Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Poronienie chybione – czym jest i jak sobie poradzić z tą stratą? - e-dzieciaki.pl

Poronienie chybione – czym jest i jak sobie poradzić z tą stratą?

Poronienie chybione – czym jest i jak sobie poradzić z tą stratą?

Poronienie to temat, o którym wciąż mówi się zbyt mało. Wiele kobiet doświadcza go w ciszy, z poczuciem winy lub wstydu. Tymczasem poronienie chybione dotyka nawet co piątą ciążę. To sytuacja, w której rozwój ciąży zatrzymuje się, ale organizm kobiety nie daje od razu fizycznych objawów poronienia. Często jest diagnozowane dopiero podczas rutynowego badania USG.

Mimo że medycyna opisuje je jako przypadek, dla rodziców to utrata dziecka i żałoba. Z tego powodu tak ważne jest, aby o tym mówić nie tylko w gabinetach lekarskich, ale też w przestrzeni publicznej.

Poronienie w 6 tygodniu

Pierwsze tygodnie ciąży to czas największego ryzyka poronienia. W 6 tygodniu kobieta zwykle dopiero zaczyna przyzwyczajać się do myśli, że zostanie mamą. Często pojawiają się pierwsze objawy, takie jak nudności czy wrażliwość piersi.

Poronienie chybione w 6 tygodniu najczęściej jest wykrywane podczas USG. Lekarz stwierdza brak akcji serca lub zatrzymanie rozwoju zarodka. Dla wielu kobiet to ogromny szok, bo jeszcze kilka dni wcześniej czuły objawy ciąży i wierzyły, że wszystko przebiega prawidłowo. Tak było w moim przypadku.

W tym czasie pojawiają się pytania:

  • Co zrobiłam źle?,
  • Czy mogłam temu zapobiec?,
  • Czy jeszcze będę mogła zajść w ciążę?.

Przyczyną poronienia w 6 tygodniu najczęściej są błędy genetyczne zarodka, a nie działania lub zaniedbania kobiety. Ktoś próbował mi wmówić, że to moja wina, ale ja na to nie pozwoliłam. Postawiłam jasną granicę.

Poronienie w 12 tygodniu

Dwunasty tydzień ciąży to granica, po której wiele przyszłych mam odczuwa ulgę. To czas, gdy maleje ryzyko utraty ciąży i kobieta zaczyna się dzielić radosną nowiną z bliskimi. Poronienie chybione w 12 tygodniu jest jeszcze trudniejsze emocjonalnie. Wiem, co mówię, bo we wtorek usłyszałam u ginekologa, że wszystko jest w porządku, a w czwartek na badaniach prenatalnych, dowiedziałam się, iż moje dziecko nie żyje. Miało wady genetyczne.

W praktyce oznacza to:

  • zatrzymanie rozwoju płodu,
  • brak akcji serca przy badaniu USG,
  • brak typowych objawów poronienia (krwawienia, skurczów).

Często konieczne jest leczenie farmakologiczne lub zabieg łyżeczkowania macicy, aby zakończyć proces.

To ogromne obciążenie psychiczne i fizyczne. To moment, w którym wsparcie partnera, rodziny oraz empatycznego personelu medycznego ma duże znaczenie.

Poronienie chybione – dwa razy straciłam dziecko i odkryłam swoją misję

Gdy wychodziłam za mąż miałam w głowie plan na życie. Chciałam do 30. mieć trójkę dzieci. Wiedziałam, że jest to możliwe, bo mam na to 4 lata. Jak to jednak mówią: człowiek planuje, Pan Bóg krzyżuje. Tak też było w moim przypadku.

W 2020 roku wybuchła pandemia, która zmieniła naszą rzeczywistość i przyniosła nowe wyzwania. W maju zobaczyłam na teście dwie kreski i bardzo się ucieszyłam. Mieliśmy wtedy już dwójkę dzieci. Radość była tym większa, że w sierpniu kończyłam 30 lat i wiedziałam, że mój plan prawie się udał. Urodzę trzecie dziecko przed 31. urodzinami. 

Gdy poronisz, zostajesz sama

Niestety w 2020 roku. Pandemia zamknęła drzwi nie tylko do szpitali, przychodni, miejsc pracy czy placówek oświatowych, przede wszystkim  do wielu ludzkich serc.

Na drugiej lub trzeciej wizycie lekarz powiedział mi zwyczajnym tonem, że serce przestało bić. Nie usłyszałam nawet „Przykro mi.”. Byłam wtedy w 6. tygodniu ciąży. Lekarz prowadzący ciążę niczego mi nie tłumaczył. Postawił diagnozę: poronienie chybione i dał mi skierowanie do szpitala. Nic nie tłumaczył. 

Gdy zadzwoniłam do taty, powiedział mi, że takie rzeczy się zdarzają. Do mnie to nie trafiało. Zadawałam sobie pytanie, dlaczego mi się to przytrafiło. Nie mogłam się z tym pogodzić.

Wiedziałam od koleżanki, że w szpitalu, do którego mnie skierowano, standardowo robi się łyżeczkowanie. Nie chciałam tego przechodzić, bo wiedziałam, że w wielu przypadkach taki zabieg nie jest konieczny. Postanowiłam, że poczekam w domu, aż mój organizm się oczyści. Lekarzowi się to nie podobało. Zadzwonił nawet do mojego męża, żebym zmieniła zdanie.

W trakcie oczekiwania dostałam ogromnych krwotoków. Na dłuższą chwilę zmuszały mnie to przebywania w toalecie. Ja nadal byłam uparta. Pewnego dnia pojechaliśmy z mężem do Opola. Mieliśmy tam do załatwienia ważną sprawę. Potem mieliśmy się spotkać z moją przyjaciółką. W kolejce po lody dostałam krwotoku. Udałam się do toalety, z której zabrała mnie karetka. Gdy przyjechali krwotok ustępował. Wyszłam ze szpitala na własne żądanie. Dowiedziałam się jednak, że w tej placówce łyżeczkowanie wykonuje się tylko wtedy, gdy jest konieczne.

Ta wiadomość pomogła mi w podjęciu decyzji. Przestał kierować mną strach. Po kolejnym krwotoku poprosiłam męża, żeby zawiózł mnie do Opola.

Tylko salowa naprawdę mnie rozumiała

Wizyta w szpitalu była dla mnie trudnym doświadczeniem. Po ludzku czułam się bardzo samotna. Brak empatii ze strony personelu bardzo mnie dotykał. Pielęgniarka, która miała się mną opiekować, była bardzo oschła. Zapoznała mnie z procedurą i zapytała mnie, czy chcę skorzystać z pomocy psychologa. Po tym, jak prowadziła rozmowę, nie chciałam niczego. 

Po podaniu tabletki czułam się nieswojo. Modliłam się wtedy do Boga, by dał mi silę, żebym to wszystko przetrwała. Czułam jego obecność. W końcu dziecko ze mnie wyszło. Nie musiałam przechodzić łyżeczkowania, więc odetchnęłam z ulga.

W domu czekał na mnie mąż i dwójka dzieci. Mój niespełna dwuletni syn źle znosił moją nieobecność. Tak bardzo za mną tęsknił, że nie chciał jeść. Z tego powodu kilka razy prosiłam pielęgniarki, by porozmawiały z lekarzem o moim wypisie. Przedstawiłam im moją sytuację, ale zostałam zignorowana. W końcu wstawiła się za mną salowa, z której o wszystkim powiedziała. Jej zaangażowanie sprawiło, że mogłam pojechać do domu.

Pogrzeb jako moje catharsis

Nie mogłam przejść obojętnie obok mojego dziecka. Potrzebowałam pogrzebu. Nie było to dla mnie łatwe, ale czułam się w miarę komfortowo, bo nie musiałam tłumaczyć moim dzieciom, co się dzieje. Były małe i o nic nie pytały.

Zorganizowaliśmy pogrzeb w naszej parafii. Pochowanie dziecka, którego nie zdążyłam poznać był dla mniesposobem na zamknięcie tego etapu. Wbólu często potrzebujemy właśnie rytuału – symbolicznego zakończenia czegoś, co dla świata nie ma znaczenia, a dla nas znaczy wszystko.

W tym czasie pojawiło się we mnie pragnienie, że chciałabym publicznie mówić o poronieniu. Pierwszy raz w życiu uświadomiłam sobie, że ten problem dotyka wielu osób. Odkryłam swoją misję, ale nie wiedziałam jeszcze, jak ją zrealizuję. 

Druga strata – inna twarz, inna lekcja

Dwa lata później, miałam już troje dzieci. Czułam się silniejsza i dojrzalsza. Pewnego dnia znów zobaczyłam dwie kreski. Moje serce zaczęło bić dla nowej osoby. Pierwsze tygodnie przebiegały  książkowo. Zapisałam się na pierwsze badania prenatalne i oczekiwałam wizyty. We wtorek przyszłam na standardową wizytę. Lekarz potwierdził, że wszystko jest w porządku. 

Dwa dni później jechałam na badania prenatalne do Krapkowic. Gdy lekarka powiedziała, że serce mojego dziecka nie bije, nie wiedziałam, co powiedzieć. Zamurowało mnie. Okazało się, że nasze dziecko miało wady rozwojowe. Lekarce nie podobał się kręgosłup, skierowałaby mnie na kolejne badania. Prawdopodobnie prędzej czy później, ciąża skończyłaby się śmiercią. Strata przyszła szybko.  

Tym razem byłam świadoma tego, co się może stać. Bałam się, że znowu dopadną mnie krwotoki. Nie chciałam tego przechodzić. Poprosiłam męża, by w długi weekend majowy zawiózł mnie do szpitala w Opolu. To była najlepsza opcja, by wszystko pogodzić z opieką nad dziećmi.

Lekarka, która była na dyżurze, nie chciała mnie przyjąć ze względu na długi weekend. Na szczęście usłyszała to druga lekarka, która była ginekologiem. Zrozumiała moje położenie i powiedziała, że mam zostać. Dzięki niej nie odeszłam z kwitkiem.

Przyjęto mnie na oddział. Dostałam tabletki i zajęłam się pracą zawodową, żeby nie myśleć. Zabrałam ze sobą laptopa, żeby nie skupiać się na tym, co się dzieje. Wieczorem tabletki zaczęły działać. Pojawił się intensywny krwotok. Nie zdążyłam do łazienki. Sala była we krwi. Tym razem przyszły do mnie pielęgniarki pełne empatii. Powiedziały, że mam się nie przejmować. Takich krwotoków dostałam kilka.

Lekarka proponowała mi łyżeczkowanie, ale ja się bardzo tego bałam. Obawiałam się, że podadzą mi nieprawidłową dawkę narkozy i potem pojawią się rozmaite komplikacje. Kreśliłam w głowie wiele czarnych scenariuszy.

Tym razem wydarzyło się coś zupełnie innego niż dwa lata wcześniej. Lekarka nie naciskała.  Nie podnosiła głosu. Spokojnie ze mną rozmawiała. Rozumiała moje emocje. W pewnym momencie mi powiedziała :

Możesz się wykrwawić. Twoja rodzina może Cię stracić. Jesteś im potrzebna żywa i zdrowa.

To zdanie bardzo utkwiło mi w pamięci. Strach zniknął. Poczułam się bezpiecznie i podpisałam zgodę na zabieg. Okazało się, że podjęłam dobrą decyzję. Mój organizm nie mógł się samodzielnie oczyścić, bo przykleiły się resztki. Wyszłam ze szpitala z doświadczeniem, które choć bolesne nie było traumą.

Dwie straty, dwa przebudzenia

Po pierwszym poronieniu zostałam sama z ciszą i lękiem. Odkryłam swoją misję, ale w głowie nadal miałam mnóstwo pytań. Po drugiej stracie, przekonałam się, że bardzo ważna jest empatia. Dzięku niej łatwiej jest przejść przez trudne doświadczenia. Choć żadnej z tych ciąż nie mogłam donosić, każda z nich wiele mnie nauczyła. Stałam się mocniejsza, bardziej świadoma, pokorna, a zarazem pewna siebie.  

Po urodzeniu czwartego dziecka wpadłam na pomysł. Postanowiłam, że zrealizuję swoją misję za pomocą portalu parentingowego. To jeden z powodów, dla których stworzyłam E-dzieciaki. Dzielę się na nim moimi doświadczeniami związanymi z rodzicielstwem i pracą. Poruszam też tematy tabu, w tym poronienie. Tutaj przedstawiam moją historię.

Poronienie chybione – czym jest i jak sobie poradzić z tą stratą?

Co chcę Ci przekazać po dwóch poronieniach chybionych?

Po pierwszym poronieniu usłyszałam od bliskiej osoby, że to moja wina, że poroniłam. Na szczęście mam duże poczucie własnej wartości i nie dałam sobie tego wmówić. Nie pozwoliłam na to. Postawiłam granicę. 

Po drugie, nie jesteśmy „matkami, które już mają dzieci, więc możemy sobie odpuścić żałobę”. Poronione dzieci trzeba uznać, by pójść dalej. 

Po trzecie, masz prawo przeżyć żałobę po swojemu. Chcę Ci powiedzieć, że nie jesteś sama.
Masz prawo do pamięci, łez, życia, które znów będzie dobre. 

Masz prawo mówić o tym głośno. Być może Twoja historia będzie dla kogoś… światłem.

Jak poradzić sobie po poronieniu chybionym?

Pozwól sobie na żałobę. Masz prawo czuć stratę, nawet jeśli inni jej nie rozumieją. Rozmawiaj o tym z partnerem, przyjaciółką, psychologiem albo w grupie wsparcia.

Pamiętaj o Twich prawach. W Polsce masz możliwość uzyskania karty martwego urodzenia, urlopu macierzyńskiego i zorganizowania pogrzebu, jeśli tego potrzebujesz. Nie obwiniaj się. Przyczyny poronienia chybionego zwykle są niezależne od matki.

Dbaj o ciało i emocje. Wykonaj badania kontrolne. Znajdź czas na odpoczynek i na regenerację psychiczną.

Podsumowanie: Poronienie chybione – czym jest i jak sobie poradzić z tą stratą?

Historie kobiet pokazują, że milczenie tylko pogłębia ból. Kiedy opowiadasz o swoich doświadczeniach, okazuje się, że wiele innych mam przeszło przez podobne sytuacje, tylko nigdy o tym nie mówiły.

Poronienie chybione nie jest winą kobiety. To trudne doświadczenie, które wymaga empatii i zrozumienia. Mówienie o tym głośno sprawia, że żadna mama nie musi już cierpieć w samotności.

Jeśli chcesz podzielić się swoją historią, napisz do mnie: kontakt@e-dzieciaki.pl.

FAQ – Najczęściej zadawane pytania o poronienie chybione

Czy poronienie chybione boli?

Nie zawsze. Wiele kobiet nie ma objawów – dopiero po zastosowaniu leków lub zabiegu mogą pojawić się skurcze i krwawienie.

Czy po poronieniu chybionym można szybko zajść w ciążę?

Zwykle tak, choć lekarze zalecają odczekanie minimum jednego cyklu lub kilku miesięcy dla pełnej regeneracji organizmu.

Czy mogę coś zrobić, by uniknąć kolejnego poronienia?

Większość poronień to kwestia genetyki i nie można im zapobiec. Zadbaj o zdrowy styl życia. Zdecyduj się badania i umów się na konsultacje lekarskie przed kolejną ciążą.

Przeczytaj też:

Objawy zbliżającego się poronienia – jak wygląda poronienie?

Po poronieniu – droga od cierpienia do nadziei

Urlop macierzyński po urodzeniu martwego dziecka

Co to znaczy tęczowe dziecko?

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły