Loading the Elevenlabs Text to Speech AudioNative Player...
Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie - Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu - e-dzieciaki.pl

Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie – Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu

Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie - Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu

Opieka naprzemienna to jeden z tematów tabu. Mało się o nim mówi i w polskim systemie znajduje się powijakach. Na szczęście, niektórzy decydują się na ten schemat dla dobra dziecka. 

Rozstanie nie musi oznaczać wojny o dziecko. Może stać się początkiem nowego, dojrzalszego etapu rodzicielstwa. Takim przykładem jest historia mamy, która  postanowiła, że odrzuci swoje lęki, schematy i ego. Obiecała sobie, że na pierwszym planie postawi dobro swojej córki.

Bogusia Szczerek w szczerej rozmowie z Michaelą Fuchs opowiada, jak wygląda życie w systemie opieki naprzemiennej, z jakimi wyzwaniami się mierzy i dlaczego wierzy, że to właśnie współpraca, a nie walka, daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Przeczytaj historię o szacunku, dojrzałości i odwadze, by iść pod prąd.

Michaela Fuchs: Zdecydowałaś się z ojcem dziecka na opiekę naprzemienną. Bardzo Was podziwiam, bo wielu rodziców nie potrafi w tej kwestii dojść do porozumienia. Rozpoczyna się przepychanka w wyniku, której cierpią dzieci. Czy możesz powiedzieć, jak wygląda Wasz układ opieki nad dzieckiem?

Bogusia Szczurek: Funkcjonujemy w systemie opieki naprzemiennej. Córka spędza jeden tydzień u swojego taty, a kolejny tydzień mieszka ze mną.☺

M.F.: Co skłoniło Cię do opieki naprzemiennej? Jakie były Twoje motywacje?

B.Sz.: Do decyzji o opiece naprzemiennej skłoniło mnie przede wszystkim samo życie oraz moje podejście do rodzicielstwa. Wierzę, że tak jak do pojawienia się dziecka na świecie potrzebni są oboje rodzice, tak samo oboje powinni być obecni w jego wychowaniu. Nie utożsamiam się ze schematem, w którym dziecko pozostaje wyłącznie przy matce

Oczywiście każda sytuacja jest inna: jeśli ojciec unika odpowiedzialności, taka forma opieki może nie mieć sensu. Nie mogę powiedzieć jak będzie wyglądało to w przyszłości, ale na ten moment taka forma jest dla nas wszystkich odpowiednia i co najważniejsze uwzględniamy potrzeby naszego dziecka. Staramy się być zgodni, współpracujemy i dzielimy się opieką w sposób, który służy przede wszystkim naszemu dziecku.

M.F.: Zgadzam się z Twoim podejściem. Też uważam, że jeśli oboje rodzice nie są dysfunkcyjni, mają prawo do tego, by wychowywać dziecko. Nie należy w tym przypadku ograniczać kontaktu, bo takie postępowanie odciska swoje piętno. 

Jakie wyzwania napotkałaś na początku organizacji opieki naprzemiennej? Jakie zmiany musiałaś wprowadzić w życiu codziennym?

B.Sz.: To nie jest tak, że wszystko da się z góry przewidzieć i szczegółowo ustalić, ponieważ wiele rzeczy przychodzi z czasem i jest kwestią przyzwyczajenia. Myślę, że największym wyzwaniem było dla mnie zaufanie do taty mojego dziecka. 

Byłam pełna obaw, czy poradzi sobie beze mnie, czy da radę, gdy nie będę obok. Drugi aspekt odnosi się do zmian w życiu codziennym, w którym w jednym tygodniu jest się całkowicie wolnym w drugim zaś oddanym rodzicem. Zaznaczam, że bycie rodzicem nigdy się nie kończy, ale podczas opieki naprzemiennej można wszystko zaplanować, odpocząć i być w pełni dla swojego dziecka.

Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie - Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu

M.F.: Pozbycie się obaw wiążę się z pracą nad sobą. Trzeba wiele rzeczy przepracować i poukładać sobie w głowie. Łamanie schematów wymaga odwagi. Podziwiam Cię za nią. 

Jakie aspekty były najtrudniejsze do uzgodnienia (terminy, wychowanie, zasady)?

B.Sz.: Jeśli chodzi o odżywianie, bardzo zależy mi na zdrowym jedzeniu. Staram się kłaść na to duży nacisk. U taty panuje nieco większy luz w tym zakresie, więc zdarza się, że mamy w tej kwestii odmienne podejście. 

Z ojcem dziecka doszliśmy do wspólnego porozumienia. Opiekujemy się córką naprzemiennie, tydzień u mnie, tydzień u niego, i ten system dobrze nam się sprawdza. W przypadku świąt również stosujemy zasadę naprzemienności. Gdy któreś z nas potrzebuje czasu, żeby wyjechać na dłużej lub coś wyjątkowego wypada w jego tygodniu, staramy się być elastyczni i wzajemnie się wspieramy. Działamy na zasadzie wzajemnego zrozumienia i życzliwości.

M.F.: Bardzo dojrzałe podejście. Wasza historia jest dowodem na to, że można rozstać się w spokoju i razem wychowywać dziecko. Wasz przykład może pomóc wielu parom, które chcą zadbać o dobro swojej pociechy i przy okazji rozstać się z klasą.

Jak wygląda Twój dzień, kiedy masz dziecko u siebie? Jak godzisz opiekę nad dzieckiem z obowiązkami zawodowymi?

B.Sz.: Moje dziecko uczęszcza do przedszkola, więc w tym czasie pracuję. Jeśli zdarzy się coś wieczorem, co wymaga mojej obecności poza domem, mogę liczyć na wsparcie moich rodziców. Często pomagają mi w opiece.

M.F.: Dobrze, że wspominasz o rodzicach. Super, że masz taką możliwość i Twoi rodzice chcą Ci pomagać. Do wychowania dziecka potrzebna jest wioska. Cieszę się, że ją tworzycie. Nam w opiece nad dziećmi pomagają moi teściowe. Jestem im bardzo wdzięczna. Wiem, jak takie wsparcia ułatwia życie.

Jak organizujecie harmonogram? Czy macie jakieś rutyny z ojcem dziecka, które zapewniają stabilizację i bezpieczeństwo Waszemu dziecku?

B.Sz.: Uważam, że stabilność i poczucie bezpieczeństwa dziecka nie wynikają jedynie z rutyny, ale przede wszystkim z wewnętrznej równowagi rodziców i troski, jaką otaczają swoje dziecko. Nie wprowadzamy sztywnego harmonogramu: zależy nam, by nasze dziecko miało szczęśliwe i swobodne dzieciństwo. Pewne stałe elementy dnia są obecne, jak posiłki: śniadanie (choć czasem, jeśli nie ma ochoty, może je pominąć), obiad i kolacja. Dodatkowo córka regularnie uczęszcza do przedszkola oraz na zajęcia dodatkowe, na których jesteśmy obecni oboje, niezależnie od tego, u którego z nas aktualnie przebywa.

M.F.: Obecność na zajęciach dodatkowych to dla Was dodatkowy trud, by wpleść je w natłok obowiązków. Bardzo fajnie, że oboje wspieracie córkę w poznawaniu nowych rzeczy i szukaniu swoich pasji. Jestem pewna, że te chwile zostaną w jej sercu na zawsze. Czy wykorzystujecie jakieś narzędzia (np. kalendarz), aby utrzymać porządek w organizacji opieki?

B.Sz.: Nie korzystam z tego typu narzędzi, ponieważ wierzę, że dziecka nie da się zamknąć w sztywnych ramach, rutynach czy aplikacjach. Oczywiście, pewne zasady są…dotyczące posiłków, zabawy czy ustalonych dni na „zdrowe słodycze”. Mam dużą niechęć do wciskania dziecka w schematy, które odbierają mu naturalną swobodę i radość z bycia sobą.

M.F.: Zgadzam się, że dziecka nie da się na siłę włożyć w sztywną ramę, jeśli chcemy, żeby było szczęśliwe. Jak Wasza córka reaguje na opiekę naprzemienną? Jak radzi sobie z częstymi zmianami pobytu?

B.Sz.: Moje dziecko jest przyzwyczajone do zmian i adaptuje się do nich fenomenalnie. W dużej mierze dzięki temu, że często z nią rozmawiamy. Dajemy jej w tym procesie dużo wsparcia, poczucie bezpieczeństwa oraz szacunek zarówno do niej samej, jak i do nas jako rodziców.

M.F.: Czy zauważyłaś jakieś zmiany w zachowaniu córki od momentu rozpoczęcia opieki naprzemiennej?

B.Sz.: Nie zauważyłam.

M.F.: Jak budujecie i utrzymujecie bliskie relacje z dzieckiem mimo podziału na dwa domy?

B.Sz.: Zdarza się, że wychodzimy wspólnie na spacery, świętujemy Dzień Dziecka, urodziny oraz wszystkie występy i ważne wydarzenia w jej życiu. Staramy się być razem w momentach, które są dla niej istotne, pokazując jej, że może na nas liczyć niezależnie od okoliczności.

M.F.: Jakie wsparcie otrzymujecie od rodziny, przyjaciół i osób z zewnątrz w zarządzaniu opieką naprzemienną?

B.Sz.: Wsparcie ze strony mojej rodziny jest naprawdę ogromne. Czuję, że zawsze mogę na nich liczyć. Są obecni, zaangażowani i gotowi pomóc, kiedy tylko tego potrzebuję.

M.F.: Jakie wyzwania są dla Ciebie najtrudniejsze w codziennej opiece naprzemiennej? Jak sobie z nimi radzisz?

B.Sz.: Nie przychodzą mi do głowy żadne spektakularne wyzwania. Nie pracuję na etacie, więc mam dość elastyczny tryb życia, który ułatwia mi organizację codzienności. Myślę, że więcej trudności pojawiłoby się, gdybym pracowała w stałych godzinach na etacie.

M.F.: Jak Ty, jako mama, czujesz się w roli opiekuna w systemie opieki naprzemiennej? Jakie emocje wywołuje w Tobie ten model?

B.Sz.: Uważam, że ten system sprawdza się bardzo dobrze, ponieważ pozwala mi być mamą na 100%. Kiedy córka jest u taty, intensywnie pracuję i mam czas dla siebie, a gdy jest ze mną, mogę w pełni przeznaczyć jej swój czas i uwagę. Dzięki temu zachowuję równowagę między życiem zawodowym a macierzyństwem.

Opieka naprzemienna to nie podział tylko współistnienie - Historia mamy, która postawiła dziecko na pierwszym miejscu

M.F.: Bardzo ważne jest to, co teraz powiedziałaś zachowanie równowagi między życiem zawodowym a macierzyństwem, jest możliwe, gdy oboje rodziców wychowuje dziecko. Gdy ten obowiązek spada na jednego rodzica, który dodatkowo pracuje, ciężar staje się nie do udźwignięcia na dłuższą metę. Pojawia się wtedy wiele różnych trudności, frustracji i stanów depresyjnych, o których się głośno nie mówi. 

Czy opieka naprzemienna wpłynęła na Twoje relacje z dzieckiem? Jakie są Twoje spostrzeżenia? 

B.Sz.: Myślę, że wszystko układa się dobrze, a moje dziecko jest szczęśliwe i to dla mnie najważniejsze.

M.F.: Jak Ty i Twoja córka poradziłyście sobie emocjonalnie w obliczu zmian w strukturze rodziny?

B.Sz.: Nie napotkałam takich wyzwań, ponieważ nie jestem z tatą mojego dziecka od siódmego miesiąca ciąży. Oczywiście okres ciąży nie był łatwy, natomiast od momentu, gdy nasza córka skończyła 3,5 roku, funkcjonujemy w systemie opieki naprzemiennej. Wcześniej opieka spoczywała głównie na mnie.

M.F.: Jakich rad udzieliłabyś rodzicom, którzy zastanawiają się nad wprowadzeniem opieki naprzemiennej?

B.Sz.: Najważniejsza rada, jaką mogę dać, to nigdy nie przestawajcie patrzeć na swoje dziecko – widzieć je takim, jakie naprawdę jest, i pamiętać, po co przyszło na ten świat. Gdy skupiamy się wyłącznie na sobie, swoich zranieniach czy racjach, łatwo zapominamy o najważniejszym człowieku w tym wszystkim, o naszym dziecku.

Zdumiewa mnie, jak wiele par po rozstaniu zatrzymuje się w swoim bólu i wciąż prowadzi wewnętrzne walki, próbując udowodnić sobie nawzajem, kto miał rację. W rzeczywistości to nie dorosły głos przemawia przez nich, ale ich zranione wewnętrzne dziecko…domagające się uwagi, akceptacji, naprawy przeszłości. Do tego dochodzi również aspekt związany z ego, które zawsze chce coś udowodnić i być widziane. Mówię tutaj o braku świadomości w kontekście ego. 

Prawda jest taka, że dopiero gdy naprawdę przebaczymy sobie: rozstanie, okoliczności, niespełnione oczekiwania, możemy stać się lepszymi ludźmi. Nie tylko dla siebie nawzajem, ale przede wszystkim dla naszych dzieci, które patrzą na nas i uczą się, czym jest miłość, bliskość, szacunek… i jak kochać mimo wszystko.

To nie rozstanie definiuje nas jako rodziców, ale to, co zrobimy później… z bólem, z odpowiedzialnością i z miłością, która się nie kończy, tylko zmienia swój kształt.

M.F.: Dziękuję Ci, że podzieliłaś się ze mną tak osobistą historią. Mam nadzieję, że Twoja opowieść zainspiruje rodziców, którzy podjęli decyzję o rozstaniu, do tego, by zaufali sobie i wspólnie wychowywali dziecko. 

Przeczytaj też:

Opieka naprzemienna po rozwodzie

Opieka naprzemienna od jakiego wieku?

Rozpad związku to trudne doświadczenie dla wszystkich

Jak powiedzieć dziecku o rozwodzie?

Alimenty na dziecko – ile kosztują i do kiedy je trzeba płacić?

Michaela Fuchs

Michaela Fuchs

Mama szóstki dzieci, copywriterka, wydawczyni internetowa, redaktorka portalu www.e-dzieciaki.pl, content marketerka, SEO copywriterka. Piszę o rodzicielstwie, zdrowiu naturalnym, macierzyństwie i pracy oraz tabu. Pomagam przedsiębiorcom zwiększać rozpoznawalność w inteternecie.

Polecane artykuły