Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem? - e-dzieciaki.pl

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem? A może to sygnał, że jako rodzice powinniśmy inaczej spojrzeć na relację z naszym maluchem? O tym, jaką rolę odgrywa samodzielna zabawa w rozwoju dziecka, jakie korzyści przynosi całej rodzinie i jak wspierać dziecko w budowaniu niezależności, w rozmowie z Michaelą Fuchs opowiada Justyna Borzucka – promotorka podejścia RIE, autorka szkoleń, ebooków i warsztatów dla rodziców, która od lat inspiruje do budowania relacji opartych na szacunku i zaufaniu.

Spis treści

Spis Treści:

Michaela Fuchs: Wielu rodziców, którzy pracują zdalnie lub prowadzą własny biznes i spędzają dużo czasu w domu, martwi się, gdy dziecko jest chore lub są wakacje, bo w tym czasie dużo energii musi poświęcić na zabawę zamiast na swoje obowiązki. Wiem, że dla wielu mam to trudny i wyczerpujący czas. Na jednej z grup, do której należę, mamy dzieliły się swoimi rozterkami pod koniec czerwca. Byłam zdziwiona, bo ja nigdy nie miałam takiego problemu. Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to rzeczywiście problem? A może to tylko naturalny etap, który z czasem mija?

Justyna Borzucka: To zależy. W pewnym stopniu są to naturalne etapy. Na przykład małe dzieci potrzebują więcej fizycznego kontaktu z opiekunem. Mogą świetnie bawić się samodzielnie w jego obecności i rozwijać tę umiejętność po to, by po jakimś czasie pozwolić rodzicowi odejść od siebie na dłużej. 

To naturalne, że dzieci mają skoki rozwojowe i momenty, w których gorzej się czują, ząbkują czy chorują i wtedy będą bardziej dążyły do wspólnego czasu z rodzicem. To jednak mija, szczególnie gdy samodzielna zabawa jest konsekwentnie wspierana.   

Jeśli dziecko nigdy nie bawi się samodzielnie i ciągle wymaga obecności oraz zaangażowania dorosłych, to jest to niejednokrotnie bardzo duży problem. Niestety generuje to napięcia w domu, prowadzi do przemęczenia rodziców, a w skrajnych wypadkach może przyczyniać się do wypalenia rodzicielskiego. 

M.F.: Jak wyglądała Twoja pierwsza konfrontacja z tematem samodzielnej zabawy jako mamy, a nie specjalistki?

J.B.: Intuicyjnie weszłam w macierzyństwo i temat samodzielnej zabawy zgodnie z podejściem do dzieci RIE, zanim dowiedziałam o istnieniu takiego nurtu. Od początku uważałam, że nawet niemowlęta mogą spędzać jakiś czas same i że jeśli maluszek leży sobie spokojnie i ogląda sufit czy bawi się swoimi rączkami, to nie powinno się mu przeszkadzać, zagadywać czy brać na ręce. To są pierwsze samodzielne zabawy dzieci. 

Miałam w sobie silne przekonanie, że ciągłe noszenie, nieustanne zagadywanie i zabawianie niemowlaka spełnia bardziej potrzeby dorosłych niż dziecka. I nie jest na dłuższą metę dobre dla malucha, który od początku jest przyzwyczajany do tego, że to dorosły animuje mu czas. A potem, kiedy moje najstarsze dziecko miało 7 miesięcy, poznałam podejście do dzieci RIE i znalazłam w nim wytłumaczenie, dlaczego warto od początku dawać przestrzeń dziecku na samodzielne aktywności. Zaczęłam świadomie i z zachwytem przypatrywać się zabawie swoich dzieci. 

M.F.: Czy pamiętasz moment, w którym zauważyłaś, że Twoje dziecko potrafi samo wejść w zabawę? Co wtedy poczułaś?

J.B.: Ten moment przyszedł bardzo szybko, bo jak mówiłam – pierwsze zabawy dziecka to właśnie spokojne leżenie w łóżeczku i oglądanie świata. Lubiłam przypatrywać się wtedy swoim dzieciom z boku. Oczywiście część tego czasu spokoju, kiedy dziecko było zajęte swoją aktywnością, wykorzystywałam na obowiązki domowe lub na naukę, bo młodym rodzicom tego czasu zawsze brakuje. 

Potem przyszedł czas na odkrywanie otoczenia, pierwsze zabawy przedmiotami i zabawkami. Dzieci dużo bawiły się same od początku, mogłam wtedy zająć się swoimi zadaniami. Ale często siadałam też przy maluchach na ziemi w ich bezpiecznej przestrzeni do zabawa i je uważnie obserwowałam, nie wtrącając się w to, co sobie wymyślą i nie angażując się w zabawę. 

Kiedy dziecko mi coś podawało, uśmiechałam się lub krótko komentowałam, starając się nie zaburzać jego koncentracji na zabawie. Na tym m.in. polega wspieranie samodzielnej zabawy u najmłodszych dzieci – na uważnej obserwacji, obecności i braku ingerencji. Te momenty były bardzo miłe i relaksujące.  

M.F.: Co było dla Ciebie największym wyzwaniem jako mamy, kiedy chciałaś wspierać samodzielną zabawę swojego dziecka?

J.B.: Chyba dla każdego rodzica wyzwaniem jest moment, kiedy dziecko nie potrafi sobie z czymś poradzić w zabawie i prosi o pomoc. Jako osoba z natury proaktywna, często automatycznie chciałam pomóc, podać zabawkę, pokazać, gdzie pasuje puzzel czy jak włożyć rączkę lalki do ubranka. Musiałam świadomie powstrzymywać się przed tym i przypominać sobie, że lepiej, gdy dziecko samo znajdzie rozwiązanie. Wymagało to ode mnie sporo praktyki. 

Na szczęście miałam potężne narzędzie z podejścia RIE: tzw. minimalną interwencję i komentowanie. Czyli pomagasz tylko na tyle, na ile to konieczne, by dziecko ruszyło do przodu. Często pomaga sam komentarz opisujący zmagania dziecka. Kiedy dziecko słyszy nasz wspierający głos i komentarz, np.: „Próbujesz dopasować klocek. Ten nie pasował. Teraz przymierzasz kolejny. Obracasz go.”, to często wystarcza, aby ruszyło do przodu. 

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

M.F.: Czy zdarzyło Ci się mieć poczucie winy, że „nie bawisz się wystarczająco dużo” ze swoim dzieckiem? Jak to dziś oceniasz?

J.B.: Oczywiście. Myślę, że to nieuniknione uczucie w dzisiejszym świecie, gdzie jesteśmy nieustannie bombardowani informacjami o tym, jak warto spędzać czas z dzieckiem. Najlepiej kreatywnie i edukacyjnie. Z wszelkich stron płyną podpowiedzi na ciekawe zabawy i aktywności, które koniecznie powinniśmy wcisnąć do naszych pękających w szwach grafików. 

Na mnie miało to czasami wpływ, szczególnie w momentach zmęczenia ulegałam tej zewnętrznej presji. Na szczęście szybko wracałam do równowagi, bo przypominałam sobie, że samodzielna zabawa dziecka jest bardzo ważna i potrzebna, a ja spędzam z dziećmi mnóstwo czasu na innych aktywnościach, budując wtedy relację z nimi. 

M.F.: Dlaczego samodzielna zabawa jest ważna w rozwoju dziecka?

J.B.: O dobrodziejstwach samodzielnej aktywności można by mówić godzinami. Wymienię tylko kilka najważniejszych zalet. Przede wszystkim ta aktywność to dla dziecka takie naturalne laboratorium – uczy je kreatywności, szukania własnych rozwiązań i zaradności. Maluch próbuje, kombinuje, odnosi pouczające porażki i sukcesy. 

Taki rodzaj zabawy wspiera rozwój motoryczny, poznawczy i emocjonalny dziecka w jego indywidualnym tempie, bo dziecko intuicyjnie wybiera aktywności, które są dla niego aktualnie najlepsze, a nie podąża za tym, co akurat wymyśla dorosły. Nie ma sensu na przykład uczyć malucha dodawania, kiedy on ma akurat fazę rozwoju motorycznego i potrzebuje wspinania się i ruchu. Lepiej, by w swobodnej zabawie podążał on za swoim aktualnym okienkiem rozwojowym.

Dziecko, które potrafi bawić się samo, buduje pewność siebie. Każda chwila, w której coś mu się udaje samodzielnie – czy to dosięgnąć zabawki, czy ułożyć klocek, czy dopasować puzzle – to taka cegiełka do budowania wiary w swoje kompetencje. Wzrasta komfort bycia ze sobą: dziecko uczy się, że cisza, nuda i własne towarzystwo są w porządku. Uczy się ufać sobie, że jego pomysł na spędzenie czasu jest ciekawy i nie musi w tym ślepo podążać za dorosłymi czy za rówieśnikami. 

Samodzielna zabawa sprzyja umiejętności samoregulacji. Pewne badanie z Australii pokazało, że dzieci, które w wieku 2-5 lat spędzały dużo czasu na samodzielnej, nieskrepowanej zabawie, miały w wieku 4-5 oraz 6-7 lat lepiej rozwiniętą umiejętność radzenia sobie z emocjami, niż dzieci, które bawiły się mniej same w wieku 2-5 lat. Wynika to z tego, że dziecko w samodzielnej zabawie uczy się, co go uspakaja i sprawia mu radość. Dzieci uzależnione w zabawie od pomysłu dorosłych, nie mają przestrzeni na głębsze poznanie siebie.

M.F.: Jakie błędy najczęściej popełniają rodzice, chcąc „pomóc” dziecku w zabawie?

Myślę, że najczęstszym błędem jest zrzucanie odpowiedzialności za stan rzeczy na dziecko i przyklejenie mu etykietki ‘nigdy nie bawi się samo’. Owszem, są dzieci bardziej i mniej skore do samodzielnej zabawy, ale ogromną rolę w tym, czy maluch rozwinie tę umiejętność, jest otoczenie, w którym wzrastało. Jeśli od maleńkości dziecko było często noszone, zabawiane, animowane, to kiedy ono miało czas na samodzielne aktywności i rozwój tej kompetencji? 

Drugim błędem jest zmuszanie dzieci do samodzielnej zabawy, która przez to kojarzy im się negatywnie. Jeśli dziecko nie było do tej pory przyzwyczajone do samodzielnej zabawy, to hasło „idź się pobawić sam!” nie da absolutnie nic. W podejściu RIE do niczego się nie zmusza, tylko bazuje się na pozytywnym doświadczeniu i na nieustannym przekazywaniu dziecku zaufania, że jest kompetentne i potrafi zająć sobie samo czas. 

J.B.: W jaki sposób podejście RIE patrzy na samodzielną zabawę i jak możemy je zastosować w codziennym życiu?

J.B.: RIE patrzy na samodzielną zabawę jak na naturalny obszar kompetencji dziecka: ono wie, co je teraz ciekawi, a rolą rodzica jest zaufać temu procesu. Bardzo dużo mówi się właśnie o roli zaufania w nauce samodzielności dziecka. Do niczego nie zmuszamy, tylko pomagamy minimalnie, starając się nie ratować dziecka. Dajemy mu przestrzeń i nasze wsparcie po to, by sam uratował siebie. 

M.F.: Jak rodzice mogą wspierać dziecko w rozwijaniu umiejętności samodzielnej zabawy bez wywierania presji?

J.B.: Idealnie, kiedy opiekun od początku pielęgnuje w sobie zaufanie w to, że dziecko może i potrafi bawić się samo, buduje pozytywne doświadczenia samodzielnej zabawy oraz przyjmuje rolę „widza”. Na początku maluchy często potrzebują fizycznej obecności rodzica jako obserwatora w swojej zabawie. Dobrze, gdy rodzic jest obok, ale nie reżyseruje ani nie podsuwa rozwiązań. Nie kieruje i nie animuje, tylko uważnie obserwuje: jak dziecko planuje, próbuje, frustruje się, znajduje rozwiązania. Z czasem, kiedy dziecko rośnie, rodzic coraz częściej i na dłużej może zostawiać go samego. 

Warto zadbać o spokojne, uporządkowane i bezpieczne miejsce do zabawy, w którym dziecko może bawić się swobodnie oraz ma proste zabawki dopasowane do wieku i uruchamiające wyobraźnię. Lepiej ograniczyć grające, elektroniczne gadżety i nie wprowadzać zbyt szybko animacji i bajek na ekranie. 

Rodzice muszą zrozumieć, że wymyślanie każdej minuty dziecku nie jest ich obowiązkiem. To dobre i potrzebne, aby dawać maluchowi przestrzeń na nudę, a nawet na pomarudzenie, że rodzic nie może się akurat pobawić. Trzeba nauczyć się stawiania granic oraz akceptacji emocji dziecka. 

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

M.F.: Czy istnieją sygnały, które mogą świadczyć o tym, że dziecko ma trudności z samodzielną zabawą i warto się temu przyjrzeć głębiej?

J.B.: Jeśli dziecko nie bawi się nigdy samo, często powtarza, że mu się nudzi czy nieustannie oczekuje instrukcji dorosłego, czym się zająć, to najprawdopodobniej nie wierzy w swoją umiejętność samodzielnej zabawy. Są też inne subtelne znaki, takie jak duża wrażliwość na odrzucenie w przedszkolu czy na placu zabaw. Dzieci, które nie potrafią bawić się same, często bardziej złoszczą się lub smucą z powodu tego, że ktoś nie chce się z nimi bawić, bo nie wierzą w to, że same wymyślą sobie ciekawe zajęcie. 

M.F.: Jak wygląda równowaga między wspólną zabawą z rodzicem a zabawą samodzielną?

J.B.: Dla mnie naturalnym stanem rzeczy jest to, że dziecko bawi się więcej samodzielnie lub z innymi dziećmi, niż z dorosłymi. Wynika to z faktu, że najmłodsi potrzebują bardzo dużo czasu zabawy, a my jako dorośli mamy też dorosłe obowiązki, pracę i dom na głowie. Nie dysponujemy tak dużą ilością czasu, by autentycznie oddać się zabawie kilka godzin dziennie. Poza tym, jak wspomniałam powyżej, samodzielna zabawa jest potrzebna w rozwoju dziecka i warto dawać dziecku codziennie przestrzeń na takie swobodne aktywności.  

Oczywiście dziecko bardzo potrzebuje czasu z rodzicem, ale to niekoniecznie musi być zabawa. Innymi słowy: to może być zabawa, ale nie musi, bo nie tylko wtedy buduje się relację. Wspólny posiłek bez ekranów, spacer, rozmowa przed snem, przeczytanie książki czy towarzyszenie dziecku w jego emocjach to także bardzo ważny czas. W podejściu RIE bardzo zachęca się do napełnienie kubeczka uwagi dziecka w trakcie czynności pielęgnacyjnych (karmienie, mycie, ubieranie) po to, by dziecko mogło potem spokojnie odkrywać świat samodzielnie. 

A jeśli rodzic chce dołączyć do zabawy dziecka lub robi to w ramach uważnego czasu 1:1, to warto pamiętać, by zabawa była domeną dziecka. Żeby to ono ją tworzyło i kreowało, rozdawało role. Nie animujmy dziecka, nie ustalajmy zasad. Jeśli dołączamy do dziecka, to bardziej jako obserwator podążający za tym, co reżyser i aktor sobie wymyśli.  

M.F.: Czego samodzielna zabawa uczy rodziców? Co możemy z niej wynieść dla siebie i relacji z dzieckiem?

J.B.: Paradoksalnie rodzice uczą się bardzo wiele, jeśli tylko podążają za wskazówkami podejścia RIE i często obserwują samodzielną zabawę swojego dziecka. Poznają wtedy, czym ono się interesuje, jakie ma zdolności, jak reaguje na niepowodzenia czy sukcesy, jak stara się rozwiązać konflikty z rówieśnikami. A im lepiej znamy swoje dziecko, tym łatwiej będzie nam odpowiedzieć na jego potrzeby, co przekłada się na silniejszą relację.  

Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

M.F.: Przygotowałaś webinar o pracy zdalnej w towarzystwie małego dziecka. Czy rodzice, którzy go zobaczyli, poczuli ulgę i łatwiej się im pracuje?

J.B.: Czasami dostaję sygnały, że już samo obejrzenie webinaru o pracy zdalnej z dzieckiem obok czy o samodzielnej zabawie sprawiło, że rodzic uwierzył, że sytuację można poprawić. I bardzo często już sama zmiana nastawienia potrafi przynieść od razu widoczne efekty, bo rodzic zaczyna autentycznie dawać dziecku takie komunikaty, które wspierają swobodną zabawę i budują w dziecku zaufanie, że ono umie wymyślić sobie zajęcie. 

Praca zdalna z dzieckiem obok wymaga jednak również odpowiedniego zaplanowania, konsekwentnego budowania współpracy z dzieckiem i stawiania granic z szacunkiem. Za pomocą swojego szkolenia chciałam pokazać rodzicom, jak to wszystko spiąć, by taka praca była możliwa i to bez konieczności uciekania się do ekranów. 

M.F.: Gdzie rodzice, którzy chcą pogłębić wiedzę o samodzielnej zabawie i podejściu RIE, znajdą Twoje materiały i wsparcie?

J.B.: Zapraszam na mój blog Co robić, kiedy dziecko oraz do odcinku podcastu o samodzielnej zabawie. Wszystkie szczegółowe wskazówki, jak krok po kroku wspierać samodzielną zabawę, zawarłam w poradniku dla rodziców „Twoje dziecko MOŻE bawić się SAMO”. 

M.F.: Gdybyś miała dać jedną najważniejszą wskazówkę rodzicom, którzy dziś zmagają się z poczuciem, że ich dziecko nie potrafi bawić się samo, co byś im powiedziała?

J.B.: Poradziłabym, żeby przede wszystkim zaczęli od zbudowania zaufania do swojego dziecka, że ono jest kompetentne i potrafi zająć sobie czas. Jak długo bowiem rodzic w to nie uwierzy, to niestety nie będzie potrafił autentycznie wesprzeć dziecka w nauce tej kompetencji. 

M.F.: Dziękuję Ci inspirującą rozmowę i życzę wielu sukcesów w życiu prywatnym i zawodowym.

J.B.: Dziękuję. Zawsze z radością promuję samodzielną zabawę, bo widzę, jak wiele dobra i harmonii wnosi ona do wielu rodzin. 

Justyna Borzucka

Justyna Borzucka
Promotorka rodzicielstwa RIE (wychowanie z szacunkiem i zaufaniem), pasjonatka budowania relacji z dzieckiem, twórczyni bloga corobickiedydziecko.pl, autorka poradników dla rodziców, szkoleń, podcastu, prywatnie mama trójki dzieci. Rodzicom maluchów podpowiada, jak opiekować się dzieckiem, by od początku zadbać o dobrą współpracę i wzajemne zrozumienie oraz silną relację z dzieckiem. A rodzicom przedszkolaków radzi, co robić, kiedy dziecko… nie współpracuje, dużo płacze, jest agresywne, nie potrafi bawić się samo, nadużywa ekranów i wiele innych… – czyli jak reagować w obliczu najróżniejszych wyzwań pojawiających się w życiu każdego rodzica. 

Zajrzyj na:

https://www.facebook.com/corobickiedydziecko

https://www.instagram.com/corobickiedydziecko

https://www.linkedin.com/in/justyna-borzucka-a9069154

https://www.youtube.com/@corobickiedydziecko

FAQ – Czy brak samodzielnej zabawy dziecka to problem?

Kim jest Justyna Borzucka?

Justyna Borzucka to promotorka podejścia RIE (wychowanie oparte na szacunku i zaufaniu), autorka popularnego bloga corobickiedydziecko.pl oraz twórczyni szkoleń, ebooków i podcastów dla rodziców. Jako mama trójki dzieci łączy wiedzę teoretyczną z praktyką, pomagając rodzicom budować silne relacje z dziećmi bez uciekania się do kar, nagród czy nadmiernej kontroli. Specjalizuje się w tematach takich jak współpraca z dzieckiem, radzenie sobie z trudnymi emocjami oraz wspieranie samodzielności od najmłodszych lat.

Czy to problem, że moje dziecko nie bawi się samo?

To zależy. Krótkotrwałe okresy, gdy dziecko potrzebuje więcej uwagi (skoki rozwojowe, ząbkowanie, choroba), są naturalne. Jeśli jednak dziecko nigdy nie bawi się samodzielnie i stale wymaga animowania czasu przez dorosłego, może to prowadzić do napięć w domu i wypalenia rodzicielskiego. Samodzielna zabawa to kompetencja, którą warto wspierać od pierwszych miesięcy życia.

Kiedy zaczynają się pierwsze samodzielne zabawy?

Znacznie wcześniej, niż nam się wydaje. Pierwszą samodzielną zabawą niemowlęcia jest spokojne leżenie i obserwowanie otoczenia (np. sufitu czy własnych rączek). Ważne jest, aby wtedy dziecku nie przeszkadzać, nie zagadywać go i nie brać na ręce bez potrzeby – to momenty budowania pierwszej koncentracji.

Dlaczego samodzielna zabawa jest tak ważna dla rozwoju?

Samodzielna aktywność to „naturalne laboratorium” dziecka. Jej główne zalety to:
Rozwój kreatywności i zaradności: Dziecko samo szuka rozwiązań problemów.
Budowanie pewności siebie: Każdy sukces w zabawie buduje wiarę we własne kompetencje.
Samoregulacja: Dzieci bawiące się samodzielnie lepiej radzą sobie z emocjami, ponieważ uczą się, co je uspokaja i sprawia im radość.
Podążanie za własnym tempem: Dziecko wybiera aktywności, których aktualnie potrzebuje jego mózg (np. ruch zamiast nauki liczenia).

Jakie są najczęstsze błędy rodziców?

Nadmierne animowanie: Ciągłe noszenie, zabawianie i organizowanie czasu od niemowlęctwa sprawia, że dziecko nie ma kiedy rozwinąć umiejętności bycia ze sobą.
Zmuszanie do zabawy: Hasło „idź się pobawić sam!” zazwyczaj nie działa. Samodzielność powinna wynikać z zaufania i pozytywnych doświadczeń, a nie z przymusu.
Wyręczanie: Często podpowiadamy gotowe rozwiązania (np. gdzie pasuje puzzel), zamiast pozwolić dziecku na moment frustracji, który prowadzi do nauki.

Jak wspierać dziecko w budowaniu niezależności?

Przyjmij rolę „widza”: Bądź obecny obok dziecka, ale nie reżyseruj zabawy. Obserwuj z zachwytem, nie wtrącaj się.
Stosuj minimalną interwencję: Pomagaj tylko tyle, ile jest niezbędne. Często wystarczy sam komentarz opisujący zmagania dziecka, np.: „Widzę, że próbujesz dopasować ten klocek”.
Zadbaj o przestrzeń: Stwórz bezpieczne miejsce z prostymi zabawkami, które uruchamiają wyobraźnię (lepiej ograniczyć grające gadżety i ekrany).
Daj przyzwolenie na nudę: Rodzic nie ma obowiązku planować każdej minuty życia dziecka.

Czy brak wspólnej zabawy nie zniszczy naszej relacji?

Wręcz przeciwnie. Relację buduje się nie tylko przez wspólną zabawę, ale przede wszystkim przez uważną pielęgnację (karmienie, mycie, ubieranie) oraz wspólne posiłki, spacery czy rozmowy. Jeśli „napełnimy kubeczek uwagi” dziecka podczas tych czynności, będzie ono miało więcej energii i spokoju do samodzielnego odkrywania świata.

Od czego zacząć zmianę, jeśli moje dziecko zawsze chce się bawić ze mną?

Zacznij od zmiany własnego nastawienia. Najważniejszą wskazówką Justyny Borzuckiej jest zbudowanie w sobie zaufania, że Twoje dziecko jest kompetentne i potrafi zająć sobie czas. Gdy Ty w to uwierzysz, Twoje komunikaty staną się autentyczne i wspierające.

Przeczytaj też:

Siła mam w biznesie. Jak rodzicielstwo kształtuje liderki, przedsiębiorczynie i pracownice?

Kiedy mama pracuje z domu – blaski i cienie freelancingu z dziećmi w tle

Jak połączyć pracę z opieką nad dzieckiem?

Czy można być na macierzyńskim i pracować?

Czy na urlopie macierzyńskim można się szkolić?

Jak łączyć macierzyństwo z pracą na własnych zasadach?

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły