej), dobrym pomysłem jest zakończenie rozmów i przeniesienie dziecka do bardziej przychylnej jego bezpieczeństwu szkoły, w której relacja z nauczycielem oparta na wspólnym celu wspierania zdrowego rozwoju dziecka będzie możliwa. Zawsze pierwszą wartością jest mądrze rozumiane dobro dziecka. 

Czasem w imię tej wartości potrzebujemy coś rozwinąć w sobie – nauczyć się, zrozumieć, zmienić, również pod wpływem rozmowy z nauczycielem czy wychowawcą, który zwyczajnie może mieć rację płynącą z doświadczenia. Mądry nauczyciel pomoże nam w zrozumieniu tej potrzeby i wesprze w byciu rodzicem coraz starszego dziecka, którego życie jest inne niż było w przedszkolu. Zdarza się też oczywiście, że w imię dobra dziecka potrzebujemy stanowczo trwać przy swoim zgodnym z tą wartością zdaniu i postarać się uzyskać zmianę, czy większe zrozumienie po stronie nauczyciela lub placówki. W skrajnych sytuacjach mamy do dyspozycji zapisy prawa: szkoły i krajowe.

M.F.: Dziękuję za wspierającą rozmowę i życzę Tobie oraz Twojemu dziecku dobrego startu w szkole.

M.B.: Dziękuję. 

Magadelena Borkowska - psycholożka i psychoterapeytka w nurcie integracyjnym

Magdalena Borkowska

Psycholożka i psychoterapeutka w nurcie integracyjnym. Prowadzi konsultacje oraz psychoterapię indywidualną w gabinecie oraz online. Wspiera osoby w kryzysach, trudnościach emocjonalnych i poszukiwaniu wewnętrznej równowagi. W pracy stawia na empatię, uważność i autentyczny kontakt.

Umów się na spotkanie – razem znajdziemy rozwiązanie, które pomoże Ci odzyskać spokój i siłę.

Potrzebujesz wsparcia? Zajrzyj do gabinetu psychoterapii integracyjnej dla dorosłych.

Przeczytaj też:
Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dziecko w pierwszych dniach przedszkola?
Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dzieci w szkole ponadpostawowej?

FAQ – Jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły?

Kim jest Magdalena Borkowska?

Magdalena Borkowska jest psycholożką i psychoterapeutką pracującą w nurcie integracyjnym. Prowadzi konsultacje i psychoterapię indywidualną w gabinecie oraz online, wspierając osoby w kryzysach, trudnościach emocjonalnych i poszukiwaniu wewnętrznej równowagi. W pracy stawia na empatię, uważność i autentyczny kontakt.

Jak rozmawiać z dzieckiem, które boi się iść do szkoły?

Najważniejsze jest wysłuchanie dziecka i uznanie jego emocji. Nie należy podważać jego lęków ani oczekiwać, że natychmiast znikną. Warto rozmawiać otwarcie, tłumaczyć, że wszystkie emocje są potrzebne i można nauczyć się sobie z nimi radzić. Pomocne jest przypominanie dziecku jego wcześniejszych sukcesów i momentów, w których poradziło sobie z trudnościami.

Jak budować poczucie bezpieczeństwa i sprawczości dziecka w szkole?

Poczucie bezpieczeństwa rozwija się przez stałą obecność i wsparcie rodziców oraz jasne, życzliwe granice. Dziecko potrzebuje czuć się widziane i doceniane. Stopniowe zwiększanie trudności zadań, adekwatne docenianie wysiłku oraz możliwość wyrażania własnego zdania wspierają sprawczość i pewność siebie.

Co zrobić, gdy dziecko mówi „Nie chcę chodzić do szkoły, boję się”?

Najważniejsze jest przytomne wsparcie i gotowość do słuchania. Rodzic nie musi rozwiązywać wszystkich problemów, lecz być blisko dziecka, pomagać zrozumieć emocje i zapewnić poczucie bezpieczeństwa. W niektórych przypadkach warto skorzystać z literatury wspierającej dzieci, np. serii „Self reg dla dzieci”.

Jak rozpoznać, że stres szkolny przekracza normę?

Obserwuj dziecko uważnie – jego zachowanie, emocje i reakcje. Objawy nadmiernego stresu mogą obejmować lęk, wycofanie, płacz, złość, bóle brzucha czy problemy ze snem. Jeśli widzisz, że dziecko nie radzi sobie z presją, warto skonsultować się z nauczycielami, psychologiem lub psychoterapeutą.

Jak reagować na objawy stresu, takie jak złość, płacz czy wycofanie?

Najpierw warto zrozumieć, co dziecko naprawdę czuje. Nazwanie emocji, empatyczne wsparcie i oferowanie przestrzeni do ich przeżycia jest kluczowe. Można zaproponować wspólne sposoby odreagowania emocji, np. ruch, rysowanie czy rozmowę. Ważne jest, aby dziecko poczuło się widziane, zrozumiane i bezpieczne, a nie oceniane.

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły