Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Kiedy mama pracuje z domu - blaski i cienie freelancingu z dziećmi w tle - e-dzieciaki.pl

Kiedy mama pracuje z domu – blaski i cienie freelancingu z dziećmi w tle

blaski i cienie freelancingu

Praca, rodzina, codzienne obowiązki… Jak połączyć te wszystkie aspekty życia, gdy ma się 3 dzieci i chce się rozwijać zawodowo? Ewa Kujaszewska w rozmowie z Michaelą Fuchs dzieli się swoimi doświadczeniami, wyzwaniami oraz sposobami na zachowanie równowagi pomiędzy życiem zawodowym a rodzinnym.

Michaela Fuchs: Jak godzisz obowiązki zawodowe z wychowaniem trójki dzieci?

Ewa Kujaszewska: Nie jest łatwo, ale wszystko się udaje, póki jesteśmy zdrowi i wzajemnie się wspieramy. Wtedy mam jasny schemat działania. Starsze w szkole, młodsze w przedszkolu, a ja pracuję. Najszybciej w domu są o czternastej. Popołudnie przeznaczam na sprawy rodzinno-domowe, jeśli muszę coś koniecznie nadrobić, to wtedy kiedy najmłodszy, Franek, idzie spać. Dużym ułatwieniem jest to, że wszystkie zadania wykonuję zdalnie.

M.F.: Czy masz jakieś sprawdzone sposoby na organizację dnia, które pomagają Ci wszystko ogarnąć?

E.K.: Wszystkie najważniejsze, nawet drobne sprawy, zapisuje w kalendarzu rodzinnym. Stąd raczej nie jestem zaskoczona, że na przyszły tydzień potrzebna jest pomarańczowa koszulka czy farby pastelowe. Raczej nie zdarzyło mi się dzięki temu szukać kasztanów o północy 😊 Poza tym dzielimy się obowiązkami z mężem.

M.F.: Jakie wyzwania napotykasz jako pracująca mama i jak sobie z nimi radzisz?

E.K.: Największe wyzwania siedzą w mojej głowie. Za dużo myślę o pracy w czasie, kiedy moja głowa powinna skupić się na innych kwestiach. Nadganianie zleceń wieczorami też nie wychodzi mi na dobre, naprawdę po paru dniach brak snu daje się wszystkim we znaki. Rodzą się zniecierpliwienie i brak sił. Wtedy potrzebuję zweryfikować swój kalendarz zawodowy i wyznaczyć granice. Oczywiście są takie zlecenia, które bardzo chcę zrobić, a w głowie mam kolejne pomysły, ale muszę po takich intensywnych epizodach odetchnąć, wyspać się, gdzieś wyjść. Dla dobra wszystkich 😉

M.F.: Czy możesz podzielić się jakimiś wskazówkami dotyczącymi zarządzania czasem, które sprawdzają się u Ciebie?

E.K.: Przede wszystkim wygospodarować sobie te kilka godzin, ciągiem, na pracę. Wiem, że to nie zawsze jest możliwe. Pamiętam, jak w zeszłym roku dzieciaki miały zdecydowanie bardziej chaotyczny plan zajęć. Ciężko mi było taki blok pracy zapewnić, a to rodziło moją frustrację. Wszystkie zadania rozpisuję sobie w kalendarzu na poszczególne dni i dodaję sobie jakiś zapas. Dzięki temu jeszcze nie zawaliłam żadnego terminu. 

freelancing umożliwia łączenie macierzyństwa z pracą
Archiwum prywatne

M.F.: Jak praca redaktorska wpływa na Twoje życie rodzinne?

E.K.: Pracuje w domu. To dla wszystkich nowość, choć szybko się przyzwyczaili. Dla mnie to duża oszczędność czasu na dojazdach i dzięki temu łatwiej nam zorganizować wyjścia na zajęcia pozalekcyjne. Pracowanie w domu ma swoje wady i nie wykluczam, że będę chciała kiedyś to zmienić. Dzieci czasem nie rozumieją, chociaż wiedzą, że teraz „mama jest w pracy”, i przychodzą do mnie z milionem pytań. Ciężko też im zachować ciszę, a czasem naprawdę tego potrzebuję. Największym wyzwaniem jest oczywiście czas choroby. Starsi (12 i 10 lat) umieją już się czymś dłużej zająć, ale przedszkolak potrzebuje jeszcze koordynacji działań i pilnowania. 

M.F.: Czy Twoje doświadczenia jako mamy ma wpływ na tematykę tekstów, które tworzysz lub redagujesz?

E.K.: Wielką zaletą mojej pracy jest to, że trafiają mi się naprawdę mądre teksty, po które bym pewnie w wolnym czasie nie sięgnęła, nie wiedząc o ich istnieniu. Z drugiej strony czasem pracuje nad książkami dla dzieci, więc mogę od razu „przetestować” pewne treści. Myślę, że w tym przypadku to ja wyciągam więcej korzyści. Doświadczenie mamy przekłada się z kolei bardziej na dobrą organizację pracy. Wiem, że czasem wydarza się coś niespodziewanego i trzeba mieć pewien bufor.

M.F.: Jakie są Twoje największe wyzwania zawodowe i jak godzisz je z rodzinnymi obowiązkami?

E.K.: Czasem zależy mi na konkretnym zleceniu, bo wydaje mi się bardzo ciekawe, ale ze względu na priorytety nie mogę się go podjąć. Jasne, że dzielimy się z mężem obowiązkami, to zupełnie normalne, że trzeba uwzględnić zakupy, pranie (całe góry prania), sprzątanie, wspólne wyjścia, uroczystości rodzinne. To ze względu również na dzieciaki podjęliśmy z mężem decyzję, że teraz jest właśnie dobry czas, żebym odeszła z etatu. Oczywiście, to niejedyny powód, ale bardzo, bardzo ważny. Nie mniej bycie pracującą mamą to nierzadko sztuka odpuszczania, bo nikt jeszcze nie umarł od niewysprzątanej kuchni czy niewyprasowanej koszulki, ale za to bardzo nie lubię gdy coś idzie niezgodnie z moim planem.

M.F.: Czy dzieci inspirują Cię w pracy? Może zdarzyło Ci się stworzyć coś zainspirowane ich pytaniami lub problemami?

E.K.: Jeszcze nie miałam takiej okazji, ale zdarzyło mi się korzystać z ich opinii na temat książki, kiedy wykonywałam recenzję publikacji dla młodszych. Czasem, kiedy projektuje okładkę czy layout, pytam ich o zdanie.

M.F.: Jakie wartości przekazujesz dzieciom jako mama i jako osoba pracująca?

E.K.: Chcę, żeby szukali w swoim życiu miejsca, w którym będą czuć się szczęśliwe i spełnione. Zawsze im powtarzam, że nie muszą skończyć dziesięciu szkół z najwyższymi notami. Najważniejsze, żeby kierowali się dobrym serduchem, uczciwością, choć może się zdarzyć, że świat tego nie doceni. Nie chcę, żeby się tym zrażali. Próbuję też namawiać ich do czegoś, na co mają ochotę, kiedy widzę, że się trochę boją. Nie chcę, żeby strach ich ograniczał w działaniu, bo wiem, jaką mają potem satysfakcję.

M.F.: Co Twoim zdaniem jest najtrudniejsze, a co najpiękniejsze w wychowywaniu trójki dzieci?

E.K.: Najtrudniej jest sprawić, by każde z nich czuło się tak samo docenione i zauważone. Naturalne jest to, że temu najmłodszemu poświęca się najwięcej czasu. Wiem też, i kiedyś to usłyszałam od córki, że poczuła, że traktuję ją zbyt dorośle w porównaniu z braćmi. Rozczula mnie za to, że mimo kłótni i codziennego zniecierpliwienia, różnic wieku, lubią mimo wszystko być razem, opiekują się zwłaszcza Frankiem (4 lata) i nie traktują tego jako kary.

M.F.: Jak radzisz sobie z codziennym stresem? Masz jakieś sprawdzone sposoby na relaks?

E.K.: Z tym chyba mam największym problem. Ciężko jest nie przynosić „pracy” do domu, kiedy ta praca jest w domu. Nie dorosłam jeszcze do tego momentu, by gdzieś samej wyjechać i zmienić na dłuższy czas otoczenie. Wierzę w umiejętności mojego męża, to raczej u mnie kwestia nauczenia się odpuszczania, że nie wszystko muszę kontrolować, i zmiana przekonania, że nie będę złą mamą, jeśli wolnego czasu nie spędzę z nimi.

blaski i cienie freelancingu
Archiwum prywatne

M.F.: Czy jest coś, co zaskoczyło Cię w byciu pracującą mamą?

E.K.: Nie wyobrażam sobie nie pracować, bo lubię to, co robię, choć nie wykluczam, że kiedyś to pójdzie  w innym kierunku. Co mnie zaskoczyło? Nie przychodzi mi nic do głowy poza poziomem zmęczenia 😉

M.F.: Jakie masz marzenia i plany na przyszłość? Czy wiążesz je bardziej z rodziną czy karierą zawodową?

E.K.: Rodzina zawsze była i jest dla mnie priorytetem. Oczywiście, nie chce rezygnować z pracy i chciałabym, żeby otwierały się przede mną nowe możliwości w postaci nowych współprac i projektów i to takich korzystniejszych finansowo, ale kiedy pytasz o marzenia w mojej głowie i w moim sercu przede wszystkim jest szczęście moich najbliższych, ich zdrowie i… parę wspólnych rodzinnych wyjazdów, które sobie zaplanowaliśmy.

M.F.: Co byś doradziła innym mamom, które chcą rozwijać się zawodowo, a jednocześnie być obecne w życiu swoich dzieci?

E.K.: Powiedziałabym, żeby się nie bały, że to jest możliwe, ale warto zadbać najpierw o wsparcie, jeśli to tylko jest możliwe. Nie jesteśmy niezniszczalne, a wyrzuty sumienia z powodu zbyt krótkiego czasu spędzanego z dziećmi potrafią naprawdę nieźle dokuczyć. I na odwrót, napięte terminy, stres związany z pracą, może sprawić, że nasz czas spędzony z dziećmi będzie jakościowo słaby, bo nasze myśli będę krążyły wokół zupełnie innych tematów.

M.F.: Jakie są Twoje ulubione momenty spędzone z dziećmi?

E.K.: Uwielbiam wieczorne czytanie, to są takie chwile, które możemy sobie podarować na co dzień. Drugie to te, kiedy mogę patrzeć na nich i towarzyszyć im w czymś, kiedy widzę, że czegoś nowego się uczą, zdobywają jakąś umiejętność, na której im szczególnie zależało. Pamiętam, kiedy uczyły się jeździć na nartach (zwłaszcza że ja jako dzieciak nie miałam takiej możliwości) i ten ich „banan na twarzy”, gdy tylko przychodziły po następny karnet. Nie mogłam się na nich napatrzeć.

M.F.: Czy jest coś, czego nauczyłaś się o sobie jako mama trójki dzieci?

E.K.: Nauczyłam się, że to wcale nie jest mi łatwo mówić o swoich uczuciach, że trudno przyznać się przed samą sobą, że czasem mam dosyć, ale chyba najważniejsze – że nie wyobrażam sobie siebie w innym miejscu.

M.F.: Jakie momenty z życia codziennego uważasz za najbardziej wartościowe?

E.K.: Ciężko takie jednoznacznie wymienić. Rano króluje pośpiech, poganianie, potem każdy wraca o innej porze. Uwielbiam, kiedy mój przedszkolak biegnie do mnie z sali korytarzem i zawsze rzuca mi się na szyję, jakbyśmy nie widzieli się co najmniej kilka dni. Ale chyba takie najbardziej szczególne są wieczory, z młodszym wspólnie zasypiam. Jasne że jestem zmęczona, czasem zniecierpliwiona, ale napawam się tę chwilą, bo wiem, że czas szybko mija. 

Patrzę często na moją 12-latkę i wciąż widzę ją taką maleńką w szpitalu… Idę potem do starszych, oni mają zupełnie inne problemy, ale wciąż lubią się przytulać i rozmawiać. I nie chodzi o to, że zawsze są to jakieś wzniosłe tematy. Codzienność. Wieczorem często  „wychodzą” wszystkie troski i opowieści czy przemyślenia z całego dnia. Cieszę się, że chcą się nimi dzielić, że przychodzą z tym do nas, do swoich rodziców. Nie pamiętam, żeby była taka otwarta w stosunku do mojej mamy, więc cieszę się tym bardziej że nam się udało.

M.F.: Jak wspierasz swoje dzieci w rozwoju, zarówno w zakresie emocjonalnym, jak i edukacyjnym?

E.K.: Obie ścieżki wsparcia są trudne i wymagające. Jeśli chodzi o edukację, staram się trzymać rękę na pulsie, pilnować wspólnie z nimi ich obowiązków, jeszcze na razie przypominać, ale przede wszystkim uczyć zarządzania swoim czasem, żeby wiedzieli np. że nie można się przygotować do dużego sprawdzianu w pół godziny. Czasem jest ich ciężko zmotywować, bo nasze szkoły uczą rzeczy niekoniecznie przydatnych. Muszę nieco bardziej skupić się na synu, który wykazuje hiperaktywność i ewidentnie zmierza ku dysleksji, stąd więcej ćwiczymy pisanie, utrzymywanie koncentracji, a wcale nie jest to łatwe, gdy tyle się dzieje w domu, a życie jego kolegów kręci się wokół nowych technologii. 

Emocjonalnie – pewnie popełniłam już mnóstwo błędów, ale myślę, że dobrze wiedzą, że mogą ze mną porozmawiać, opowiedzieć mi o wszystkim, co nie oznacza, że wszystkie sprawy za nich załatwię. Każde z nich jest inne, o ile przedszkolaka wystarczy przytulić, by za chwilę poczuł się lepiej, starszym trzeba poświęcić więcej czasu, ich emocje są na inny poziomie. Ula przychodzi do mnie chyba ze wszystkim, jest niezrównana w nazywaniu swoich uczuć (nie wiem, jak to robi), na wyznania Przemka czasem trzeba poczekać dwa tygodnie, dowiaduję się czasem czegoś po fakcie, łatwo jest wówczas coś przegapić, choć na szczęście widać po nim, kiedy chodzi struty. 

M.F.: Czy masz jakieś motto lub myśl przewodnią, która Cię prowadzi w macierzyństwie i pracy?

E.K.: Nigdy nie miałam głowy do tzw. złotych myśli, kluczowych fraz, ale zarówno im, jak i sobie powtarzam, że przede wszystkim trzeba być uczciwym i robić wszystko z sercem, tak jak się umie najlepiej. Nie oszukiwać i nie kłamać, nie bać się stanąć po stronie prawdy. Być dla drugiego człowieka człowiekiem.

BIO

Jestem żoną i mamą na pełen etat, a dokładnie na co najmniej trzy (Ula, Przemek i Franek). Od 2023 roku prowadzę swoją minidziałalność i zajmuję się redakcją, korektą i składem książek, wcześniej pracowałam w wydawnictwie i w szkole. Ukończyłam UG i z wykształcenia jestem nauczycielem języka polskiego i edytorem. Na domowym pokładzie dreptają jeszcze największy żarłok, czyli pies, oraz żółw. Jestem miłośniczką kryminałów, dla których zarywam noce, i szydełkowania. Marzę o zobaczeniu fiordów i spacerowaniu po włoskich miasteczkach. 

Przeczytaj też: Misja niemożliwa czy najlepsza decyzja życia? – Historia ojca, który zaryzykował

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły