Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur - e-dzieciaki.pl

Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur

Mama w Turcji

Decyzja o wyjeździe do innego kraju rzadko rodzi się z wygody. Najczęściej wynika ze zmęczenia, przeciążenia lub potrzeby zmiany. Pewnego dnia Alicja postanowiła zostawić dotychczasowe życie w Polsce i zacząć od zera w Turcji. Nie miała wielkich oszczędności i gotowego planu na życie. Miała jednak ogromną determinację. 

Table of Contents

Poznaj opowieść o macierzyństwie w obcej kulturze, o codzienności dalekiej od wakacyjnych wyobrażeń, o bliskości, naturze i wspólnocie. Alicja Kownacka dzieli się swoimi doświadczeniami o spadku standardu życia, barierach językowych, rodzicielstwie oraz wewnętrznych zmaganiach. Rozmawiamy o łączeniu polskich i tureckich wartości w wychowaniu dziecka, o wsparciu, które przychodzi z nieoczekiwanych stron, i o tym, że dom tworzą ludzie, a nie kraj.

Michaela Fuchs: Jak trafiłaś do Turcji i co sprawiło, że zdecydowałaś się na ten krok?

Alicja Kownacka: Zwykle do odważnych kroków popychają nas marzenia albo problemy. U mnie było raczej to drugie. Jednak już nie nazywam tego problemem, a raczej wyzwaniem, którego doświadczyłam.

Wszystko zaczęło się od mieszkania, które kupiłam. Pojawiły się opóźnienia w budowie. Potem przyszła pandemia, wróciłam do pracy po macierzyńskim i mogłam pracować z domu. Wynajmowane mieszkanie szło na sprzedaż, a my musieliśmy szukać czegoś do naszej licznej gromady. Mam 2 psy, kota, małe dziecko, partnera obcokrajowca, Turka. Znalezienie mieszkania nie było dla nas łatwe. Po kilku rozmowach postanowiliśmy zamieszkać z rodzicami. Było to dość niekomfortowe, gdy zamieszkaliśmy w jednym pokoju z całym naszym dobytkiem. 

Co więcej, rozpoczęłam nową pracę, która wcale nie okazała się lepsza. Była bardzo stresująca. Córka rozpoczęła żłobek, zaczęła chorować. To był czas pełen wielu skrajnych emocji. Wówczas pomyślałam, że chcę zmiany. Mój partner pracował on-line. Ja postanowiłam się zwolnić. Nie miałam żadnej perspektywy na inną pracę. Postawiłam wszystko na jedna kartę. Byłam zdeterminowana do zmiany życia. Zdecydowaliśmy, że wyjeżdżamy do Turcji i zaczynamy na nowo. I faktycznie tak było. Zaczęliśmy od zera, z niewielkimi oszczędnościami, które miały być tylko na kilka rat kredytu hipotecznego.

M.F.: Jakie zmiany w Twoim życiu zaszły po przeprowadzce do Turcji? Co najbardziej zaskoczyło Cię w tym kraju?

A.K.: Zmiany były ogromne, zwłaszcza na polu mojego osobistego rozwoju. Bardzo mocno zadbałam o mój rozwój. Zainwestowałam tyle, ile w danym momencie mogłam. Łączyłam pracę online z wychowaniem córki. Pierwszy rok nie należał do łatwych. Nasz standard życia bardzo mocno się obniżył. 

Każde doświadczenie jest cenne i wyciągnęłam z tego wnioski i lekcje. W tym wszystkim kluczowy okazał się rozwój na poziomie emocjonalnym. Co mnie zaskoczyło? Istnieje wielka różnica między  podróżowaniem w trakcie wakacji na 2 tygodnie, a zamieszkaniem w tym miejscu na stałe. Jedno mogę powiedzieć, że nie doświadczyłam w Turcji niczego, co byłoby przykre. Najbardziej doceniam sąsiadów, ich wzajemne wsparcie i życzliwość.

Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur

M.F.: Jak wygląda Wasza codzienność w Turcji? Co jest dla Ciebie najważniejsze na co dzień? 

A.K.: Przede wszystkim spędzamy dużo czasu na dworze (poza okresem upałów). To, co najbardziej pokochałam to przestrzeń i natura, z której mogę korzystać na każdym kroku: plaża, morze, góry, las, rzeka.

Będąc tutaj zaczęliśmy jeść razem śniadanie. Było to dla mnie bardzo ważne. No i wiadomo praca on-line na to pozwala.  Po śniadaniu zaczynałam pracować kilka godzin, a w ciągu dnia robiłam przerwę na spacer, czas z córka i obiad. Wieczorem znowu kilka godzin pracy. Najważniejszy dla mnie jest czas z córką, która nam towarzyszyła. Bardzo go doceniam i jestem za niego bardzo wdzięczna. W Turcji córka nie uczęszczała do żadnego żłobka ani przedszkola i dzięki temu mogliśmy obserwować jej rozwój, uczyć się siebie i szanować swoja przestrzeń. Ten czas jest bezcenny.

M.F.: Jakie różnice zauważyłaś między wychowywaniem dzieci w Polsce i w Turcji?

A.K.: Zauważyłam mniejszą świadomość, jeśli chodzi o rodzicielstwo. Turcja się rozwija i można znaleźć szkoły Monterssori i szkoły, które podążają za dzieckiem. Na co dzień obserwowałam jak sąsiadki, czy rodzina dziwiła się, gdy pytałam córkę o zdanie, czy dbałam o jej niezależność i przestrzeń, np. nie wyręczałam jej w zakładaniu butów, pozwalałam jej jeść samodzielnie itp.

Są też duże różnice w żywieniu. Dzieci są wychowywane na słodyczach, fastfoodach i niestety coca-coli. Aczkolwiek myślę, że pomału to będzie się zmieniać, bo na przestrzeni ponad 3 lat już wyraźnie zauważyłam zmiany. Rodzice w Polsce są już o wiele bardziej świadomi jesli chodzi o te kwestie.

M.F.: Jakie aspekty tureckiej kultury i tradycji wprowadziliście w życie Waszej rodziny? Jakie wartości są dla Was ważne w wychowaniu dziecka?

Uszanowanie tradycji, świat narodowych – tego jakby nie da się uniknąć, gdyż babcia Aylin i bliska rodzina je celebrują, no i oczywiście jej tata. Dla dziecka to jest frajda bo zwykle dostają albo słodycze albo pieniądze.

Muszę tutaj jeszcze wspomnieć, ze Turcy kochają dzieci i to widać na każdym kroku. Bardzo to lubię. W Polsce nie ma takiego podejścia. Da się to odczuć.

Nasza wartością jest podążanie za córką i jej potrzebami. Liczymy się z jej zdaniem i szanujemy.

M.F.: Jakie różnice w podejściu do wychowania dzieci zauważyłaś w porównaniu z polskimi zwyczajami? Jakie zmiany wprowadziłaś w swoim stylu wychowawczym, aby dostosować się do tureckiego środowiska?

A.K.: Nie musieliśmy dostosowywać się do tureckiego środowiska, gdyż nasze dziecko było z nami w domu. Zmiany, które wprowadzałam raczej wywodziły sie ze wzrostu mojej świadomości. Tak jak wspomniałam wyżej, na pewno podejście Turków do dzieci jest znaczące.

M.F.: Jakie tradycje związane z dzieciństwem są szczególnie ważne w tureckiej kulturze i które z nich chciałabyś przekazać swojemu dziecku?

A.K.: Hmm, muszę przyznać, że nie kojarzę świąt związanych z dzieciństwem w kulturze tureckiej. Jednak w tej kulturze jest wiele wspaniałych zwyczajów, powiedzeń i po prostu zachowań, które na pewno będę chciała zakorzenić u córki. Jak na przykład ich gościnność, zaufanie do ludzi, otwartość, przyjacielskość.

M.F.: Jakie wsparcie otrzymujesz od partnera oraz rodziny tureckiej, jeśli chodzi o wychowanie dziecka? Czy masz duże wsparcie w zakresie opieki nad dzieckiem?

A.K.: Z tatą Aylin uzupełniamy się wzajemnie, jeśli chodzi o opiekę dzięki elastycznej pracy jaką oboje wykonujemy. To ogromny plus. Pamiętam, że w Polsce po urodzeniu dziecka 12 h byłam sama z dzieckiem. Na szczęcie tutaj mogliśmy to zmienić. Jeśli chodzi o opiekę ze strony rodziny, a nawet sąsiadów nie mogę narzekać. Na ulicy, na której zamieszkaliśmy, wszyscy się znają, wspierają i żyją jak jedna wielka rodzina. Zawsze jest turecka babcia i jej przyjaciółki i rodzina, na którą możemy liczyć.

Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur

M.F.: Jakie różnice zauważasz w podejściu do pomocy rodziny, np. w kwestii opieki nad dzieckiem czy pomocy w gospodarstwie domowym?

A.K.: Kulturowe różnice są bardzo wyraźne, gdyż w Turcii jest to jeszcze standardowe, że babcie i dziadkowie zajmują się dziećmi. Bardzo często cała rodzina mieszka z dziadkami pod jednym dachem i wspólnie wychowują dzieci. Widzę jak dziadkowie często zajmują się dziećmi, nie babcie jak to u nas wyglada. 

Wiem też, że w pewnych rodzinach w Polsce również wciąż tak jest, zwłaszcza na wsiach, gdzie wszyscy mieszkają razem i opieka się wymieniają. Zauważyłam też na placach zabaw, że to tato biega za dzieckiem, a mama siedzi na ławce. Ojcowie są zaangażowani, a to dlatego Turcy kochają dzieci i te swoje i te cudze. Nie da się ukryć.

M.F.: Czy masz kontakt z innymi mamami w Turcji? Jakie wyzwania związane z byciem mamą w obcym kraju masz do pokonania?

A.K.: Poznałam zarówno mamy tureckie jak i z innych krajów. Mamy z innych krajów to przede wszystkim mają wyzwania językowe, związane ze szkołą. To tak jak w moim przypadku. Co więcej, ja zauważyłam, że moja córka lepiej się czuje używając polskiego, wiec nie jest jej łatwo nawiązać kontakt z dziećmi tureckimi. Dla mnie to przede wszystkim komunikacja z nauczycielami w klubach, na zajęciach artystycznych, gdyż bardzo często nauczyciele nie mówią albo nie chcą mówić po angielsku.

Odnoszę się tu do wieku mojej córki, gdyż im mniejsze dziecko te wyzwania mogą być inne.

M.F.: Jak przebiegała Twoja integracja w tureckiej społeczności? Co było dla Ciebie najtrudniejsze na początku życia w Turcji?

A.K.: Tutaj musze powiedzieć, ze każdy ma inne doświadczenia. Sa osoby, które mieszkają w Turcji, ale nigdy nie zintegrowali się z ich kultura, żyją w swoim środowisku, często międzynarodowym, europejskim. Są tez osiedla u nas, gdzie rzadko spotkasz Turka sąsiada, a jak już, to z pewnością ze Stambułu lub mieszkajacego kiedyś w Europie.  Ja trafiłam do społeczności dosyć ciasnej Turków, którzy niemalże cale życie się znają. Są to osoby starsze, mocno zakorzenione w kulturze i tradycjach. Mieszkaliśmy wszyscy na jednej ulicy i bardzo doceniam te doświadczenie. 

Nie wiem jak podejść do integracji, gdyż nie miałam nigdy nic narzucone, ale tez nie miałam bliskiego kontaktu ze względu na bariery językowe. To co wspominam to z pewnością fakt, że bardzo dobrze byłam tam przyjęta, ze względu na babcie Aylin, i z okazji świąt zawsze otrzymywaliśmy jakieś dary, słodkości. Zawsze dziecko coś otrzymywało też od sąsiadów. 

Najtrudniejszy był dla mnie taki przeskok z  bycia niezależną, samodzielną kobietą i mamą na poczucie że muszę polegać na kimś, że nie załatwię wszystkiego sama bez znajomości tureckiego. Chciałam dużo zrobić, ale nie miałam wówczas przestrzeni na naukę języka tureckiego. Tęskniłam za rodziną i tym życiem, które miałam w Polsce. Finansowo również zeszliśmy na kilka poziomów niżej w standardach życia. To było ogromnym wyzwaniem wewnętrznie. A teraz z perspektywy czasu bardzo to doceniam.

Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur

M.F.: Co w Turcji sprawia Ci największą radość? Co uważasz za najpiękniejsze w tym kraju w kontekście życia rodzinnego?

A.K.: Największą radość sprawia mi natura, która nas otacza i z której moje dziecko może korzystać. Wiem, jakie to cenne wychowywać się na dworze, aby doceniać to, co się ma wokół, aby się zatrzymać. Najpiękniejsza jest dla mnie ich otwartość, uśmiech i podejście do dzieci. Niesamowite jest to obserwować z perspektywy różnych krajów. Rozumieć i doceniać. Bardzo podoba mi się to, że Turcy są towarzyscy i uwielbiają piknikować z rodzina i przyjaciółmi, czasami w bardzo dużym gronie razem z babciami dziadkami i dziećmi. Super jest to, że dzieci są cześcią tego i mogą tego doświadczać.

M.F.:  Jak radzisz sobie z różnicami językowymi i kulturowymi? Jakie bariery językowe musiałaś pokonać, by poczuć się częścią tego społeczeństwa?

A.K.:  Zacznę od drugiego pytania. Język nigdy nie był dla mnie bariera jako tako, aby poczuć się częścią społeczności. Mam to w sobie, że się często uśmiecham i że pomimo małego zasobu słów zawsze próbuje coś powiedzieć. Kalecze turecki, ale mówię. I nigdy nie poczułam że komuś to przeszkadza. Dosyć szybko się uczę i wychwytuję często powtarzane frazy, więc podstawy miałam jak tu przyjechałam. Co ważne, ja znam angielski i to mi bardzo pomogło i wbrew pozorom również francuski. To jest niesamowicie ciekawe, bo ich najważniejszy i szanowany prezydent Ataturk, sprowadził do Turcji elementy tego języka i w wymowie pewne wyrazy brzmią bardzo podobnie.

Różnice językowe niweluje korzystając z różnych języków i technologii, a kulturowe są i zawsze będą. Jednak wszystko zależy od naszego podejścia. Jedni narzekają, a drudzy akceptują. Ja należę do tej drugiej grupy. Akceptuję i szanuję, bo naprawdę kultura tego narodu jest bardzo głęboka i bardzo wartościowa. Mogłabym tu mówić i mówić… 

M.F.: Jak łączysz życie zawodowe z wychowaniem dziecka w Turcji? Czy w Turcji jest coś, co ułatwia Ci pogodzenie tych dwóch ról?

A.K.:  Jak każda mama pracująca z domu, mam pewne wyzwania. Nie ma tu znaczenia, gdzie mieszkasz. Moje dziecko od początku jest ze mna i jestem wdzięczna, że mogę ja mieć blisko. Dzięki pracy z domu i pracy na moich zasadach jest to o wiele prostsze. Co więcej, ważne jest wsparcie rodziny, czyli jej taty i babci. Na co nie mogę narzekać. Nie pracuje 8h ciągiem i to zdecydowanie ułatwia. To pozwala mi połączyć bycie mamą z zawodowymi obowiązkami. Co do drugiego pytania to powiedziałabym, że tą drugą rzeczą jest rodzina :))) która zawsze chętnie pomaga. Oczywiście wspomagamy się zajęciami dodatkowymi dla dzieci oraz szkołą w niepełnym wymiarze.

M.F.: Jakie wyzwania napotkałaś w wychowywaniu dziecka w Turcji w kontekście różnych tradycji, wierzeń i oczekiwań społecznych?

A.K.: Spędzając z dzieckiem dużo czasu i widząc jak blisko jesteśmy ze soba, nie wiem czy dostrzegam cokolwiek co mogło być wyzwaniem, jeśli chodzi o  tradycje i wierzenia w Turcji. Nie mogła tym nasiąknąć nawet od swojego taty, który jednak 12 lat spędził w Polsce. Widzę teraz jak bardzo córka jest bliżej Polski i jej kultury, niż Turcji nawet jeśli tam mieszkamy. Nie spotkałam się z oczekiwaniami społecznymi względem wychowania. A może nie zwróciłam na to uwagi.

M.F.: Czy napotkałaś jakieś trudności związane z różnicami w systemie edukacyjnym lub opiece zdrowotnej? Jak sobie z nimi poradziłaś?

A.K.: Edukacyjnym, jeszcze nie i mam nadzieję, że nie będzie nam to dane. Zamierzam uczyć dziecko w edukacji domowej w Polsce.

Opieka zdrowotna jest naprawdę fajna i na dobrym poziomie. Jednak my uważamy z antybiotykami, a bardzo często są przepisywane. To jest też tolerowane, jeśli rodzic nie chce. Lekarz stara się pomóc. Korzystaliśmy z prywatnej i publicznej opieki i nie kojarzę żadnych wyzwań czy konfliktów. 

M.F.: Jakie były pierwsze reakcje Twojej rodziny i przyjaciół z Polski na Twoją decyzję o przeprowadzce do Turcji i wychowywaniu dziecka w tym kraju?

A.K.:  Rodzinie nie było łatwo, zwłaszcza dlatego, że dziecko miało 2 lata jak wyjechaliśmy. Z czasem podejście się zmieniło.Co do wychowania, myślę, że wiedzą dobrze, że to nie kraj ma znaczenie i wpływ na wychowanie, a dom, rodzina i najbliższe otoczenia. A jako rodzic mamy na to wpływ.

M.F.: Jakie korzyści dostrzegasz w połączeniu dwóch kultur w wychowaniu dziecka? Czy Twoje dziecko poznaje polskie tradycje?

A.K.: Tak, jak najbardziej. w ostatnich dwóch latach, często latamy do Polski i zna bardzo dobrze polskie tradycje. Myślę, że najważniejszą korzyścią jest tolerancja. Myślę, że jest to ważne, by dziecko mogło wychowywać się w różnorodności kulturowej. Muszę tu dopowiedzieć, że tam nie mamy tylko tureckiej kultury, ale miejscowość, w której mieszkamy to zlepek różnych kultur. Na co dzień mamy do czynienia z różnymi narodowościami. Dlatego tym bardziej doceniam życie tam. Zawsze też mnie ciągnęło do różnych kultur i eksploracji i cieszę się, że mogę to zapewnić córce. Fajnie jest obserwować jej podejście oraz perspektywę, widząc, że zna obie strony.

Mama w Turcji – doświadczenia, wyzwania związane z wychowaniem i piękno łączenia kultur

M.F.: Jakie wartości chcesz przekazać swojemu dziecku, mając na uwadze zarówno polską, jak i turecką kulturę? Jakie aspekty tych dwóch kultur są dla Ciebie najistotniejsze w procesie wychowania?

A.K.: Miłość do ludzi i tolerancję. Radość z życia i uważność, to bardziej po stronie tureckiej, a po polskiej to wspólnota. Bo my potrafimy się łączyć w potrzebie.

M.F.: Jak Twoje dziecko reaguje na wychowywanie w dwóch kulturach?

A.K.: Myślę, że jeszcze nie jest tego tak świadoma i w naszym domu nie dostrzega jako takich różnic. Myślę, że z czasem będzie się to objawiać. 🙂

M.F.: Jakie masz plany na przyszłość? Czy myślisz o pozostaniu w Turcji na stałe, czy może wrócisz do Polski w przyszłości?

A.K.:  Nie wiem, nie mam planów. Póki co wiem, że chce być w Turcji, ale gdzie mnie poniesie dalej, tego nie wiem. Myślę tez bardziej o Azji niż Europie, ale kto wie, jak życie się poukłada.

M.F.:  Co podpowiedziałabyś mamom, które planują przeprowadzkę do innego kraju w kontekście wychowywania dziecka w obcej kulturze?

A.K.: Myślę, że najważniejszą rzeczą jest to, aby pamiętać, że dziecko kształtuje się w początkowych latach swojego życia i to mama jest tą osobą, która mu przewodzi w świecie. To od mamy zależy, nie od kraju. Ja jestem tego przykładem, gdyż córka przesiąka mną, a nie kulturą turecką. Co innego, gdy dziecko będzie faktycznie chodziło do szkoły i czerpało z różnych stron. Wówczas będzie to wyglądało inaczej. Jednak nie mi jest tu się wypowiadać, gdyż moja droga jest taka a nie inna. Mogę jedynie podzielić się moim doświadczeniem i obserwacjami.

M.F.: Dziękuję za tę inspirującą rozmowę.

Przeczytaj też:

Rodzina, natura i pasja jako droga do szczęścia – jak odkryć w sobie kobiecą siłę?

Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie – Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu

Tata na emigracji: zapewniam byt, ale tracę dzieciństwo swoich dzieci

Kiedy mama pracuje z domu – blaski i cienie freelancingu z dziećmi w tle

Jak przygotować się na „puste gniazdo” i zbudować nowe życie?

Misja niemożliwa czy najlepsza decyzja życia? – Historia ojca, który zaryzykował

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, inspiratorka rodziców, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły