Kiedy jeszcze nie byłem mężem ani ojcem, układałem sobie w głowie różne scenariusze przyszłego życia rodzinnego. Pragnąłem, aby nie wyglądało ono tak, jak w przypadku wielu rodzin, które obserwowałem i które — w mojej ocenie, ocenie obserwatora, funkcjonowały w sposób częściowo dysfunkcyjny. Niby znajdowali czas na wspólne wakacje czy cotygodniowe wyjście do restauracji, a jednak można było odnieść wrażenie, że nawet wtedy nie tworzyli prawdziwej jedności. Każdy był obok, zajęty swoimi sprawami.
Na szczęście sporo czasu spędzałem również w domu przyjaciół, który postanowiłem potraktować jako swój wzorzec na przyszłość. Wielokrotnie obserwowałem tam piękny dialog dorosłych z dziećmi i przekonywałem się, że aby się zrozumieć, trzeba rozmawiać. Kiedyś zapytałem wprost, co zrobić, by życie rodzinne nie przeciekało między palcami. Jak znaleźć czas na spokojną rozmowę z żoną, z dziećmi? Usłyszałem wtedy, a było to ponad dwadzieścia lat temu, że w ich rodzinie kluczem jest wieczorne dzielenie się tym, co w ciągu dnia było najlepsze, a co najtrudniejsze.
Wydawało mi się to wtedy aż nazbyt oczywiste i proste. Dziś, po ponad dwóch dekadach, wiem, że wdrożenie takiej praktyki rzeczywiście pomaga utrzymywać bliskość w naszej rodzinie. Mam też nadzieję, że kiedy nadejdzie czas dorastania, nasze dzieci wciąż pozostaną blisko nas.
Badania nad rodziną potwierdzają, że to właśnie codzienne, powtarzalne praktyki budują prawdziwy kapitał emocjonalny i społeczny dziecka. Urszula Lewartowicz zauważa, że wspólnotowość i potrzeba „bycia razem” stanowią podstawowy zasób relacji społecznych. W swoim artykule przywołuje słowa jednego z badanych, który wprost stwierdza: „ludzie potrzebują gadać, spotykać się i jeść”(1). Nie są to słowa filozofa, choć właśnie tak mogą brzmieć. Wspólne rozmowy i rytuały dnia codziennego można traktować jako formę swego rodzaju animacji społecznej w obrębie rodziny, ponieważ pozwalają nie tylko na wymianę doświadczeń, lecz przede wszystkim na budowanie poczucia wspólnoty i zakorzenienia. Ten rzeczownik ma moim zdaniem kolosalne znaczenie we współczesnym, zagonionym świecie.
Znaczenie codziennych rytuałów podkreśla także pedagogika wczesnoszkolna. W podejściu Reggio Emilia dzieci, rodzice i nauczyciele współtworzą przestrzeń edukacyjną opartą na dialogu i wzajemnym słuchaniu. Jak pisze Alessandra Maj, istotą tej koncepcji jest to, że komunikacja nie jest dodatkiem, lecz fundamentem relacji wszyscy uczestnicy „włączają się w wymianę pomysłów, mając poczucie wspólnego celu i uznając komunikowanie za wartość”(2). W rodzinie, codzienny dialog powinien tworzyć klimat współodpowiedzialności i zaufania.
Do podobnych wniosków dochodzi Charles Duhigg, autor książki Siła nawyku. Zauważa on, że to nawyki w ogromnym stopniu kształtują nasze życie, ale to my wybieramy, jakie nawyki wprowadzamy i pielęgnujemy. Nie działają one na nas w sposób automatyczny, lecz to nasze wybory sprawiają, że przybieramy określoną formę(3). W kontekście rodziny oznacza to, że bliskość i więź nie są dziełem przypadku, ale rezultatem świadomie budowanych rytuałów dnia codziennego.
Budowanie trwałych więzi rodzinnych nie polega na wielkich gestach, na okolicznościowych podarunkach, ale przede wszystkim na codziennych, powtarzalnych praktykach, które nadają rytm wspólnemu życiu. To właśnie w nich dziecko doświadcza bliskości, poczucia bezpieczeństwa i akceptacji. W literaturze pedagogicznej i psychologicznej podkreśla się, że to małe rytuały, takie jak rozmowa, wspólny posiłek, zabawa czy czytanie stają się fundamentem więzi emocjonalnych, a także źródłem rozwoju społecznego i poznawczego(4).
Dlatego tak ważne jest, aby rodzice świadomie pielęgnowali codzienne nawyki wzmacniające relacje. Ich wartość potwierdzają zarówno badania, jak i doświadczenia rodzin, które od lat stosują proste praktyki budujące bliskość.
Na podstawie własnych doświadczeń, a także literatury naukowej chiałbym przedstawić pięć nawyków, które możecie wprowadzić w waszych rodzinach, aby wzmocnić więź ze swoimi dziećmi.
1. Poranne i wieczorne rozmowy
Każdy poranek i wieczór są moim zdaniem bardzo ważnym momentem w życiu każdej rodziny. Dlaczego? Kiedy siadamy rano do wspólnego śniadania, czasami zbyt szybkiego, ale zawsze wspólnego, dostrzegam na twarzach dzieci jak układa się światło poranka. Widać, że ktoś jest niewyspany, komuś nie smakuje kanapka, ktoś miał może zły sen. To dosłownie 20 minut, w trakcie których można spróbować zbudować narrację na cały dzień. Kiedy spotkamy się za kilka godzin zobaczę te same twarze, ale już z naleciałościami społecznego znoju. Wieczorem z kolei można dostrzec, bruzdy dnia. Ja tak to nazywam. Ktoś jest rozgadany i pełen optymizmu, ktoś jest już zmęczony i chce iść spać. W rodzinie wielodzietnej nie ma miejsca na nudę, ale jest na rozmowę, na przestrzeń. Krótka rozmowa rano i wieczorem to nie banał, lecz moim zdaniem świadomy i potrzebny nawyk budowania relacji. Takie codzienne rytuały komunikacyjne mają ogromne znaczenie dla kształtowania więzi, ponieważ dają dziecku poczucie przewidywalności i bezpieczeństwa. Jak podkreśla Anna Mitręga, stałe i jasne granice w wychowaniu także te dotyczące obecności i komunikacji tworzą dziecku „bezpieczną bazę”, z której może poznawać świat i uczyć się samodzielności.(5) Poranne słowo wsparcia czy wieczorne podsumowanie dnia są właśnie takimi granicami: pokazują, że dorosły jest dostępny i zainteresowany.
Badania nad aktywnym rodzicielstwem pokazują, że to właśnie codzienna, powtarzalna obecność rodziców ma największy wpływ na dobrostan dziecka. Ron Oostdam i Edith Hooge dowodzą, że rozmowy w domu , dotyczące chociażby szkolnych doświadczeń czy relacji z rówieśnikami, nie tylko wzmacniają więź, ale także stymulują rozwój intelektualny i językowy dziecka.(5) To krótkie momenty kontaktu, w których rodzic wysyła jasny sygnał, że sprawy dziecka są dla niego ważne. I nie chodzi wyłącznie o reagowanie na potencjalne problemy, które bywają już wołaniem o pomoc, ale o codzienny, uważny wgląd w całokształt życia dziecka.
Z naszego doświadczenia mogę powiedzieć, że czasami wystarczą zaledwie dwie–trzy minuty rozmowy, które dobrze wykorzystane przynoszą lepszy efekt niż wielogodzinne tłumaczenia. Traktuję takie chwile jak inwestycję w przyszłość, ponieważ wierzę, że jej owoce, będziemy mogli obserwować szczególnie w okresie dorastania, gdy, jak wszyscy wiemy, więź rodzinna zostaje wystawiona na próbę.
2. Wspólna zabawa
Być może dla wielu z was zabrzmi to troszkę jak oczywistość, ale muszę się przyznać, że odkrycie wspólnej zabawy było dla nas olbrzymim krokiem naprzód w naszych relacjach rodzinnych. Mam wrażenie, że zabawa z dziećmi nie jest mimo wszystko czynnością, w którą rodzice chętnie się włączają, a tym bardziej angażują. Na pewno składa się na to wiele czynników, wśród których oczywiście jest zmęczenie po pracy, ogrom obowiązków dodatkowych i te wszystkie „musy” – muszę posprzątać, muszę ugotować, muszę powiesić pranie itd. Często w takich sytuacjach pojawia się w domu dużo zabawek, które mają rekompensować brak czasu dla dzieci, często także słyszę od rodziców, że dzieci zabawkami się nie bawią. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego? Moja odpowiedź brzmi, że dzieci nie chcą się bawić „z zabawkami”, one marzą, żeby bawić się z rodzicami. Naprawdę wszystkie wymienione wyżej „musy” możecie nieco rozciągnąć w czasie. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że dzieci chętnie zjedzą „zwykłe” kanapki na kolację, jeśli się z nimi wcześniej dobrze wybawicie.
Oczywiście zabawa to nie tylko sposób na spędzanie wolnego czasu, ale przede wszystkim przestrzeń, w której dziecko uczy się relacji, zasad i współpracy. Badania nad aktywnym rodzicielstwem pokazują, że angażowanie rodziców w aktywności edukacyjne z dziećmi w domu (zadania, czytanie, rozmowy) komunikuje im oczekiwania wobec osiągnięć. Można zatem powiedzieć, że wspólna zabawa, czy to w formie klocków LEGO, gry w piłkę, czy wspólnego gotowania, staje się edukacyjną inwestycją w relację i rozwój kompetencji dziecka.
Zabawa ma również wymiar wychowawczy. Jak zauważa wspomniana już Anna Mitręga, kompetencje rodzicielskie polegają między innymi na łączeniu bliskości z wyznaczaniem granic, a zabawa jest naturalnym polem do ćwiczenia tej równowagi. Gra w planszówki, układanie puzzli, sport czy wspólne budowanie z klocków pozwalają dziecku doświadczać zarówno swobody, jak i konieczności przestrzegania reguł.
Co ważne, zabawa nie traci znaczenia wraz z dorastaniem. Agata Komendant, analizując zjawisko przemocy rówieśniczej, podkreśla, że relacje młodych ludzi kształtują się w interakcjach, w których istotną rolę odgrywa status i akceptacja grupy(7), a przecież pierwszą grupą dla dziecka jest właśnie rodzina. Wspólna aktywność z rodzicem daje dziecku, a kiedyś także nastolatkowi, poczucie, że ma bezpieczną przestrzeń, w której jest akceptowany i traktowany poważnie.
Pamiętajcie, że zabawa to także, a może przede wszystkim, język miłości. To wyjątkowe chwile, w których rodzic przestaje być kontrolerem, a staje się partnerem. W takim doświadczeniu dziecko otrzymuje ważny komunikat: jesteś dla mnie ważny nie dlatego, że masz osiągnięcia, ale dlatego, że chcę z tobą być, chcę się z tobą bawić. Moim zdaniem taki przekaz kształtuje w dzieciach poczucie własnej wartości i wzmacnia rodzinne więzi, które podobnie jak rozmowa będą procentować, szczególnie w okresie dorastania (na to liczę).
Jako tata w rodzinie wielodzietnej muszę się jeszcze do czegoś przyznać, co może dla wielu rodziców patrzących z pewnym pożałowaniem, jak „pchamy wózki” i ledwo mieścimy się w samochodzie, może się wydawać nie aż tak oczywiste. W większej jednostce społecznej jest znacznie łatwiej o budowanie relacji. Dzieci nauczone zabawy bardzo dobrze organizują swój czas samodzielnie. Piszę ten artykuł trzeci dzień, poświęcając mu ok. 1,5 godziny, a w tym czasie moje dzieci doskonale się bawią, żona w tym czasie odpoczywa lub rysuje, tylko sporadycznie „ekipa” potrzebuje wsparcia, bo przecież sytuacje konfliktowe także się zdarzają.
3. Odkładanie telefonu po pracy
Mam nieodparte wrażenie, że ten fragment może się wam szczególnie nie podobać. Chciałbym bowiem zwrócić waszą uwagę na zachowanie, które w mojej ocenie jest bardzo popularne – za bardzo. Wiąże się ono z potrzebą bycia w ciągłym kontakcie, wróć. Wcale nie w kontakcie, a właśnie w pozostawaniu bez kontaktu z tymi, którzy są dla nas najważniejsi, z rodziną. Telefon komórkowy, a precyzując smartfon, to prawdopodobnie największy pasożyt w naszych rodzinach i życiu społecznym w ogóle. Oczywiście jako narzędzie jest bardzo przydatny, pozwala przecież znacząco uprościć wiele procesów. Nie trzeba na przykład szukać szlaków w górach, najlepszych restauracji, ba, nawet dobrą żonę czy męża można znaleźć, posiadając odpowiednią aplikację. Wspaniałe, prawda? I na to wszystko, co wyprawiamy, patrzą nasze dzieci. Zdarzyło mi się nawet wielokrotnie zwracać uwagę rodzicom, że zbyt wcześnie narażają dzieci na ekspozycję światła niebieskiego i wiecie, co zdarzało mi się słyszeć? Bez telefonu nie zje obiadu, gdyby nie telefon, to byśmy nie porozmawiali… To naprawdę nie jest problem, że w towarzystwie dziecko zachowuje się jak dziecko! Nie potworyzujmy naszej krwi!
Wiem, że w wielu domach przewija się podobny scenariusz: wspólny posiłek, rodzina zgromadzona przy stole, a w trakcie nakładania zupy pojawia się pokusa sprawdzenia wyniku meczu, sytuacji na froncie wschodnim, wiadomości. Chwila szybko potrafi się zmienić w kilkanaście minut całkowitej nieobecności. Dzieci w tym czasie mogą się wycofać, o ile mają jeszcze na to siłę, lub próbować zwrócić na siebie uwagę. Młodsze może zaczną stukać łyżką w stół, starsze zapytają być może „co robisz mamo, co robisz tato” lub zwyczajnie podejdą, żeby współuczestniczyć w gapieniu się. To, co w naszej ocenie miało być jedynie krótkim przerywnikiem, staje się barierą w budowaniu więzi.
Rodzice mają niestety ogromne trudności w stawianiu stałych granic, zarówno dzieciom, jak i sobie samym. Anna Mitręga zauważa, że kompetencje wychowawcze polegają nie tylko na dawaniu bliskości, lecz także na umiejętności odmawiania, panowania nad impulsami i modelowania zachowań.
Charles Duhigg w Sile nawyku wyjaśnia, że nawyki funkcjonują w tzw. „pętli nawyku”, składającej się z bodźca, rutyny i nagrody. Spoglądanie w telefon przy stole to właśnie taka automatyczna pętla, gdzie bodźcem jest dźwięk powiadomienia lub sama obecność urządzenia, rutyną staje się sięgnięcie po telefon, a nagrodą szybka dawka informacji. Na szczęście dobra wiadomość jest taka, że każdą pętlę można zmienić, o ile świadomie wypracujemy nową rutynę. Dobrą praktyką może być na przykład odkładanie telefonu do innego pomieszczenia w czasie posiłku, nagrodą staje się w tym przypadku realna obecność i bliskość z rodziną. Podobnie rzecz się ma z korzystaniem z telefonu jako budzika. Polecam zakup urządzenia, które naprawdę jest budzikiem. Pomyślcie tylko, że w sypialni jesteście przez całą noc podsłuchiwani przez algorytmy. Warto także wyłączać na noc Wi-Fi, ale to już zupełnie inna para kaloszy.
Przy tej okazji chciałem jeszcze poruszyć pewną perspektywę społeczną związaną z korzystaniem ze smartfonów. Urszula Lewartowicz zwraca uwagę, że jednym z podstawowych zasobów wspólnoty jest wspólnotowość, rozumiana jako potrzeba bycia razem. Telefon czy komputer w ręku rodzica w czasie, który miał być czasem rodziny, rozbija tę wspólnotowość. Bycie razem nie sprowadza się bowiem do fizycznej obecności w jednym pomieszczeniu, ale do realnego uczestnictwa w rozmowie i we wspólnym doświadczeniu. Rozejrzyjcie się po salach zabaw, po placach zabaw… Ja jestem gadułą i dość łatwo nawiązuję z ludźmi kontakty, ale od kilku lat obserwuję, że przestaję mieć kogo zaczepiać, ponieważ jakoś podświadomie nie chcę przeszkadzać… w korzystaniu z życia. Czasami odnoszę wrażenie, że bez większego trudu byłbym w stanie wyjść z placu zabaw z czyimś dzieckiem, niezauważony przez rodzica lub opiekuna. Wiem od znajomych z UK, że tam takie sytuacje się zdarzają.
Na zakończenie dodam jeszcze, że w mojej ocenie jest niedopuszczalne, żeby wychowawcy szkolni i przedszkolni korzystali z telefonów w trakcie zajęć. Zapytajcie na zebraniu, czy takie rzeczy mają miejsce, na pewno usłyszycie, że czasami trzeba dzieciom coś „pokazać lub włączyć”… Bez komentarza.
Spróbujcie zatem, jeśli jeszcze tego nie robicie, potraktować odkładanie telefonu po pracy jako świadomy rytuał rodzinny. Pomyślcie, że takie zachowanie to nie tylko rezygnacja z bodźców zewnętrznych, ale przede wszystkim symboliczny gest, którym dajecie swojej rodzinie sygnał, że to ona jest dla was ważniejsza niż wszystko, co dzieje się w sieci. Niby to tylko niewielka zmiana, ale uczy ona dzieci, że bliskość wymaga obecności i uważności. I że wartość ma to, co dzieje się tu i teraz, w realnym uczestnictwie.
4. Zadawanie pytań
Wydawać by się mogło, że pytania są jednym z najprostszych nawyków rodzicielskich. W zasadzie zadajemy je naszym dzieciom nieustannie od najmłodszych lat: czy smakuje, gdzie cię boli, jak się czujesz i wiele innych. Natomiast w zadawaniu pytań kryje się także pewna pułapka, w którą mogą wpaść obydwie strony. Proszę się teraz postawić w odwrotnej sytuacji, kiedy to na przykład pracodawca zaczyna zadawać podobne pytania – jak się wtedy czujemy? Jak na przesłuchaniu, prawda? Dziecko intuicyjnie odbierze taką sytuację w dokładnie ten sam sposób, co może doprowadzić do tego, że zamiast się przed nami otworzyć, zacznie się zamykać w sobie. Kluczem do zadawania dziecku pytań jest stworzenie poczucia intencji – dziecko natychmiast wyczuwa, czy nasze pytania wynikają z autentycznej ciekawości i troski, czy może z potrzeby kontroli.
Niezwykle istotne w tym miejscu wydaje mi się podkreślenie tego, na co zwraca także uwagę Reggio Emilia, a mianowicie że podstawą wychowania i relacji w ogóle, zarówno między rodzicami a dziećmi, jak i w społeczeństwie, jest dialog. Przy czym w tym dialogu nie chodzi wyłącznie o to, żeby wysłuchać drugiej strony i zareagować w mniej lub bardziej impulsywny sposób, co niestety często się zdarza. W tym dialogu istotę stanowi prawdziwa komunikacja, ponieważ to ona wpływa na formowanie się relacji i na poszukiwanie wspólnego celu. Dotyczy to także nauczycieli, z którymi nasze dzieci spędzają przecież wiele godzin w ciągu dnia. Pytanie zadane dziecku z nieudawaną ciekawością i szacunkiem staje się zaproszeniem do współuczestnictwa w rozmowie, a nie klasycznym odpytywaniem. Codzienne dobre pytania, nie tylko o oceny, ale także o relacje i emocje, uczą dziecko, że jego świat jest ważny i wart wysłuchania.
Oczywiście umiejętne zadawanie pytań jest także dobrą praktyką wspierającą budowanie zaufania. Jeśli nasze dziecko od najmłodszych lat czuje, że rodzic szczerze interesuje się jego światem i reaguje bez oceny, w okresie dorastania łatwiej przyjdzie mu mówić o sprawach trudnych. W przeciwnym razie należy się spodziewać, że pytania będą traktowane jak inwigilacja, a szczere odpowiedzi zastąpi milczenie.
Moim zdaniem warto więc ćwiczyć w sobie postawę ciągłej ciekawości wobec dziecka. W ten sposób wykształcimy nie tylko pewien nawyk, ale także świadome działanie, podobnie jak odkładanie telefonu czy wspólna zabawa. Jeśli odniesiemy się do tego, co w swojej książce zawarł Charles Duhigg, a więc do tezy, że nawyki powstają w pętli: bodziec, rutyna i nagroda, nasza interpretacja będzie wyglądała następująco: bodźcem (do zadawania pytań) może być codzienny moment powrotu dziecka ze szkoły, przedszkola czy podwórka, rutyną – zadanie mu pytania, a nagrodą więź i wiedza, że świat dziecka staje się naszym wspólnym doświadczeniem.
Pamiętajcie, drodzy rodzice, że pytania są jak mosty, a wy jesteście inżynierami. To od was zależy, czy konstrukcja się utrzyma, czy może załamie pod ciężarem. To mosty, które mogą łączyć lub dzielić dwa brzegi. Jeśli jako rodzice zbudujecie w sobie nawyk zadawania pytań z ciekawością i szacunkiem, dziecko poczuje się kochane i zauważone, a więź, która w ten sposób powstanie, stanie się fundamentem szczerości w dorastaniu.
5. Wspólne czytanie
Jednym z moich najpiękniejszych wspomnień z okresu, kiedy dzieci były jeszcze małe, są wieczory spędzane na wspólnym czytaniu. Pamiętam, że zdarzało mi się nawet przekręcać słowa, ponieważ w słabym świetle nocnej lampki druk rozjeżdżał się pod wpływem zmęczenia. Kiedy jednak widziałem ich żywe reakcje na każde przeczytane słowo, kiedy zdarzały się salwy śmiechu albo kazały mi pomijać jakieś fragmenty, bo były zbyt smutne, miałem poczucie, że nic ważniejszego tego dnia chyba nie zrobiłem, że przez każde wybrzmiałe z moich ust słowo przemawia istota rodzicielstwa.
Czytanie nie jest moim zdaniem jedynie rozrywką czy przygotowaniem do samodzielnej aktywności w tym obszarze. Dla mnie lektura jest przestrzenią spotkania, w której dziecko doświadcza bliskości i uwagi rodzica. Zresztą sam czytam książki z pewnym zacięciem hermeneutycznym, co zasadniczo zmienia optykę i odbiór tekstu. Badania nad aktywnym rodzicielstwem wskazują, że zaangażowanie rodziców w takie codzienne praktyki edukacyjne jak czytanie czy rozmowa znacząco wpływa na motywację i osiągnięcia szkolne dziecka, co zresztą mogę potwierdzić. Równie ważne, o ile nie ważniejsze, są jednak korzyści emocjonalne. Wspólne czytanie tworzy klimat bezpieczeństwa, wzmacnia więź i uczy dialogu.
Tak naprawdę jest to spuścizna po naszych niepiśmiennych przodkach, którzy tworzyli wspólnotę poprzez ustne przekazywanie historii określających tożsamość i przywiązanie. Wspólne czytanie, nawet przez kilkanaście minut dziennie, jest właśnie takim rytuałem – okazją do doświadczenia wspólnoty, w której każdy ma swoje miejsce i głos. Nie uciszajcie dzieci, kiedy wam przerywają w trakcie czytania, bo to są te momenty, w których rodzi się prawdziwa więź i zrozumienie.
Moim zdaniem wspólne czytanie jest jednym z najprostszych, a zarazem najpiękniejszych nawyków, jakie rodzic może wypracować z dzieckiem. Książka staje się wtedy nie tylko źródłem wiedzy, ale i pretekstem do bycia blisko, a ta bliskość procentuje przez całe życie.
Mam nadzieję, że opisane powyżej nawyki, które warto wdrażać i rozwijać w każdej rodzinie, staną się dla was źródłem refleksji oraz inspiracją do poszukiwania własnych rytuałów. Oczywiście każda rodzina jest inna, a więź buduje się z różnych, drobnych cegiełek codzienności: wspólnych posiłków, rozmów, zabawy, a nawet wspólnie przeżywanej ciszy. Najważniejsze jest jednak to, by te nawyki były świadome i powtarzalne, ponieważ stanowią swoisty, unikalny dla każdej rodziny kapitał emocjonalny oraz fundament bezpieczeństwa dziecka i jego rodziców.
Warto więc zastanowić się, które praktyki w waszych domach wzmacniają bliskość, a które mogą ją osłabiać. A może macie swoje własne nawyki, które pomagają budować waszą relację z dzieckiem? Podzielcie się nimi w komentarzach – mogą stać się inspiracją dla innych.
Na zakończenie chciałbym zaproponować wam pytanie, które możecie skierować do swojego dziecka. Moim zdaniem może być ono świetnym punktem wyjścia do dalszej, szczerej rozmowy:
„Czy uważasz, że spędzam za dużo czasu z telefonem? Dlaczego tak lub dlaczego nie?”
Bibliografia:
Opracowując artykuł korzystałem z następujących źródeł:
- U. Lewartowicz, Możliwości i ograniczenia działalności animacyjnej w gminnych ośrodkach kultury, „Dyskursy Młodych Andragogów” 21/2020, s. 319.
- Cyt. za: A. Maj, Podejście Reggio Emilia jako doświadczenie partycypacji rodziców, Wrocław 2014, s. 113 ; P. Cagliari, A. Barozzi, C. Guidici, Ku edukacyjnemu przedsięwzięciu opartemu na partycypacji – przemyślenia, teorie i doświadczenia, [w:] Demokracja i edukacja: dylematy, diagnozy, doświadczenia, red. K. Gawlicz, P. Rudnicki, M. Starnawski, T. Tokarz, Wrocław 2014, s. 221.
- Ch. Duhigg, Siła nawyku. Dlaczego robimy to, co robimy, i jak można to zmienić w życiu i biznesie, tłum. A. Paszkowska, Warszawa 2013, s. 18–20.
- Np. R. Oostdam, E. Hooge, Making the difference with active parenting: forming educational partnerships between parents and schools, „European Journal of Psychology of Education” 28(2013), s. 338.
- A. Mitręga, Stawianie stałych granic zachowania – obszar (nie)kompetencji rodziców, Uniwersytet Wrocławski 2016, s. 189.
- R. Oostdam, E. Hooge, Making the difference with active parenting: forming educational partnerships between parents and schools, „European Journal of Psychology of Education” 28(2013), s. 338.
- A. Komendant, Przemoc w szkole w perspektywie teorii gier – nowe ujęcie problemu, 2015, s. 29.
Przeczytaj też:
Grafika: pixabay.com









