Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Rozpoczęcie roku szkolnego - jak wspierać dzieci w pierwszych dniach przedszkola? - e-dzieciaki.pl

Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dzieci w pierwszych dniach przedszkola?

Magdalena Borkowska psycholożka i psychoterapeutka w nurcie integracyjnym

Rozpoczęcie roku szkolnego budzi sporo emocji u dzieci i rodziców. Dla jednych to pierwsze pożegnanie z mamą pod drzwiami przedszkola. Dla innych to wielka zmiana związana z nową grupą. Jak wesprzeć dziecko w tych pierwszych dniach roku szkolnego? Jak rozpoznawać emocje, które nie zawsze potrafimy bez problemu nazwać? O tym z psycholożką i psychoterapeutką pracującą w nurcie integracyjnym Magdaleną Borkowską, która na co dzień wspiera osoby dorosłe, w tym wielu rodziców, rozmawia Michaela Fuchs.

Michaela Fuchs: Rozpoczęcie roku szkolnego w przedszkolu to dla wielu dzieci pierwszy tak długi rozdział bez rodzica. Jak przygotować malucha na rozstanie z mamą i tatą?

Magdalena Borkowska: To prawda. Dla dzieci, które po raz pierwszy idą do żłobka, przedszkola czy szkoły to bardzo ważne, aby wziąć pod uwagę ich odbiór tej sytuacji. Jak w całym rodzicielstwie ważne jest, aby mama i tata umieli rozpoznać, które stany emocjonalne należą do dzieci, a które są ich własne. 

To co możemy zrobić jako rodzice, aby wesprzeć naszą rodzinę w tej zmianie, to najpierw zaopiekować się swoimi emocjami niezależnie czy jest to ekscytacja, lęk, złość, poczucie straty czy niepokoju, ciekawość, radość lub ulga. Czasem wystarczy, że je przemyślimy, porozmawiamy z partnerem, przyjacielem albo innym rodzicem (marzy mi się, aby każdy rodzic miał taką “wioskę”, wiem, że niektórzy naprawdę to sobie wzajemnie dają). Gdy te metody zawodzą, warto skorzystać z pomocy psychologa. Kiedy my jako dorośli jesteśmy bezpieczni w danym temacie, wtedy możemy komfortowo zająć się dziećmi i jakimś cudem przestaje to być tak bardzo trudne. 

Przechodząc do dzieci, szczerze zaciekawmy się nimi. Dowiedzmy się, jakie jest moje dziecko jest, co czuje, jak o tym myśli.  Jedne dzieci będą – zależnie od swojego wieku, stanu emocjonalnego, wcześniejszych doświadczeń i dziecięcej wiedzy – nastawione bardzo pozytywnie, a inne będą czuć lęk, mieć obawy. Wiele dzieci jest ostrożnych, zaciekawionych, żądnych przygody. Są pełne i ekscytacji, niepewności. Niektóre  też przyjmą zmianę w spokoju. Ważne, abyśmy umieli je wysłuchać, przyjąć ich emocje i ich nie podważać. Powinniśmy zrozumieć, że dziecko ma prawo tak się czuć. 

Rodzic w rozmowie z dzieckiem powinien być stabilny emocjonalnie, spokojny. Lęk dziecka nie  może się łączyć z naszym własnym lękiem. To nie pomaga maluchowi radzić sobie z emocjami. Nie czuje się przyjęty w bezpiecznych warunkach. 

W końcu dziecięcy lęk wynika u dzieci bardziej ze zmiany i jest naturalny. Dziecko może go czuć i uczyć się radzić sobie z nim – bo jest po prostu adekwatnym do wieku lękiem tzw. “wyzwaniem rozwojowym”.  Sytuacja staje się dla dziecka zbyt trudna, gdy poza swoim dziecięcym lękiem czuje również lęk rodzica – niezrozumiały dla przyszłego przedszkolaka, dający mu znać, że skoro duży, zwykle radzący sobie rodzic nie czuje się bezpiecznie, to przedszkole może na prawdę być straszne! To już za dużo na dziecięcy układ nerwowy… Mam więc poczucie, że jednak najważniejsze, co mamy do zrobienia, to zapewnić dziecku własną stabilność, zrozumienie i wsparcie, by umieć być pomocnym  w jego radzeniu sobie z emocjami. 

Rozpoczęcie roku szkolnego - jak wspierać dzieci w pierwszych dniach przedszkola?

Możemy nazwać to co widzimy, powiedzieć, że my też w podobnych sytuacjach jesteśmy przestraszeni i podzielić się tym, jak sobie wtedy radzimy. Możemy wymyślić obrazową historię. Na przykład: „Kiedy sama się boję nowości, do zupy moich emocji dodaje tajemniczą przyprawę… zdradzić Ci jaką? Ciekawość! I to mi pomaga poznać to co nowe, a nie uciec przed tym.” 

Później możemy zapytać dziecko: „Czy może chciałbyś jakiejś przyprawy dodać do swojej zupki? Co by pasowało do Twojego przepisu na lepsze samopoczucie i pomagało?” To nie tylko wspieranie dziecka w radzeniu sobie z konkretną sytuacja, ale pokazanie mu, że jest w tym sprawcze, że może sobie pomóc i zastanowić nad tym. 

Możemy też  pobawić się z dzieckiem w przedszkole pluszaków, sprawiając aby ta zabawa była przyjemna i wesoła, podobna do tego co się wydarzy. Warto też rozmawiać (!). Czasem nie doceniamy dziecięcej umiejętności rozmowy, a dzieci na prawdę dużo rozumieją, jeśli tylko na codzień dbamy o to, aby z nimi podmiotowo rozmawiać. 

Być może możecie wybrać się i poznać miejsce, do którego będzie chodziło dziecko. Opowiedzmy, gdzie i kiedy to będzie. Poznać imiona dzieci, opowiedzmy o tym jak, będzie wyglądał dzień. Jeśli jest taka możliwość, weźmy udział w adaptacji adekwatnej do potrzeb danego dziecka (czasem krótszej czasem dłuższej). 

Pamiętajmy, że te metody są wspomagające i pomogą, kiedy rodzice będą mogli mówiąc za Jasperem Julem być „przywódcą stada”.  Chętnych do pogłębienia tematu zapraszam do lektury książek tego autora. 

Równie dobrze może być tak, że akurat Twoje dziecko bardziej potrzebuje zwykłego czułego przytulenia, a nie czytania książek czy zabaw na ten temat. Po prostu pozwól sobie go posłuchać. Wiem że to niełatwe. Słuchanie potrzeb dziecka i opiekowanie się swoimi własnymi dorosłymi emocjami i potrzebami, to wyzwanie, które na drodze rodzicielstwa towarzyszy nam od samego początku i będzie towarzyszyło jeszcze przez wiele lat. To chyba jedyna adekwatna rada jaką można tutaj dać, dotycząca podstawy wszelkich innych pomysłów na wspieranie dziecka w nowym miejscu. 

M.F.: Co możemy zrobić jako rodzice, by ułatwić adaptację w przedszkolu, zanim przestąpimy progi przedszkola?

M.B.: Fajnym pomysłem jest porozmawianie o adaptacji z opiekunami w przedszkolu. Wybranie placówki, w której rodzice i dziecko są wspierani wiedzą i doświadczeniem nauczycieli przedszkolnych. Istotne jest przygotowanie siebie jako rodzica, włącznie z przemyśleniem swoich emocji i potrzeb, zadbanie o to, abyśmy poradzili sobie, kiedy dziecko przekroczy próg przedszkola.  Najłatwiej chyba to osiągnąć, znajdując placówkę, w której będziecie ufać, że Wasze dzieci (i Wy!) będzie dobrze zaopiekowane. 

W domu warto porozmawiać z dziećmi o przedszkolu. Pokazać im, jak będzie nie udawając i nie tworząc iluzji, która w zderzeniu z rzeczywistością może bardzo zawieść dziecięce nadzieje. Opowiedzmy o tym, że przedszkole to miejsce, w którym dziecko będzie:

  • zaopiekowane przez panie/ciocie,
  • miało własną szafkę w szatni, 
  • bawiło się w sali z zabawkami (może możecie dowiedzieć się jakie?), 
  • bawić się z innymi dziećmi i na placu zabaw (może możecie go wspólnie obejrzeć i zobaczyć, że mogą tam wchodzić tylko przedszkolaki).

Opowiedzmy o tym, że będziemy wtedy w pracy. Uprzedźmy, o której godzinie wrócimy po dziecko. Dochowujmy tych obietnic. Dobrze byłoby pójść razem na pierwszy dzień, czy kilka dni na adaptację i powoli zwiększać czas rozłąki, pozwalając dziecku na przyzwyczajenie się do nowych okoliczności.

Porozmawiajmy z dzieckiem o tym, co kolejno będzie się działo. Sądzę że tutaj warto skorzystać z doświadczenia pań, albo wspólnego poczytania książeczek na ten temat i porozmawiania np. „O dziewczynka z bajki tak zaczęła przedszkole, a wiesz jak u nas ono się rozpocznie”?  Dbajcie o to, aby słuchać potrzeb dziecka – jak już wyżej wspomniałam trzeba dostosować swoje działania do tego, czego dane dziecko potrzebuje i co przeżywa. 

Na przykład: jedno dziecko potrzebuje wziąć ze sobą misia i codziennie będzie to ten sam miś, a inne będzie wolało mieć na koszulce kropeczkę z filcu (taka jaką przyklejamy pod nogą krzesła), która będzie przyciskiem wysyłającym całuska lecącego od dziecka do mamy i od mamy do dziecka. Niektóre dzieci zupełnie tego nie potrzebują, a niektóre fajnie odbierają codzienny wierszyk na pożegnanie (można go poznać wcześniej albo wprowadzić, gdy rozstania są trudne).  Ja wymyśliłam taki (z pokazywaniem): „rączka raczka i paluszek i zostaje tu maluszek, uszko uszko nóżki dwie, biegnę już pobawić się”. 

Nie ma metod dla wszystkich, ale znając swoje dziecko i jego doświadczenia życiowe, możemy dostosować swoje działania do tego, co wspierające. Pomyślmy, poczujmy, spróbujmy wejść w buty swojego dziecka i dorosłym umysłem znaleźć sposób, aby wesprzeć mały umysł i czujące emocje ciałko swojego dziecka. 

M.F.: Jakie sygnały u dziecka powinny nas zaniepokoić w pierwszych tygodniach przedszkola?

M.B.: Jestem zdania, że zawsze kiedy coś nas jako rodziców niepokoi, zwraca uwagę, jest inne niż dotychczas i jakoś trudne – warto się temu przyjrzeć. Jeśli zachowanie dziecka nagle się zmieniło, na przykład dziecko:

  • nagle przestało mówić lub zaczęło ciągle krzyczeć, 
  • stało się agresywne, bardzo pobudzone lub zupełnie straciło energię czy werwę, 
  • zaczęło niepokojąco się zachowywać np. w zakresie seksualności, snu, przestało jeść,

warto się nim zaopiekować, postarać się zrozumieć, co się stało, że tak musi reagować. 

Warto w tym zakresie współpracować z opiekunami, zapytać o ich obserwacje zachowania dziecka w przedszkolu, o relacje z dziećmi, trudne zdarzenia w grupie. Jednocześnie normą jest, że dziecko początkowo jest zwyczajnie zmęczone nową sytuacją i może być spięte, mieć dużo emocji do wyrzucenia po powrocie z przedszkola. Bezpieczna relacja z rodzicami czy opiekunami sprawia, że właśnie w domu, po kilku godzinach starania się, aby emocjonalnie poradzić sobie w rzeczywistości przedszkolnej może się wyładowywać, potrzebować ruchu albo przeżywa silne emocje i nie ma w tym niczego niepokojącego. Gdyby jednak jakieś zachowanie, czy nasilenie emocji budziło niepokój rodzica, zawsze można skonsultować swoje obawy z psychologiem, czy psychoterapeutą dzieci i młodzieży, albo pediatrą i uspokoić się, mając wsparcie w jego wiedzy.

M.F.: Wiele dzieci płacze przy rozstaniu. Jak odróżnić emocje od sygnału, że coś naprawdę jest nie tak?

M.B.: Nie do końca rozumiem pytanie, ale myślę, że dzięki temu jak zostało zadane można tutaj powiedzieć o bardzo ważnej, może nawet kluczowej sprawie. O emocjach i wyobrażeniu sobie, że jesteśmy „w butach” naszych dzieci. Widzisz Michaela, gdyby tak dziś nagle mi powiedziano, że mam jako trzydziestoparoletnia kobieta wsiąść do busa i nie widzieć mojego męża i dziecka bez możliwości żadnego kontaktu z nimi powiedzmy przez miesiąc, to też byłoby mi smutno. Może nawet wsiadając do busa mogłabym uronić łzę i wcale nie byłabym szczęśliwa. Tęskniłabym za nimi. 

Mam doświadczenie wyjazdów, wiem że nie znikną kiedy odjadę i stracę ich z oczu, wiem że będą się mieć dobrze razem i ja mogę się mieć dobrze bez nich… Wielu dorosłych miewa trudne uczucia, kiedy musi wyjechać i zostawić bliskich. Dlaczego więc roczny czy 3-letni dzieciaczek, mając w swoim życiu doświadczenie do tej pory ciągłego bycia z mamą, babcią, tatą czy nianią, miałby nie mieć prawa do czucia tęsknoty, niechęci, strachu, złości, rozpaczy, kiedy już zorientuje się, że pożegnanie co rano codziennie prowadzi do rozłąki. 

Z tego powodu tak ważna jest adaptacja. Nie „zostawianie” dziecka, nie „oddawanie” go, a już na pewno nie wyrywanie go płaczącego z ramion bezpiecznego opiekuna. Dla niego widocznie coś jest nie tak, skoro tak się czuje. Może możemy dać dziecku czas na te emocje, na zobaczenie, że w przedszkolu również ma bezpieczne i miłe dla siebie miejsce. Może nastąpi to po kilku dniach, jeśli nie jest tak od razu, czasem potrzeba dwóch-trzech tygodni, a czasem dłużej. 

Część rodziców zaczyna adaptację do przedszkola, mając jeszcze w zanadrzu niewykorzystany urlop, nianię czy dziadków do pomocy. Myślę, że to wspaniała możliwość, aby dziecko mogło przyzwyczaić się powoli, a nie od razu zostawać w placówce, w której jednak jest mniej indywidualnie opiekowane przez cały dzień przedszkolny. Zadanie brzmi: Jak nie zmusić, ani nie złamać dziecka, aby do przedszkola chodziło, a umożliwić mu łagodne przejście do kolejnego etapu w życiu? Czasem wymaga to pewnego przygotowania, a nawet wysiłku, ale jest to wartościowy i owocujący wysiłek.


Możliwe też, że pytasz o to, czy po samym procesie adaptacji możemy zorientować się co do ewentualnych trudności dziecka, np. co do jego neuroatypowości. Same trudności w adaptacji to nie wystarczający element takiej diagnozy. To jeden z elementów, które rzeczywiście mogą zwrócić naszą uwagę w tym zakresie. Co ważne, nie mając porównania trudno będzie nam to samodzielnie zauważyć. 

Ale na szczęście nie jesteśmy sami! Personel przedszkola również widzi trudności dziecka i nasze. Możemy z nimi porozmawiać, doradzić się, zapytać o ich zdanie, poprosić o pomoc, pomysł. Z opowieści rodziców, z którymi pracuję, poznałam wiele historii o pomocnych nauczycielach.  Jeden z nich np. wpadł na pomysł, aby stworzyć mapę przedszkola dla dziecka, aby wejście do sali było swoistą przygodą z przystankami np. w szatni. To niekonwencjonalne podejście a tak pełne czułości i zrozumienia dla potrzeb danego dziecka. 

Niezależnie od cech naszego dziecka, znanych nam w nazwie, czy nie, nie ma innego sposobu na sprawienie, aby czuło się bezpiecznie i przeszło zmianę życiową w adekwatny dla siebie sposób (a przez to zdobyło nowe umiejętności życiowe!), jak uważność na jego potrzeby i próba zrozumienia go indywidualnie. Sami znamy swoje dzieci i rodziny. Ufajmy sobie i pozwalajmy sobie nie wiedzieć, pytać, prosić o pomoc, czuć emocje. W sumie dokładnie tak jak swoim dzieciom 🙂 

M.F.: Jak wspierać dziecko w budowaniu relacji z innymi przedszkolakami? 

M.B.:  Nie przeszkadzać. 😉 Dodałam tutaj buźkę, bo to zdanie brzmi może banalnie, ale zazwyczaj jest bardzo prawdziwe. Nasze dzieci, to istoty ludzkie, miejmy nadzieję, że jeszcze połączone ze sobą. Jeśli nie będziemy im przeszkadzać to świetnie sobie poradzą. W placówce i po przedszkolu pod naszą opieką mamy jako opiekunowie (rodzice i nauczyciele) tylko i aż stworzyć warunki do bezpiecznej wymiany między dziećmi. 

Co to znaczy bezpiecznej? To, że gdy będziemy np. zagrażać, dzieci będą się bać i mogą zacząć wyładowywać na sobie agresję. Jeśli będziemy bać się innych ludzi, mogą się bać interakcji itp. Dzieci są jak radary na emocje rodziców i opiekunów. Stąd najpierw zadbajmy o siebie. 

Dzieci w młodszym wieku nie potrzebują relacji z rówieśnikami. Są też dzieci, które na prawdę dobrze odnajdują się w pojedynczych relacjach, nie potrzebują wianuszka kolegów. Tak więc zmuszanie 2-latka chodzącego do żłobka czy bardzo introwertycznego 6-latka do budowania relacji, bo wydaje nam się, że byłoby szczęśliwsze, gdyby je miało nie jest dobrym pomysłem. Najpierw trzeba zadać sobie pytanie: Czy to moje dziecko potrzebuje tego, by być w tych relacjach, czy to moja potrzeba? Jeśli mamy jasność, że nie chodzi o nasze poczucie, przekonanie, emocje czy doświadczenia z dzieciństwa w tym lęki, wtedy uważnie przyjrzyjmy się swojemu dziecku.

Może się okazać, że dziecko rzeczywiście potrzebuje naszej pomocy. Nie zdarza się to często, bo w większości dzieciaki świetnie sobie radzą same. Są kompetentnymi członkami bardzo stadnego i relacyjnego gatunku jakim jest człowiek. Tak więc, jeśli tylko im na to pozwolimy, poradzą sobie.

Jeśli widzimy powód do wkroczenia z pomocą, porozmawiajmy z dzieckiem. Weźmy je pod uwagę. Zdecydujmy, co będzie wspierające. Czasem pomaga zabawa w odgrywanie scenek. Zachęcajmy pociechy do wychodzenia z kolegami na plac zabaw. Zapraszajmy kolegów i koleżanki do domu i odwiedzajmy ich (tak wiem, że to dla rodzica jest wysiłkiem i wyzwaniem społecznym, ale dla dzieci to świetne miejsce do zabawy poza placówką, cudowny sposób na poznanie społecznych zasad, pokazanie wzajemnie siebie i swojego świata. To i dla nas ważna szansa na ciekawe przyjaźnie w nowej, rodzicielskiej przestrzeni. Mi osobiście udało się w ten sposób poznać kilka wspaniałych koleżanek w osobach mam. Taka możliwość, to ogromny skarb, bo epidemia samotności wśród rodziców jest porażająca, (chociaż może to temat na inną rozmowę).


M.F.: Jak wspierać dziecko w budowaniu relacji z wychowawczyniami w przedszkolu? 


M.B.: Najchętniej wytłuściłabym tę odpowiedź, bo moim marzeniem jako psychoterapeutki jest, aby każdy człowiek na świecie miał to zdanie wpisane w tkankę swojego serca (albo mózgu!): żadne dziecko nigdy nie jest odpowiedzialne za budowanie relacji z żadnym dorosłym. Niezależnie od tego czy to 2-4-6- czy 10-latek, za budowanie relacji w układzie dorosły-dziecko, odpowiedzialny jest dorosły. I to ma również, a może przede wszystkim zastosowanie w przedszkolu, gdzie przecież mamy do czynienia z dziećmi z bardzo niedojrzałymi układami nerwowymi. 

Tak więc jedyna odpowiedź jaką mogę podać, to że dobrym pomysłem jest wybranie przedszkola czy później szkoły, w której możemy ufać opiekunom. Później wspierajmy dziecko w byciu dzieckiem. Gdy jesteśmy na nie uważni i czuli, budujemy relację z dzieckiem i opiekunami. Jesteśmy jego mądrym sojusznikiem. Ono po prostu będzie mogło być w dobrych relacjach z innym godnym zaufania dorosłym i będzie umiało wejść w relację z kimś, kto godzien zaufania nie jest. 

Mądry sojusznik to nie rodzic udający kolegę-przedszkolaka, a dojrzały rodzic czuły i odpowiedzialny za swoje dziecko teraz i jego rozwój ku przyszłości. Na przykład: Wracamy po dziecko do przedszkola i dowiadujemy się, że nasza córka ugryzła panią. Jeśli dojdzie do takiej sytuacji będąc w stanie psychicznym dziecięcego koleżki moglibyśmy powiedzieć: „ha, no widać zasłużyła”. To nie pomaga nikomu, a już szczególnie nie dziecku. Jako mądrzy sojusznicy dziecka nie przyzwalajmy na gryzienie w ataku złości. Ale mądrze. Tak więc nie uznajmy też, że skoro tak zrobiło, to jest złe i zasługuje na jakieś trudne zachowania z naszej strony (włącznie z wyrzutami, krzykiem, obrazą z naszej strony). Nie zakładajmy, że to jego wina i ono musi przestać i poradzić sobie samodzielnie z nauką wyrażania gniewu w adekwatny sposób. Dążymy do rozpoznania wraz z dzieckiem, ale i może z nauczycielem, co jest problemem. 

Na przykład: kiedy dziecko czuje się przestymulowane zbyt głośną zabawą, wtedy pada dość stanowcza prośba od Pani, aby posprzątał zabawki, jest to dla niego już nie do zniesienia i gryzie, aby się obronić. Przedszkolak ten widocznie nie umie zauważyć, że dla niego jest za głośno i powiedzieć o tym pani. Możemy wtedy porozmawiać z wychowawczynią, opowiedzieć o naszym rozumieniu tej sytuacji i zwrócić uwagę na to aby brać pod uwagę jego wysoką wrażliwość sensoryczną, proponując mu inne zabawki niż najgłośniejsze autko w sali lub w inny sposób wydawać mu polecenia. 

Możemy porozmawiać z dzieckiem, nie prawiąc kazania, a wplatając w rozmowę to, co wymyśliliśmy, np: „Wyobrażam sobie, że byłeś wściekły, kiedy pani głośno poprosiła akurat Ciebie o składanie zabawek, a Ty już byłeś bardzo zmęczony tą głośną zabawką. To musiało być dla Ciebie bardzo trudne, skoro ugryzłeś panią. Może Ciebie tak bolały uszy od tego hałasu i przeciążenia, jak panią zabolało to ugryzienie? Słuchaj, rozmawiałam z Panią, rozumiemy Cię i chcemy Ci pomóc w innym rozwiązywaniu takich sytuacji, aby wszyscy byli zaopiekowani. Na przyszłość będziemy dbać o to, aby nie przemęczać Cię tak mocnymi dźwiękami. Mów nam gdyby było ich za dużo, bo nie siedzimy w Twojej głowie i nie wiemy, jak się czujesz dopóki nam nie powiesz. Wiesz, co możesz zrobić, gdybyś znów poczuł, że rośnie w Tobie złość? Zanim wybuchnie i wprawi w ruch zęby, powiedz o tym, możesz nawet krzyknąć, że chcesz odpocząć, bo jest za dużo dźwięków. Zawsze to lepsze niż gryzienie, bo gryzienie boli, prawda? Wtedy na pewno ktoś dorosły – w przedszkolu Pani, a w domu my Ci pomożemy”.   

Przemyślmy i pogadajmy z nauczycielem, jak razem wesprzeć dziecko w nauce wyrażania swojej złości w inny, bezpieczny sposób. Może pomoże kącik złości, pudełko złości, rysowanie złości? Nauczyciele mają w zanadrzu wiele świetnych pomysłów na takie sytuacje. Warto skorzystać z ich wiedzy lub przejść się do psychologa i zapytać o rady przedstawiając konkretnie sytuację naszych dzieci. Zauważmy, że to bardziej wsparcie dziecka w życiu oraz wsparcie nauczyciela w budowaniu relacji z naszym dzieckiem, które możemy na przykład lepiej znać czy rozumieć, a nie odwrotnie… Relację z dzieckiem buduje dorosły, my jesteśmy tym dorosłym, a w innych relacjach dziecka wspieramy je w radzeniu sobie ze sobą i swoimi emocjami, a nie w budowaniu relacji za dorosłego.

M.F.: Co mówić dziecku, które nie chce chodzić do przedszkola, mimo że wcześniej było na to bardzo otwarte?

M.B.: Wiesz trudno mi odpowiedzieć jednoznacznie. Czasem wystarcza: „Widzę że Ci dzisiaj trudno z tym wyjściem, mogę Cię przytulić, żeby troszkę Cię w tym trudzie ukołysać?”, albo jeszcze: „Słuchaj mieliśmy taką umowę, że w dni od poniedziałku do piątku Ty chodzisz do przedszkola, a ja do pracy i potrzebuję, żebyśmy się tej umowy trzymali. Dziś nie mogę wziąć wolnego, ale widzę że Ci dziś trudno. Może dziś zostawię Ci w kieszonce karteczkę z serduszkiem narysowanym przeze mnie, będzie Ci pomagała i niosła miłość, którą z Tobą zostawiam” itp. 

Czasem chodzi o zmęczenie. Zastanówmy się, czy możemy zrobić sobie i dziecku dzień urlopu, albo skrócić czas zajęć i pobawić się beztrosko razem. Czasem też jest to wskaźnik trudności, jakie przeżywa dziecko. Przytoczę tutaj historię, którą usłyszałam od jednego z kolegów. Dziecko tak właśnie z dnia na dzień nie chciało pójść do przedszkola. Mój znajomy myślał, że jest chore – jak obie pewnie doskonale wiemy czasem taka zmiana wynika z osłabienia, bólu, rozbicia będącego początkiem infekcji. Zostawił więc córkę w domu. Okazało się, że przez cały dzień nie było żadnych objawów czegokolwiek niepokojącego, aż do wieczora. Kiedy córka przypomniała sobie, że następnego dnia idzie do przedszkola, wtedy zaczęła się skarżyć i smucić, nie chciała iść…

Dokąd lecą Twoje skojarzenia? Moje do tych dorosłych, którzy co niedzielę wieczór czują ogromny stres, ból ciała, niemoc, smutek i złość, mając trudne relacje w pracy, a których często spotykam w gabinecie… Nie tylko dzieci tak mają prawda?

Wracając do dziecka, w tym przypadku chodziło o to, że córka kolegi bała się spotkania z innym dzieckiem z grupy, któremu z zazdrości zepsuła ulubioną zabawkę poprzedniego dnia. Sama o tym opowiedziała mając ku temu bezpieczne warunki. Remedium okazała się delikatna, czuła rozmowa w zaufaniu jakim dziecko obdarzyło tego tatę, znając go i wiedząc, że zareaguje wspierająco. Mogli pogadać o zazdrości, złości, wstydzie, lęku, wymyślić razem sposób na wyjście z sytuacji. Odkupili zabawkę i razem poszli do przedszkola, aby córka mogła (nie bez trudu!)  przeprosić za to, co zrobiła  i wrócić do spokojnego, wesołego bycia w relacji z kolegą i swoim chodzeniem do przedszkola. 

To nie byłoby możliwe, gdyby ta rodzina nie dbała o zaufanie między sobą, nie uważała na emocje tego dziecka, gdyby karała zachowanie, zamiast je rozumieć i pomagać w radzeniu sobie w bardziej konstruktywny sposób, gdyby straszyła lub obwiniała dzieci za ich emocje (również te wyrażone w zachowaniu). Jeśli masz taki zasób: bezpieczną relację z dzieckiem, albo gotowość by ją budować, masz niebywały skarb na takie momenty. Jeśli nie, może czas zadbać o to, aby ją odbudować lub zbudować. Pierwszym krokiem jest zobaczenie, jaka jest ta nasza relacja z dziećmi, dlaczego taka jest i jaki my jako rodzice mamy na nią wpływ, skoro to my, jako osoby dorosłe ją budujemy.

M.F.: Dziękuję za wyczerpującą i inspirującą rozmowę.

M.B.: Dziękuję bardzo.

Magadelena Borkowska - psycholożka i psychoterapeytka w nurcie integracyjnym

Magdalena Borkowska

Psycholożka i psychoterapeutka w nurcie integracyjnym. Prowadzi konsultacje oraz psychoterapię indywidualną w gabinecie oraz online. Wspiera osoby w kryzysach, trudnościach emocjonalnych i poszukiwaniu wewnętrznej równowagi. W pracy stawia na empatię, uważność i autentyczny kontakt.

Umów się na spotkanie – razem znajdziemy rozwiązanie, które pomoże Ci odzyskać spokój i siłę.

Potrzebujesz wsparcia? Zajrzyj do gabinetu psychoterapii integracyjnej dla dorosłych.



Przeczytaj też:
Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dzieci w pierwszych dniach szkoły?
Rozpoczęcie roku szkolnego – jak wspierać dzieci w szkole ponadpostawowej?

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły